Wspomnienia o wakacjach Karola Wojtyły na Pomorzu Zachodnim

Sławomir Włodarczyk
Ksiądz Karol Wojtyła na szlaku Drawy w lipcu 1955 roku.
Ksiądz Karol Wojtyła na szlaku Drawy w lipcu 1955 roku. Fot. Zbiory UM w Czaplinku
W czwartą rocznicę śmierci największego z Polaków, nie sposób nie przypomnieć pierwszych wakacji księdza Karola Wojtyły w naszym regionie.

Od tego wydarzenia, które działo się od Czaplinka przez poligon drawski, Prostynię, Drawno, aż po Krzyż, minęło już ponad pół wieku.

Przyszły Ojciec Święty nad brzegiem jeziora Drawsko w Czaplinku stanął po raz pierwszy 15 lipca 1955 roku. Nieliczni już świadkowie tego wydarzenia twierdzą, że ksiądz z Krakowa był urzeczony pięknem akwenu i rzeki Drawy, którą wraz z przyjaciółmi spłynął aż do Krzyża. Na Pojezierze Drawskie wracał wielokrotnie. Po raz ostatni w lipcu 1978 roku, już jako kardynał, na trzy miesiące przed wyniesieniem do godności biskupa Rzymu.

Pamiątek z wakacji 1955 roku zachowało się niewiele. Towarzysze wspólnych przygód wspominają, że każdy dzień rozpoczynał się mszą świętą przy ołtarzu z kajaków i wioseł.

- W ostatni wieczór wakacji Karol podsumował spływ. Uczestnicy podróży obiecali sobie, że nad Drawą spotkają się za rok. Niemal zawsze się to im udawało - mówi Antoni Jakubowski, mieszkaniec Złocieńca, badacz podróży papieża po Drawie.

Ciekawostką jest fakt, że do godności biskupiej Karol Wojtyła został wyniesiony, gdy gościł na Pomorzu Zachodnim. Musiał się wtedy skontaktować ze swoim przełożonym. Dotarł do jednego z kościółków, a że pora była dość późna, miejscowy proboszcz nie chciał wpuścić na plebanię podejrzanie wyglądającego osobnika. Gdy usłyszał, że oto stoi przed nim biskup Krakowa, jego zdumienie nie miało granic. Długo jeszcze Karol musiał przekonywać księdza, że to prawda. Ten zaś nie mógł sobie wyobrazić biskupa w krótkich spodenkach, nieogolonego i spalonego słońcem. Anegdotę tę nader często przytaczał w swych opowiadaniach wybitny publicysta katolicki Vittorio Messori.

W lipcu 1978 roku podczas spływu kajakowego na szlaku rzeki Rurzycy koło Wałcza, Karol Wojtyła, wtedy już kardynał i metropolita krakowski, dowiedział się, że ma się oto stawić na konklawe w Rzymie. Szybko zakończył spływ, odprawił mszę na kajaku i pojechał. Po trzech miesiącach przyjął insygnia papieża.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie