MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wielkie serce na dwóch kijach. Pójdzie wzdłuż Bałtyku

Radosław Konczyński
Radosław Konczyński
Rafał Błądek stał się wielkim pasjonatem nordic walking. W Malborku prowadzi m.in. bezpłatne zajęcia dla mieszkańców
Rafał Błądek stał się wielkim pasjonatem nordic walking. W Malborku prowadzi m.in. bezpłatne zajęcia dla mieszkańców archiwum prywatne
Mieszkaniec Nowej Wsi Malborskiej podejmuje niezwykłe wyzwanie. W ciągu siedmiu dni zamierza przejść około 550 km wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego, by zwrócić uwagę na dwoje dzieci potrzebujących pomocy. Niespełna półtoraroczna Róża cierpi na choroby oczu grożące nawet utratą wzroku. 15-letni Szymek ma dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe.

Rafał Błądek z Nowej Wsi Malborskiej w gminie Malbork od 2018 roku pasjonuje się nordic walking, bo... los tak chciał. Po wypadku na rowerze ortopeda jako formę rehabilitacji zalecił mu chodzenie z kijkami.

- Złapałem bakcyla, potem zdobyłem uprawnienia instruktora, stworzyłem grupę Malbork Nordic Walking. Szkolę się cały czas, rozwijam pasję i staram się zarażać nią innych - wyjaśnia.

I chce też swoim chodzeniem pomagać. Dlatego w najbliższy poniedziałek wyrusza w siedmiodniowy marsz nordic wzdłuż linii brzegowej Morza Bałtyckiego od Świnoujścia do Piasków na Mierzei Wiślanej przy granicy Polski z rosyjskim obwodem królewieckim. W ten sposób chce zwrócić uwagę na dwoje dzieci. W trakcie wyprawy nie będzie bezpośrednio zbierał pieniędzy, natomiast ma nadzieję, że uda mu się nagłośnić trwające dwie zbiórki internetowe.

- Myślałem o tym wyzwaniu od dłuższego czasu. Patriotyzm lokalny to określenie jednym znane lepiej, innym mniej. Często mówi się o małej ojczyźnie, dlatego też postanowiłem wesprzeć funkcjonowanie naszej lokalnej społeczności - tłumaczy Rafał Błądek. - Mam nadzieję, że to wyzwanie przyniesie satysfakcję zarówno mi, jak i Róży oraz Szymonowi.

Dla nich będzie szedł Rafał

Róża Bobowska, mała mieszkanka Elbląga, ma 17 miesięcy. Jej tata - tak jak Rafał Błądek - jest żołnierzem 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Dziewczynka cierpi na nieuleczalne choroby, które mogą doprowadzić nawet do utraty wzroku. Ma już za sobą sześć pobytów w szpitalach, przeszła trzy operacje.

„Wzrok to zmysł, który odgrywa bardzo ważną rolę w procesie rozwoju, szczególnie u małych dzieci. Z powodu swoich ograniczeń Róża rozwija się dużo wolniej niż jej rówieśnicy. Musi nosić okulary o dużej mocy, z czasem być może będą potrzebne również soczewki. Róża wymaga rehabilitacji wzroku i całego ciała. Jest pod opieką lekarzy w całej Polsce - okulistów, optometrystów, terapeutów wzroku, rehabilitantów. W większości, niestety, są to wizyty prywatne, które generują ogromne koszty. Niewykluczone jest również leczenie za granicą. Prosimy o pomoc. Nie możemy pozwolić, by w życiu Róży nastała wieczna ciemność” - apelują rodzice dziewczynki.

Z kolei 15-letni Szymon Żołdak mieszka w Nowej Wsi Malborskiej z rodzicami i dwojgiem rodzeństwa. Choruje na ciężką postać mózgowego porażenia dziecięcego czterokończynowego. Od urodzenia wymaga stałej, intensywnej i różnorodnej rehabilitacji.

