Wpadka z topolami

Emilia Chanczewska, 21 sierpnia 2004 r.
Wczoraj przy ściętych topolach obradowała komisja, która ma ustalić, czy zostały wycięte właściwe.
Wczoraj przy ściętych topolach obradowała komisja, która ma ustalić, czy zostały wycięte właściwe. Grzegorz Drążek
Wiekowe topole zostały wycięte z terenu prywatnej posesji. Pracownicy urzędu miejskiego najprawdopodobniej zaniedbali swoje obowiązki.

Mieszkańcy ulicy Brzozowej nie mają łatwego życia. Obecność oczyszczalni ścieków w przenośni i dosłownie im je zatruwa. Do tej pory nikt nie potrafi zneutralizować smrodu, a jedyną barierą była zieleń. Od ostatniego czwartku ta naturalna zasłona znika. Przedwojenne, ogromne topole są - na zlecenie urzędu miejskiego - wycinane.

Na granicy z miastem

Julia Rejmer, mieszkanka ul. Brzozowej 24 od dawna zwracała się do miasta o wycięcie spróchniałych i zagrażających zwaleniem się drzew. W jej piśmie z 22 kwietnia br,. czytamy: "Zwracam się z prośbą o wycięcie drzew rosnących przy kanale burzowym (ul. Brzozowa - teren miejski)". Nieogrodzona posesja przy Brzozowej 24 graniczy z terenem, należącym do miasta.

- Według nowych przepisów, to starostwo decyduje o wycince drzew na terenie miejskim - tłumaczy Stanisław Kazimierski, naczelnik wydziału inżyniera miasta. - Po pół roku starostwo wyraziło zgodę. Robimy to na żądanie mieszkańców. Topole groziły zawaleniem. Są stare i paskudne. To bardzo kosztowna sprawa, za wycięcie jednego drzewa trzeba zapłacić ok. tysiąca zł. Wycina je firma w zamian za uzyskane drewno.

Chcą odszkodowania

Jakież jednak było zdziwienie okolicznych mieszkańców, gdy okazało się, że wycinka zaczęła się nie od topoli stojących na terenie miasta, ale od tych, rosnących na terenie pani Julii. Sprawa została zgłoszona na policję i do "Głosu". Wczoraj na miejscu zebrała się komisja.

- Okazało się, że chodzi nie o te drzewa, ale nam nikt palcem nie pokazywał, które mamy wyciąć - tłumaczyła nam Danuta Harabasz z urzędu miejskiego. - Nie wiedzieliśmy, gdzie przebiega granica działki. Nie zatrudnialiśmy geodety, bo nie mamy na to środków. Uwierzyłam, że to jest miejski teren. Co do tych drzew, to nie muszę się martwić, bo od niedawna wszystkie powyżej 50 lat mogą być ścinane bez zezwolenia, no ale do wyjaśnienia jest kwestia terytorium. Teraz musimy się dowiedzieć, czy ta pani będzie chciała od nas odszkodowanie...

- Będzie chciała! - mówi w imieniu córki Julii, która jest na wyjeździe, jej mama Czesława Pietura. - Niech dadzą odszkodowanie, to sami sobie nasadzimy drzew. Tylko niech mi znowu nie piszą, że to oni posadzili. Tak jak było z brzozami, które sami zasadziliśmy za domem.

Tylko drzew żal

Mieszkańcy nie mają zamiaru ustępować. Po pierwsze dlatego, że bardzo dbają o swoje otoczenie, a przydomowe ogrody na Brzozowej mogłyby być wzorem dla innych, a po drugie czują się źle traktowani przez urzędników. Wczoraj pani Harabasz dała wprost do zrozumienia sąsiadowi Julii Rejmer, że nie byłaby dla niego tak uprzejma, gdyby wiedziała, że nie jest dziennikarzem. "Głos" był świadkiem tej sytuacji. A po trzecie, a może najważniejsze - nie mogą pogodzić się z wycięciem starych drzew, które jako jedyne oddzielały ich od oczyszczalni.

- Wycięli topole, które według mnie stały prosto i nikomu nie zagrażały - pokazuje jeden z sąsiadów. - Widzę, że ta która stoi przechylona jest niebezpieczna, bo może przewrócić się na linię energetyczną. Natomiast tej po drugiej stronie wystarczyłoby pewnie przyciąć konary, a ta obok niej jest zupełnie prosta. Szkoda takich starych, zielonych drzew. Czyżby pracownikom firmy tak bardzo zależało na drewnie?

Drzewa wycina prywatne Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe "Agroman", którego właścicielem jest Roman Dziczkiewicz. Pan Roman szczerze przyznaje, że drewno, uzyskane ze ściętych topoli jest bardzo miękkie, nadaje się wyłącznie na opał i ma łączną wartość zaledwie 500-600 zł. Firma liczy jednak na to, że kiedyś to miasto pójdzie im na rękę, da pierwszeństwo w jakimś przetargu...

Miasto obiecuje, że w miejsce wyciętych, jesienią zasadzi nowe drzewa. Obecni mieszkańcy już niestety nie doczekają, aż drzewa urosną. To skutek oszczędzania miasta na firmie wycinkowej i na geodecie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie