Turzyn. Aleja Piastów w Szczecinie była kiedyś deptakiem

    Turzyn. Aleja Piastów w Szczecinie była kiedyś deptakiem

    Marek Rudnicki marek.rudnicki@mediaregionalne.pl

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    Tak wyglądała aleja Piastów w 1911 roku. Na pierwszym planie gimnazjum miejskie.

    Tak wyglądała aleja Piastów w 1911 roku. Na pierwszym planie gimnazjum miejskie. ©archiwum Marka Łuczaka

    Młodszym szczecinianom pewnie trudno to sobie wyobrazić, ale jeszcze wiele lat po wojnie aleja Piastów wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. - Środkiem można było swobodnie spacerować - mówi historyk Marek Łuczak.
    Tak wyglądała aleja Piastów w 1911 roku. Na pierwszym planie gimnazjum miejskie.

    Tak wyglądała aleja Piastów w 1911 roku. Na pierwszym planie gimnazjum miejskie. ©archiwum Marka Łuczaka

    Skrzyżowanie dzisiejszej alei Piastów i ul. Krzywoustego. archiwum Marka Łuczaka

    Skrzyżowanie dzisiejszej alei Piastów i ul. Krzywoustego.
    (fot. archiwum Marka Łuczaka)

    Środkiem alei Piastów biegła szeroka arteria spacerowa wyłożona drobną, granitową kostką w dwóch kolorach. Jak wyglądała ta kostka można dziś zobaczyć tylko przed urzędem miasta. Ta z alei Piastów znikła, gdy urzędnicy postanowili w jej miejscu poprowadzić tramwaj. A gdzie kostka? Na prywatnych posesjach co bardziej obrotnych, a spora część w dziwny sposób zamieniona na szeleszczącą mamonę.

    To była wieś pod Szczecinem

    Turzyn, to scheda po wsi pod tą samą nazwą (Torney), w skład której wchodził obszar obejmujący dzisiejsze ulice Narutowicza, Potulicką, Bohaterów Warszawy i Sikorskiego.

    W skład miasta została włączona w 1243 r., przy czym część gruntów dostała się magistratowi na własność, a część księciu Barnimowi I.

    - Na polach turzyńskich organizowane były w średniowieczu turnieje rycerskie - opowiada historyk Marek Łuczak, autor wydanej niedawno książki pt. "Szczecin - Turzyn - Torney".

    - Ślad po nich znajdujemy chociażby w dokumentach opisujących ślub pieczętujący związek Pomorza z Polską, Bogusława X z Anną Jagiellonką, gdzie opisano zorganizowany z tej okazji w 1490 r. wielki turniej rycerski.

    Duża część zabudowy dawnego Turzyna spłonęła w czasie wojny trzydziestoletniej. W 1720 r. po zachodniej stronie spalonej wsi rozpoczęto budowę Fortu Prusy, a wieś przeniesiono (to asumpt do współczesnych władz, które mają kłopot z przenosinami jednej willi Grüneberga, aby rozpocząć budowę linii szybkiego tramwaju) dalej na północny zachód, w rejon dzisiejszych ulic Kordeckiego i Bohaterów Warszawy.

    Koedukacja i szkolnictwo

    1 października 1910 r. oddano do użytku Turzyńską Szkołę dla Dziewcząt i Chłop ców. To ten duży gmach przy dzisiejszej ulicy Jagiellońskiej 41.

    Po wojnie powstało tu 1 września 1949 r. Liceum Pedagogiczne Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Do gmachu na przełomie lat 1951-52 przeniesiono szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące nr 6 z ulicy Wielkopolskiej 15. - Nie był to koniec przeprowadzek i zmian - przypomina Marek Łuczak.

    - W 1954 r. klasy podstawowe umieszczono w innym budynku, przy Jagiellońskiej 62. Tym samym w starym budynku pozostały tylko klasy licealne. Dopiero jednak w 1961 r. rozdzielono formalnie liceum i podstawówkę, a sławna "szóstka" trwa tu do dziś.

    Jednym z najnowocześniejszych budynków początku XX wieku było znane dziś liceum nr 1 przy al. Piastów 12. Budowano je (jako Gimnazjum Miejskie) tylko dwa lata., tj. od 1901 r. do 1903 r.

    - Rzeczywiście, w tym okresie był to najnowocześniejszy budynek szkolny w Szczecinie - potwierdza Ma - rek Łuczak. - Doskonale przemyślany, przestrzenny, piękny architektonicznie i wykonany z niezwykłą dbałością o szczegóły i detale.

    Na parterze znajdowało się mieszkanie dla woźnego oraz sala gimnastyczna o wysokości dwóch kondygnacji. Lekcyjne sale umieszczono na pierwszym piętrze. Tam też było mieszkanie dyrektora, sala konferencyjna i biblioteka. Drugie piętro mieściło tylko sale wykładowe oraz dużą aulę, w której można było podziwiać malowidło Eduarda Gaertnera "Zmierzch bogów".

    Być może ze względu na mównicę w stylu kościelnym, po wojnie sądzono, że w przeszłości w budynku mieścił się klasztor.

    - Trzecie piętro było przeznaczone do nauki rysunków oraz zajęć technicznych - dodaje Łuczak. - Te pogłoski o klasztorze mogły też wziąć się z tego, że w czasie wojny działał tu lazaret. Po wojnie w 1945 r. Janina Szczerska otworzyła tu pierwsze w mieście, I Liceum Ogólnokształcące, koedukacyjne (wówczas była to mała rewolucja w szkolnictwie). W niecały rok później wydzielono ze szkoły liceum dla chłopców i przeniesiono je do budynku przy ulicy Henryka Pobożnego 2 (tak powstał słynny "Pobożnak").

    W 1948 r. szkołę "Szczerskiej" (tak popularnie przez kilka dziesięcioleci nazywano ogólniak) przekształcono w 11- letnią I Szkołę Żeńską. - Do systemu koedukacyjnego wrócono dopiero w 1963 r. - przypomina Łuczak.

    Nasikali mu do śmietany

    Okres wojny, to czas zniszczeń dużej części zabudowy Szczecina. Przybysze z Polski i ci, których wyrzucono tu z naszych terenów wschodnich, zaczęli tworzyć nową społeczność miasta.

    - Od samego początku ludzie wykazywali dużą inicjatywę - opowiada Marek Łuczak. - Przykładem powstała 23 grudnia 1945 r. piekarnia przy ulicy Bolesława Krzywoustego 54, założona przez czeladnika piekarskiego Jana Graczyka. Wykorzystał stary wiejski piec chlebowy, który służył z powodzeniem aż do 1955 r. Obecnie piekarnią kieruje jego wnuk, Sebastian Graczyk. Tuż przy dzisiejszym Turzynie znajduje się cukiernia, którą po wojnie otworzył pan Siudy.

    - Gdy żył opowiadał mi, jaką miał przygodę z Rosjanami - ciągnie historyk. - Wpadli kiedyś żądając chleba i wódki. Nie miał, zaczęli więc przeszukiwać pomieszczenia. W jednym z nich stało wiadro świeżo kupionej śmietany. Rosjanie nie wiedzieli, co to jest. Nigdy śmietany nie widzieli. Potraktowali ją, jako mydliny, a pomieszczenie, jako ubikację. I po prostu do niej nasikali.

    Lody i delikatesy

    W rok po wojnie, w 1946 r. w piwnicy przy al. Piastów otwarto (starzy szczecinianie z pewnością ją pamiętają) pierwszą powojenną szczecińską lodziarnię o nazwie "Mors". Słynęła z przepysznych lodów, w tym wielosmakowych cassatów.

    Do lodziarni co sobota ustawiała się długa kolejka. Warto dziś młodym ludziom to powiedzieć - kupowano lody nie na sztuki, a do kanek blaszanych. Wafle dostawało się osobno i dopiero w domach porcjowano lody.

    De facto - wytwórnia wafli znajdowała się na rogu ulicy Krzywoustego i Piastów. Można tu było za przysłowiowe grosze dostać ścinki wafli, co było ulubionym przysmakiem całej okolicznej dzieciarni.

    - Przy al. Piastów 8, na rogu z ulicą Żółkiewskiego swój słynny powojenny sklep spożywczy otworzył Stanisław Roguszczak - przypomina Łuczak. - Warto też wspomnieć o charakterystycznym, znanym wielu pokoleniom Szczecina barze "Bambino", który uruchomiono przy skrzyżowaniu ulic Krzywoustego i Sikorskiego. Nawet w stanie wojennym można tu było doskonale zjeść i to za bardzo małe pieniądze.

    Dopiero duch nowych czasów po 1989 r. sprawił, że w latach 90. ubiegłego wieku miejsce to zostało przekształcone w wypożyczalnię filmów Beverly Hills.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (5) forum.gs24.pl

    Polub nas na Facebooku

    Zdjęcia ze Szczecina

    Wideo ze Szczecina

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    NAUCZYCIEL i SZKOŁA NA MEDAL  Głosowanie zakończone, poznaj laureatów

    NAUCZYCIEL i SZKOŁA NA MEDAL Głosowanie zakończone, poznaj laureatów

    ŚWIĄTECZNE GWIAZDECZKI  Głosowanie zakończone

    ŚWIĄTECZNE GWIAZDECZKI Głosowanie zakończone

    SPORTOWIEC ROKU | Zgłoś najlepszego sportowca!

    SPORTOWIEC ROKU | Zgłoś najlepszego sportowca!