„Szymon nie jest w stanie samodzielnie wykonać najprostszych czynności, nie chodzi, nie siedzi, nie mówi. Pomimo trudności jest dzieckiem wesołym i pełnym energii. Lubi poznawać nowe miejsca i ludzi, a największą radość sprawiają mu wycieczki rowerowe” - wyjaśniają rodzice chłopca.

15-latek znajduje się pod opieką wielu specjalistycznych poradni i - jak można się domyślić - koszty dojazdu na zabiegi rehabilitacyjne oraz zakupu specjalistycznego sprzętu są bardzo wysokie.

- Fakt, że wraz z Szymonem jesteśmy mieszkańcami Nowej Wsi Malborskiej, jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, aby zaangażować się i wesprzeć zbiórkę pieniędzy w najlepszy znany mi sposób, czyli poprzez aktywność fizyczną - wyjaśnia swoją motywację Rafał Błądek. - To jest moja trzecia akcja charytatywna. Wcześniej zorganizowałem 24-godzinny marsz między Sztumem a Malborkiem właśnie dla Szymona Żołdaka, kiedy to przeszedłem 146 km. A później był 48-godzinny marsz dla Weroniki Żarskiej.

Pomoc poprzez wyzwanie to świetna sprawa

Mieszkaniec Nowej Wsi Malborskiej wystartuje 13 maja o godz. 7 w Świnoujściu, pierwszego dnia zamierza pokonać dystans około 100 km do Kołobrzegu, a w kolejnych odcinki: Kołobrzeg - Darłówko (71 km), Darłówko - Łeba (94), Łeba - Władysławo (92 km), Władysławowo - Hel - Władysławo (85 km), Władysławowo - Sobieszewo (90 km), Mikoszewo - Piaski (50 km).

- Codziennie start z każdej miejscowości jest zaplanowany między godz. 7 a 8. Będę chciał przejść jak najwięcej kilometrów według planu przyjętego na dany dzień, ale wiadomo, że założenia to jedno, a wszystko okaże się po drodze - mówi.

- Plaża codziennie wygląda inaczej, pogoda się zmienia. Poza tym, z tego, co wiem, niektóre odcinki plaży są nie do przejścia, będę więc szedł równolegle po ścieżce rowerowej - wyjaśnia Rafał. - Noclegi udało się załatwić na trasie w miejscach hotelowych, a jedno miejsce, w Łebie, dostałem nawet za darmo. Chciałbym za to bardzo podziękować właścicielom Campingu Morskiego 21.

Na stałe chodziarzowi będą towarzyszyły trzy osoby z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego: kierowca, ratownik medyczny i jedna osoba, która będzie przemieszczała się marszem, biegiem lub na rowerze. Ale na pewno będą okresy, gdy będzie maszerował zupełnie sam. Na trasie mają się też pojawiać żołnierze i cywile z 22. BLT, by wspierać go na krótszych odcinkach. Rafał liczy również na to, że na bieżąco będą dołączać mieszkańcy okolic, przez które będzie przechodził.

- Zawsze raźniej, jak ktoś do mnie dołączy. To będzie też oznaczać, że ktoś usłyszał o akcji i chce pomóc. Dlatego zapraszam mieszkańców okolic, przez które będę przechodził, żeby mi towarzyszyli. Pewnie najwięcej osób będzie na ostatnim etapie - do Piasków, bo to już blisko domu - mówi mieszkaniec Nowej Wsi Malborskiej.

Z kijkami chodzi regularnie od około sześciu lat. Trudno zliczyć pokonane kilometry, natomiast cały czas jest w dobrej formie, więc nie musiał szczególnie przygotowywać się do wyzwania.

- Oczywiście, że nie da się tak po prostu wstać rano i powiedzieć: „Dobra, to teraz przejdę sobie wzdłuż Bałtyku”. Ale jakoś szczególnie nie musiałem się przygotowywać. Biorę udział w półmaratonach, maratonach, 24-godzinnych marszach. Satysfakcję dają mi długie wychodzenia, marsze, biegi. Od dawna robię to systematycznie. Nie myślę o tym, co może się stać na trasie najbliższej akcji. Myślę, że to świetna sprawa, że mogę komuś pomóc poprzez swoje wyzwanie. Obaw nie mam, jedynie z tyłu głowy jest to, żeby zdrowie pozwoliło zrobić cały dystans - wyjaśnia Rafał Błądek.

Narty, maszerowanie, nordic walking...

Przy okazji akcja charytatywna jest promocją nordic walking, coraz bardziej popularnej dyscypliny w naszym kraju. Już nikt na osoby z kijkami nie patrzy jak na dziwaków, którzy wyszli w teren bez nart... To żart, z którym akurat można zetknąć się w samym środowisku tzw. maszerów. Dlaczego „tak zwanych”, bo to neologizm utworzony przez samych maszerujących. Przeciwnicy tego określenia zwykle wytykają, że maszer to przecież osoba powożąca psim zaprzęgiem.

Sam żart ma swoje potwierdzone podłoże historyczne. Otóż chodzenie z kijkami stało się swego czasu, w latach 30. XX wieku, elementem letniego treningu fińskich narciarzy biegowych. Dlatego to ich uznaje się za wynalazców nordic walking. Historia tego sportu jest jednak znacznie krótsza. Pod koniec lat 80. Fin Marko Kantaneva wręczył podczas letnich przygotowań kijki narciarskie swoim uczniom trenującym biegi narciarskie. Na podstawie obserwacji napisał potem pracę magisterską poświęconą chodzeniu z kijami. Sama nazwa nordic walking powstała 1997 r., kiedy fińska firma Exel postanowiła wykorzystać pomysł Kantanevy i wyprodukowała pierwsze kije specjalnie zaprojektowane do chodzenia. Określenie nordic walking powstało w analogii do mniej znanej nazwy narciarstwa biegowego: nordic skiing.

Niezależnie od słownych dylematów, jedno jest pewne: chodzenie z kijkami ma zbawienne skutki.

- Dla kogoś, kto nie może uprawiać biegów, to jest świetna alternatywa. Zresztą, wiele osób biegających wprowadza nordic walking jako dodatkową formę treningu, ponieważ prawidłowe maszerowanie, a o takim mówimy, angażuje aż 90 procent partii mięśni ciała. Prawidłowa technika chodzenia odciąża stawy kolanowe i biodrowe, przenosi ciężar na kręgosłup. Angażujemy więcej mięśni niż podczas biegania, a nawet więcej niż podczas pływania, które pod tym względem jest porównywalne. Nordic walking zaleca się kobietom po mastektomii, osobom po zawałach. Jest po prostu dla każdego, kto chce zacząć aktywnie spędzać czas - wylicza Rafał Błądek.

Najczęstsze pytanie osób, które biegają, a przychodzą na zajęcia nordic walking, brzmi: „Ile zrobimy kilometrów?”

- Bo dla biegacza często ważne jest to, jak długi dystans zrobimy. A ja tłumaczę, że na początek trzeba się zapoznać prawidłowo z techniką nordic walking. Niekoniecznie robiąc 10, 15, 20 km, trzeba być zmęczonym i osiągnąć jakiś efekt. Na prawidłowo przeprowadzonych zajęciach nordic walking na dystansie 3 km można być tak samo umęczonym, uzyskać taki sam efekt, jak po przebiegnięciu 10 km. To jest ta różnica pomiędzy bieganiem a prawidłową techniką nordic walking - tłumaczy Rafał Błądek.

Mieszkaniec powiatu malborskiego zachęca, by zajrzeć na platformę internetową Zrzutka.pl. Tam wystarczy w wyszukiwarkę wpisać nazwiska dzieci (Róża Bobowska, Szymon Żołdak), by znaleźć założone dla nich zbiórki. Rafał zapewnia, że każda złotówka się liczy.

od 7 lat
Wideo

Zakaz krzyży w warszawskim urzędzie. Trzaskowski wydał rozporządzenie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński