MKTG SR - pasek na kartach artykułów

TOZ okalecza bezpańskie koty? Sprawa w prokuraturze

Paulina Targaszewska [email protected]
Na jednym podwórku może żyć nawet kilkadziesiąt wolnożyjących kotów. Niektóre są do siebie bardzo podobne. Aby rozpoznać z daleka, które są wysterylizowane, przycina się im ucho.
Na jednym podwórku może żyć nawet kilkadziesiąt wolnożyjących kotów. Niektóre są do siebie bardzo podobne. Aby rozpoznać z daleka, które są wysterylizowane, przycina się im ucho. Archiwum
Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna ma podejrzenia, że przycinanie uszu wysterylizowanym kotom przez TOZ jest niezgodne z prawem. Sprawą zajmie się prokuratura.

- Mówienie, że bezbolesne przycinanie kotu ucha to okrucieństwo, jest co najmniej dziwne - mówi Beata Więcaszek, wiceprezes szczecińskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Takie praktyki są dla kotów bezpieczne, nie okaleczamy ich w ten sposób. Nie rozumiemy, dlaczego teraz zrobił się wokół tego taki szum. To robienie problemu tam, gdzie go nie ma.

O sprawie rzekomego okaleczania kotów przez TOZ zrobiło się głośno po interwencji Radia Szczecin. Działaniami TOZ zainteresowała się Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna.

- Poprosiliśmy przedstawicieli TOZ o wyjaśnienia w tej sprawie - mówi prezes Zachodniopomorskiej Izby Lekarsko- Weterynaryjnej, Marek Kubica. - Przedstawiona na piśmie odpowiedź zawiera jednak pewne nieścisłości i błędy, z którymi się nie zgadzamy. Nasze dylematy powierzyliśmy prokuraturze, która na pewno odpowiednio zajmie się tą sprawą. My oczywiście będziemy się temu przyglądać, ponieważ leży nam na sercu dobro zwierząt.

Pojawiły się propozycje, aby zamiast przycinania kotom uszu, oznaczać je poprzez zaczipowanie, przypinanie kolczyków lub tatuowanie. TOZ sterylizuje wolnożyjące koty bezpłatnie od blisko 9 lat. Rocznie w lecznicy zabieg przechodzi blisko tysiąc zwierząt.

- Dzikie, wolnożyjące koty łapie się do klatek pułapek - tłumaczy Więcaszek. - Schwytanie takiego zwierzęcia jest nie lada wyzwaniem i czasem trwa nawet kilka tygodni. Musimy je jakoś po zabiegu oznaczać, tak aby z dala było widać, który kot jest już wysterylizowany, a który jeszcze nie. Czipowanie czy robienie tatuaży się tu nie sprawdza, bo aby sprawdzić czy kot ma czip lub tatuaż trzeba go złapać. A co, jeśli na jednym podwórku żyje kilka bardzo podobnych do siebie kotów? Musielibyśmy znów je łapać, często na darmo, tylko po to żeby sprawdzić czy są wysterylizowane. Dlatego lekarze w całej Polsce oznaczają wysterylizowane koty poprzez 5 milimetrowe nacięcie ich ucha. Samo nacięcie odbywa się podczas zabiegu, gdy kot jest uśpiony. Dla zwierzęcia jest to bezbolesne, ranka niemal nigdy nie krwawi. W miejscu nacięcia ucho kota jest bardzo słabo unerwione.

W Szczecinie żyje bardzo dużo wolnożyjących kotów. Według wielu mieszkańców, wciąż jest ich za dużo. Sterylizacja jest próbą ograniczenia rozrostu populacji.

- W naszym statucie nie mamy obowiązku sterylizowania wolnożyjących kotów - mówi Więcaszek. - Podejmujemy się tego we współpracy z miastem. Jeśli sąd uzna, że przycinanie kotom uszu to niewłaściwe zachowanie, prawdopodobnie nie będziemy już sterylizować wolnożyjących kotów. Niedawno szczecińska prokuratura umorzyła sprawę porzucenia psa przywiązanego na kolczatce do drzewa choć udało się ustalić sprawców tego czynu. Dziwi nas, że nie każe się winnych tak ewidentnego okaleczania zwierząt, a próbuje się upatrywać, że TOZ działając w dobrej wierze, nie kalecząc zwierząt, miałby to robić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński