Więcej kasy dla prezesów

Agnieszka Kuchcińska-Kurcz, 25 lutego 2005 r.
Rząd chce znieść ustawę, zwaną "kominową", ograniczającą zarobki szefów państwowych firm. Pomysł, nad którym niedługo zagłosuje Sejm, dzieli polityków nawet z tych samych formacji oraz związki zawodowe.

Ustawa wprowadzona przez ekipę Jerzego Buzka w marcu 2000 roku miała ograniczyć astronomiczne zarobki szefów państwowych i samorządowych firm. Sejm postanowił, że ich pobory od tej pory nie będą przekraczać sześciokrotnego przeciętnego wynagrodzenie. Dziś to około 15 tys. zł brutto.

Szefowie dorabiają

- Powinno zostać jak teraz - twierdzi Elżbieta Romero, posłanka Socjaldemokracji. - Ustawa kominowa nie wzięła się znikąd. Rady nadzorcze, które w firmach państwowych miały pilnować m.in. wzrostu wynagrodzeń, nie były w stanie tego robić. To nie jest moment na uwolnienie zarobków.

Argumenty rządu są dwa: muszą zniknąć różnice w poborach szefów spółek państwowych i prywatnych, a także pole do nadużyć. Wielu szefów państwowych firm umiało bowiem dorobić - zasiadali w radach nadzorczych albo otrzymywali dodatkowe pieniądze za "doradztwo".

- Tłumaczenie, że musi być równość w wynagrodzeniach w firmach prywatnych i państwowych, jest demagogiczne - ocenia poseł Jacek Sauk z Prawa i Sprawiedliwości. - Prywatne mają swoje pieniądze i nic nam do tego. A szefowie państwowych wynagradzani są z naszych pieniędzy.

Hulaj dusza...

- Poprę pomysł rządowy. Chcę, by firmy państwowe były dobrze zarządzane przez wybitnych menedżerów - deklaruje Elżbieta Piela-Mielczarek, posłanka SLD.

- Tymczasem najlepsi odchodzą do firm prywatnych, a w konkursach do władz zarządów firm państwowych startują tylko ci, którzy zostają na rynku. Niedługo czeka nas jeszcze konkurencja z firmami europejskimi.

Podobnie, ale ostrożniej, wypowiada się Krzysztof Zaremba z Platformy Obywatelskiej.

- Skarb Państwa nie może tracić najzdolniejszych menedżerów na rzecz firm prywatnych. Ale dyrektorzy państwowych firm nie mogą też zarabiać trzy-cztery razy więcej niż prezydent Rzeczpospolitej. Trzeba znaleźć złoty środek.

Przeciw uwolnieniu zarobków jest Samoobrona.

- Pomysł z wycofaniem ustawy kominowej to jakiś dziwny ruch - komentuje poseł Jan Łączny. - Ekipa rządząca widzi, że jest u kresu, więc doprowadza do tego, że kolesie partyjni będą mieli wolną rękę w naliczaniu sobie pensji i hulaj dusza, piekła nie ma.

To niemoralne

Różne stanowiska w tej kwestii zajmują związki zawodowe.

- Ze strony społecznej powinniśmy być przeciw, ale trzeba patrzeć jeszcze od strony ekonomicznej - waha się Gerard Kuligowski, szef zachodniopomorskiej struktury OPZZ. - Nie może być takich jak dziś dysproporcji między zarobkami w firmach państwowych i prywatnych. Dla dobra firmy zarobki zarządu powinny być wysokie.

- Każdy ma swoje racje, ale to niemoralne, że szefostwo wypłaci sobie niebotyczne kwoty, a pracownikom minimum krajowe - uważa Mieczysław Jurek, przewodniczący NSZZ "Solidarność" na Pomorzu Zachodnim. - Niech zarobki zarządów będą zależne od wyników ekonomicznych firm.

Rząd chce, by zarobki szefów firm były ogłaszane w Biuletynie Informacji Publicznej. Jeśli kwoty będą kosmiczne, z odwołaniem będą musieli liczyć się członkowie rady nadzorczej, czy nawet zarządu. Ograniczenie płac ma zostać zniesione w 1,5 tysiąca firm państwowych. Od kiedy - zdecyduje Sejm.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie