Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Wyrok za śmiertelną bójkę na Goleniowskiej. Sąd nie tak surowy jak prokuratura

Mariusz Parkitny
Mariusz Parkitny
Prokuratura przekonywała, że to było zabójstwo z premedytacją, aby wyeliminować przestępczą konkurencję. Sąd uznał, że było całkiem inaczej. Zaskakujący wyrok w sprawie śmierci Krzysztofa S. p.s. Skorupa.

Główni oskarżeni to Michał W. ps. Tajbo (do tej pory niekarany ojciec dwóch małych córek), oraz recydywista Tomasz K. ps. Scarface. Obaj od ponad dwóch lat przebywają w areszcie. Prokuratura żądała dla nich 25 lat więzienia.

- Działali z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, to jest wyeliminowanie pokrzywdzonego jako osoby stanowiącej konkurencję dla strefy wpływów przestępczych - przekonywała prokuratura wysyłając do sądu akt oskarżenia.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Po ponad roku procesu, sąd doszedł do innych wniosków. Dzisiaj Michał W. został skazany na 12 lat pozbawienia wolności za zabójstwo, ale z zamiarem ewentualnym, a nie bezpośrednim. To znaczy, że zadał cios niebezpiecznym narzędziem (prawdopodobnie maczetą), ale nie miał zamiaru zabić, choć powinien przewidywać, że używanie takich narzędzi jak maczeta niesie ze sobą tragiczne skutki.

- Oskarżeni w ogóle nie planowali zabójstwa jak ustaliła prokuratura. Doszło do awantury i sprawa wymknęła się spod kontroli z tragicznym finałem. To nie była jakaś zorganizowana grupa przestępcza z podziałem na role - uzasadniał wyrok sędzia Paweł Balcerowicz z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Co do Tomasza K., sąd uznał, że to co zrobił w ogóle nie było zabójstwem, a raczej udziałem w śmiertelnym pobiciu. Dlatego skazał go na 6 lat więzienia.

- Jestem niewinny - powtórzył „Scarface”.

Trzeci z oskarżonych, Norbert N. ps. Norek został uniewinniony od udziału w śmiertelnym pobiciu. To on pierwszy został zaatakowany przez Krzysztofa S. i jego brata.

- To my zostaliśmy zaatakowani, dostałem cios i ukruszył mi się ząb – tłumaczył w trakcie procesu.

- W innych okolicznościach mógłby pan występować w tej sprawie jako pokrzywdzony - skomentował sędzia Balcerowicz.
Nadzwyczajne złagodzenie kary dostał Paweł K., kuzyn Tomasza K. Po zatrzymaniu poszedł na współpracę z prokuratura i opowiedział co wydarzyło się trzy lata temu przy ulicy Goleniowskiej w Szczecinie.

- Ja tam w ogóle nie chciałem jechać, bo byłem chory. Tomek mnie zmusił. On groził naszej rodzinie, że nam poprzestrzela kolana. Bałem się go - mówił podczas procesu Paweł K.

Dzisiaj nie przyszedł do sądu. Od dawna jest na wolności.

Zarzuty usłyszało też kilka osób, które pomagały oskarżonym zacierać ślady i uciekać. Wczoraj też usłyszeli wyroki. Odpowiadali z wolnej stopy.

Wyrok jest nieprawomocny. Adwokaci głównych oskarżonych zapowiedzieli apelacje. Wyrok zaskarży zapewne też prokuratura.

Wyrok wzbudził zainteresowanie nie tylko mediów i rodzin oskarżonych. W sporej grupie do sądu przyszli też zawodnicy sportów walki.

Jatka
18 lutego 2016 r. Krzysztof S. z bratem zjawili się w salonie gier przy ul. Goleniowskiej. Chcieli rozmawiać o wpływach z interesu. Przyjechali tam oskarżeni. Jeden z nich miał otrzymać cios od któregoś z braci S. Od tego momentu zaczęła się bijatyka zakończona uderzeniem maczetą w głowę Krzysztofa S. Były bokser szukał jeszcze ratunku na komisariacie, ale rana okazała się śmiertelna.

Tomasz K. (z lewej) i Michał W. przekonywali dziś sąd, że mimo wyroku powinniśmy wyjść na wolność i nie uciekną. - Są ferie, spotkałbym się z dziećmi - mówił Michał W.

- Mój klient nawet codziennie może się stawiać na policji w ramach dozoru - przekonywał mec. Jakub Łysakowski, obrońca
Michała W.

Sąd się nie zgodził.

WIĘCEJ O SPRAWIE:

Kolejni zatrzymani w związku ze śmiercią "Skorupy" [WIDEO, ZDJĘCIA]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wideo
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński