Tomasz Nałęcz: Nie wierzyłem w samodzielność Dudy. Przebił on jednak moje najczarniejsze wizje

Dorota Kowalska
Profesor Nałęcz: Polacy wystawią rachunek Prawu i Sprawiedliwości
Profesor Nałęcz: Polacy wystawią rachunek Prawu i Sprawiedliwości Bartek Syta
O prezydenturze Andrzeja Dudy, milczeniu pierwszej damy i o wizji państwa, do jakiego zmierza Jarosław Kaczyński, mówi prof. Tomasz Nałęcz, minister w kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego

Minął rok od pierwszej tury wyborów prezydenckich, prawda?
Tak, o ile dobrze pamiętam, to był 10 maja.

Dokładnie. Po tej pierwszej turze wyborów jakieś wątpliwości a propos wygranej Bronisława Komorowskiego się w Państwu obudziły?
Oczywiście. Był widoczny niepokojący trend i to widoczny już od dosyć dawna, z każdym tygodniem się nasilający. Poza tym, najważniejszym sondażem, to jest elementarz wyborczy, jest samo głosowanie. Wszystkie sondaże dawały Bronisławowi Komorowskiemu przewagę: najpierw miażdżącą, potem znaczącą, potem coraz mniejszą, ale jednak przewagę. Tymczasem pierwsza tura pokazała, zwłaszcza jak się popatrzyło, skąd można czerpać, gdzie są w II turze rezerwy, że jest niedobrze. Tak, oczywiście, to był dzwonek alarmowy.

Panie Profesorze, tak dzisiaj, z ręką na sercu, po tej pierwszej turze wyborów wierzył Pan jeszcze, że Bronisław Komorowski może wygrać?
Wierzyłem, że może wygrać. I uważałem, że ma większą niż jego rywal szansę na wygraną. Ale już po paru miesiącach, po wyborach parlamentarnych z października 2015 r., przekonałem się, że było to myślenie niezasadne, ponieważ przeceniłem możliwości Polaków co do realistycznego ocenienia obietnic PiS. Zarówno obietnice prezydenta, jak i obietnice Prawa i Sprawiedliwości w kampanii parlamentarnej, powtórzone zresztą, bo w PiS jest jeden ośrodek dyspozycyjny - prezes Kaczyński - więc nie tyle PiS powtarzał za Andrzejem Dudą, co Andrzej Duda jako pierwszy odsłonił karty wyborcze Prawa i Sprawiedliwości, to było obiecywanie złotych gór. Mnie się wydawało, że po ponad ćwierćwieczu doświadczenia w demokratycznym państwie wyborcy już się uodpornili na takie mamienie. Okazało się jednak, że tak bardzo chcieli nadziei, że nie. Liczyłem też jednak na dostrzeżenie przez Polaków różnic w zachowaniu PO, czyli partii, z której się Bronisław Komorowski wywodzi, i w samym urzędowaniu prezydenta Komorowskiego, tymczasem PiS udało się utożsamić całkowicie prezydenta Komorowskiego z Platformą Obywatelską. Więc, jak mówię, nie tyle przeceniałem szanse Bronisława Komorowskiego, co przeceniałem nastroje Polaków. W obliczu takich nastrojów prezydent Komorowski skazany był na porażkę. Oczywiście to nie usprawiedliwia błędów popełnionych w kampanii, ale z wyborami, zwłaszcza prezydenckimi, jest trochę jak z żeglowaniem: sporo zależy od umiejętności żeglowania, ale można mieć wiatr w żagle albo od dziobu, a to zasadnicza różnica.

Po przegranej przyszła smuta? Nastroje pewnie były kiepskie.
Nastroje rzeczywiście były minorowe. Prezydent próbował nas pocieszać, bo to jest człowiek silnego charakteru, który wiele w polityce widział, funkcjonował w naprawdę trudnych, beznadziejnych sytuacjach, mówię tutaj o jego działalności opozycyjnej. Poza tym połowę życia poświęcił walce o demokrację w Polsce, więc trudno, żeby się obrażał na werdykt demokracji, nawet jeżeli go bezpośrednio boleśnie dotyczył, więc prezydent nas pocieszał. Ale w ekipie prezydenckiej, wśród jego współpracowników panowały nastroje kiepskie i nawet nie dlatego, że trzeba było odejść z kancelarii i pożegnać się z pięcioletnią przygodą. Mówię o moim kręgu koleżeńsko-pokoleniowym, wiedzieliśmy, że to dla nas ostatnia polityczna przygoda, myśmy nie byli u progu naszych życiowych dróg, w ich trakcie, tylko przy ich końcu, ale mieliśmy dosyć wyobraźni, żeby wiedzieć, że porażka prezydenta oznacza dotkliwą porażkę Platformy i znaczne zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości, choć ostatecznego wyniku wyborów parlamentarnych aż tak nie przewidzieliśmy. Uważaliśmy, że powierzenie całej władzy PiS będzie oznaczało to, co właśnie się dzieje. Nam wyobraźni politycznej nie zabrakło. Nie plujemy sobie w brodę w tym sensie, żeśmy się dali szczurołapowi wyprowadzić z miasta i utopić w rzece. Wiedzieliśmy, że to jest szczurołap, który gra na swoim flecie melodię straceńczą dla słuchających.

Jak Pan po niemal roku ocenia prezydenturę Andrzej Dudy?
Wolałbym uniknąć odpowiadania na to pytanie, ponieważ, jak się pracuje pięć lat dla prezydenta Rzeczypospolitej, to się wie, jakie to trudne zadanie, niełatwe, jak trzeba się zmagać z obozem, z którego się człowiek wywodzi, bo ten obóz chce prezydenta zawłaszczyć z korzyścią dla partyjnych interesów i ze szkodą dla państwa. Zna się prezydencką odpowiedzialność, żyje się w cieniu tej osoby. Bronisław Komorowski był bardzo dobrym prezydentem. Myślę, że ta prawda będzie się przebijała z upływem czasu coraz bardziej i Polacy powrócą do tych ocen prezydenta, które formułowali podczas trwania kadencji. Natomiast, tak jak mówiliśmy w kampanii, ja to mówiłem bardzo głośno, nie wierzyłem w samodzielność Andrzej Dudy. Bałem się, że to będzie prezydent, który stanie się tylko jednym z aktorów w teatrze reżyserowanym przez prezesa Kaczyńskiego. Czarno widziałem samodzielność tej prezydentury, ale muszę powiedzieć, że moje najczarniejsze wizje zostały przebite. Myślałem, że moimi wizjami sięgam dna, a przez ten rok słyszę systematycznie stukanie od dołu.

Obrońcy prezydenta Dudy mówią jednak, że Andrzej Duda szedł do wyborów z takim samym programem jak PiS, więc trudno się dziwić, że teraz podpisuje ustawy, z którymi się zgadza. Może rzeczywiście za bardzo atakuje się prezydenta Dudę.
Nie, nie, pani redaktor, ja pamiętam obietnice Andrzeja Dudy, także te inne, niesocjalne. Pamiętam, że prezydent Duda, zresztą nieuczciwe, wytykał Bronisławowi Komorowskiemu nie stanie na straży konstytucji, powtarzał, że najważniejszym zadaniem prezydenta jest właśnie stanie na straży konstytucji. Ja nie mam do prezydenta żalu, że podpisuje ustawy socjalne, chociaż wyborcy go z tego rozliczą, bo jeśli będzie tak czynił, to będzie jednym z autorów scenariusza greckiego, tym się kończy rozdawanie ponad wszelką miarę. Bo czym się kończy życie na kredyt? Życie na kredyt jest miłe, dopóki tego kredytu starcza. Zaczyna się dramat, kiedy trzeba te kredyty spłacać. Za to też przyjdzie ponieść odpowiedzialność. Ale ja mam do prezydenta zasadnicze zastrzeżenia: prezydent sprzeniewierza się prezydenckiej przysiędze i głównemu zadaniu prezydenta - staniu na straży konstytucji. Prezydent, który nie przyjmuje zaprzysiężenia legalnie, zgodnie z prawem wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, prezydent, który nie szanuje orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, przecież to jest wprost w konstytucji zapisane! Prezydent, który wciąż w swojej argumentacji powtarza banialuki prawne pisowskich propagandzistów! Ja rozumiem, że w ramach interesu partyjnego, także w przestrzeni publicznej, mówi się największe bzdury, ale od tego są partyjni propagandziści, ale nie prezydent Rzeczypospolitej! Poza tym, prezydent mówił o wspólnocie, o tym, że będzie prezydentem wszystkich Polaków - dzisiaj jest jednym z najostrzej atakujących tych, którzy nie zgadzają się z rządami PiS. Prezydent Rzeczypospolitej, który mówi o „ojczyźnie dojnej”? Owszem, trochę się tego zawstydził, ale nie przeprosił za te słowa, stwierdził jedynie, że dzisiaj powiedziałby to inaczej. Prezydent, który obiecał w kampanii być strażnikiem konstytucji, zwolennikiem koncyliacji, porozumienia?! Pani redaktor, chciałbym mówić ciepło o prezydencie, bo jeśli mówimy o prezydencie tymi słowami, to znaczy, że się w Polsce bardzo źle dzieje. Bo prezydent jest taką tamą na drodze partyjnych potopów i jeśli ta tama nie funkcjonuje, to znaczy, że jest bardzo źle. W ogóle, jeśli prezydent pozwala na łamanie konstytucji i sam to sankcjonuje swoim postępowaniem, to mamy do czynienia z alertem, bo zagrożona jest demokracja, a wraz z nią nasze wolności i prawa obywatelskie.
A jak Pan ocenia grupę doradców prezydenta Dudy, jego biuro prasowe, rzecznika? Przez niektórych ci ludzie są atakowani za zbyt małą aktywności, kreatywność.
Nie, to są niesprawiedliwe oceny. Jestem dobrego zdania o współpracownikach prezydenta. Jeśli chodzi o pomaganie prezydentowi w roli wykonawcy poleceń prezesa Prawa i Sprawiedliwości, robią, co mogą: starają się to zgrabnie tłumaczyć, starają się zasłaniać prezydenta własnym ciałem, w sytuacji, kiedy nie można już nie przyjąć ciosu. Myślę tu chociażby o przypadku związanym nie z samym prezydentem, ale z żoną prezydenta, bo jeśli chodzi o urząd, to żona prezydenta jest jego częścią. Mam tu na myśli brak odpowiedzi pani prezydentowej Agaty Dudy na listy trzech prezydentowych w sprawie całkowitego zakazu usuwania ciąży. Tylko, pani redaktor, oni mają strasznie niewdzięczną rolę. Ja nie dostrzegam żadnego zakresu samodzielności prezydenta, no, chyba że w wyborze podróży po kraju czy jakiegoś prywatnego funkcjonowania. Natomiast jeśli chodzi o strategię polityczną, to prezydent jest tylko wykonawcą woli prezesa. Co więcej, to już ma taki upokarzający charakter: te fochy prezesa, to strojenie min na prezydenta, to już przekracza wszelkie granice! Gdyby ktoś z naszych znajomych takie fochy stroił, tobyśmy przestali się z nim spotykać. Bo po co spotykać się z kimś naburmuszonym, demonstrującym niezasadnie swoje niezadowolenie tylko po to, aby nas upokorzyć? Prezydent to znosi, jego współpracownicy próbują tłumaczyć, że nic się nie wydarzyło. Pan prezes Kaczyński, wysłuchawszy 10 kwietnia, moim zdaniem, bardzo rozsądnego i potrzebnego wystąpienia prezydenta o zgodzie, o wzajemnym wybaczeniu, o niegruchotaniu sobie dalej kości, zdezawuował go bardzo brutalnie kilka godzin później, tak jak się prezydenta nie dezawuuje. Nawet jak się reżyseruje jego poczynania. Po czym jego współpracownicy musieli wyjść i tłumaczyć, że to były wypowiedzi uzupełniające się nawzajem. Wie pani, jeśli ktoś pod nogami rozpala pani coraz gorętszą płytę, to trudno, żeby pani nie przebierała nogami. Więc o co można mieć pretensje do współpracowników prezydenta? Że postawieni na gorącej płycie przebierają nogami? Ja uważam, że i tak próbują to robić umiejętnie, ale są skazani na porażkę.

Jak sobie Pan tłumaczy tę publiczną nieobecność pierwszej damy, to jej wycofanie? Pełno plotek na ten temat, domysłów. Pan jak sobie to tłumaczy?
Zupełnie nie znam pani prezydentowej Agaty Dudy, znam ją tylko z publicznych zachowań. Dla mnie w tych publicznych zachowaniach była autentyczna. Ujęła mnie za serce w kampanii takim stwierdzeniem: „Panie prezesie Kaczyński, ja się pana nie boję”. Wszyscy twierdzą, że powinno się bać prezesa, a pani Duda się nie bała. Nie chodzi tu o typowy strach, nie sądzę, żeby prezydent Duda bał się prezesa, skoro prezes lubi zwierzęta, to myślę, że i prezydenta Rzeczypospolitej by nie skrzywdził jakoś tak boleśnie. Natomiast wydaje mi się, że prezydent nie wyobraża sobie innego działania jak realizowanie założeń prezesa Kaczyńskiego. Na tym polega dramat. Moim zdaniem pani Agata Duda, mniej charakterologicznie, psychicznie uzależniona od prezesa Kaczyńskiego, to wszystko widzi. Jest jednak lojalna wobec męża, nie chce tego demonstrować, więc pozostaje jej milczeć. Moja diagnoza jest taka, że wcześniej czy później pani prezydentowa nie wytrzyma i przemówi. Pokaże, że jak zapowiadała, nie boi się prezesa. Mam nadzieję, że w takiej sytuacji prezydent stanie u boku małżonki. Tak jak prezydent Kaczyński stanął u boku żony lżonej przez ks. Rydzyka.

I co zrobi?
Moim zdaniem pani prezydentowa w jakiejś formie zamanifestuje jednak stanowisko podyktowane swoją niezależnością, swoją godnością, swoją oceną sytuacji. W każdym razie - tak sobie tłumaczę nieobecność pani prezydentowej. Stosuje zasadę, którą w życiu stosuje każdy z nas: jak się źle w jakiejś sytuacji czuję, a nie chcę się z tym szamotać, to robię krok, dwa do tyłu. Jeśli coś uważam za cyrk, z którym mi nie do twarzy, to na scenę nie wychodzę.

Jak Pan myśli, jak zakończy się sprawa Trybunału Konstytucyjnego? Liderzy opozycji już zapowiedzieli, że nie pójdą na spotkanie dotyczące propozycji nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym autorstwa Prawa i Sprawiedliwości.
I słusznie! Po co mają chodzić? To tak, jakby osoba zgwałcona chodziła na spotkania z gwałcicielem, żeby z nim ustalić, że następny gwałt będzie łagodniejszy. Dopóki prezes nie zatrzyma się i nie zawróci z drogi łamania prawa, bo to przecież on blokuje zaprzysiężenie trzech legalnie wybranych sędziów, on blokuje publikowanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, o czym ma z nim debatować opozycja? Czy się zgodzi na trzy czwarte łamania konstytucji? Czy tylko na połowę łamania konstytucji? Z osobą łamiącą prawo się nie negocjuje, no, chyba że ta skruszona chce się poddać karze - wtedy tak. Tylko że w tej sytuacji to prezes oczekuje skruszenia od opozycji. Jeszcze o takim procesie nie słyszałem w Rzeczypospolitej, żeby skruszony sąd wysłuchał przestępcy dyktującego mu warunki. Oczywiście, że nie ma sensu chodzić na takie spotkania. Błędem było pójście na pierwsze spotkanie, bo odbywało się na tych samych zasadach. Ale całe szczęście opozycja już zrozumiała, że to światełko w tunelu, które dostrzegła, to światełko pociągu, jak ktoś słusznie powiedział, który po niej przejechał. Otrzepali się, dzięki Bogu, i już nie czekają na powtórkę z tego rozjechania.

Myśli Pan, że Jarosław Kaczyński zawróci z tej drogi czy nie?
Polacy go zawrócą. On sam nie zawróci, Polacy go zawrócą. Pani redaktor, dla historyka sytuacja jest prosta, niemalże banalna, bo Jarosław Kaczyński nie robi niczego oryginalnego. W Europie, żeby ograniczyć się do naszego kręgu cywilizacyjnego, bo na świecie takich zjawisk jest dużo, dużo więcej, ale one w różnych kręgach kulturowych mają trochę inny charakter, więc ograniczmy się do naszego kręgu cywilizacyjno-kulturowego, czyli do Europy i to do Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej. W tym naszym kręgu kulturowym takich prób maszerowania od demokracji do autory-taryzmu było bardzo dużo, zwłaszcza w okresie międzywojennym. Jarosław Kaczyński realizuje taki właśnie scenariusz. Historyk potrafił ten scenariusz krok po kroku przedstawić. Jarosław Kaczyński stawia na razie pierwsze kroki na tej drodze, ale będą kolejne, coraz bardziej zdecydowane i radykalne. Jedyna metoda przeciwdziałania to opór obywateli, opór społeczeństwa. I to, co jest bardzo optymistyczne w tym pesymistycznym scenariuszu, bo scenariusz kruszenia demokracji i zastępowania jej władzą autorytarną jest przykry, pesymistyczny i smutny, ale to, co jest optymistyczne, to to, że opór obywatelski w tym przypadku przyszedł niesłychanie szybko. Przecież PiS powinien być na fali wznoszącej: realizuje obietnice, przekupuje Polaków, obiecuje dalsze przekupstwa, a Polacy się buntują. I to buntują się te kręgi społeczeństwa, które są bardzo opiniotwórcze, które są takimi przewodnikami dusz w swoich społecznościach. Prezes to widzi, nie ma na to recepty, stąd to nieporadne obśmiewanie, stąd te szacunki rachmistrzów policyjnych dostrzegających co czwartego demonstranta. Ale to jest dowód bezradności. Prezes wiedział, że opór przyjdzie, bo przy ustanawianiu autorytaryzmu opór prędzej czy później przychodzi, ale w naszym przypadku on pojawił się niesłychanie szybko i tężeje z siłą wiosennej burzy.

To są jakieś fazy w tej drodze od demokracji do autorytaryzmu?
Tak. Pierwsza faza ustanawiania autorytaryzmu to opanowanie państwa, obsadzanie go ludźmi gotowymi wykonać każde polecenie. Druga - to rozgrywanie opozycji tak długo, jak to tylko możliwe. Te dwie fazy mamy właśnie okazję obserwować. PiS coraz mocniej zawłaszcza państwo i usiłował rozgrywać opozycję. Ale dłużej nie może jej rozgrywać, bo opozycja już się zorientowała, że jest napuszczana na siebie. Poza Ruchem Kukiza, ale Ruch Kukiza jest świeży, spontaniczny, ich prezes musi obłożyć jakimś kijem, co prędzej lub później uczyni, wtedy przejrzą na oczy. Więc jest opór obywatelski, który jest coraz większy. Jestem w stu procentach przekonany, że kolejne, już zapowiedziane na 4 czerwca spotkanie ludzi niegodzących się na rządy Jarosława Kaczyńskiego, będzie jeszcze większe niż demonstracja 7 maja. Prezes ma problem, co dalej robić: zejść z tej drogi czy nie zejść? Oczywiście będzie szedł dalej, tak jak to czynili wszyscy politycy chcący rządzić autorytarnie.

Jarosław Kaczyński nie musi schodzić z drogi. Do następnych wyborów są trzy i pół roku, to szmat czasu.
Byłem w 1997 r. posłem i podnosiłem rękę za konstytucją, tą obowiązującą, ona bardzo stabilizuje władzę. Trudno mi sobie wyobrazić, co prezes musiałby zrobić, żeby stracić trzymaną twardą ręką większość w parlamencie. Liczę na jego rozsądek, że nie doprowadzi swoimi zachowaniami do wyjścia ludzi na ulicę po to, aby się zetrzeć w otwartym konflikcie. Ale, moim zdaniem, Kaczyński będzie konsekwentnie starał się powiększać imperium swojej władzy, naruszając konstytucję, tak jak to teraz robi z TK. Kolejnym krokiem będzie zamach na suwerenność władzy sądowniczej. Jeszcze dalszym coraz dotkliwsze limitowanie wolności mediów. I tak krok po kroku, aż po próbę nieuczciwych wyborów na podstawie nowej, zmanipulowanej ordynacji wyborczej. Za to wszystko kiedyś Polacy wystawią rachunek w wyborach i przyjdzie PiS zapłacić. Akurat nie prezesowi, bo prezes jest sprytny. Prezes pozostaje poza strukturami władzy. Rzeczpospolita rozliczy tych, którzy firmują poczynania prezesa: prezydenta, premiera, Radę Ministrów. On będzie bezpieczny. Przynajmniej przed ludzkim sądem, bo zawsze pozostaje odpowiedzialność jeszcze ważniejsza, nawet zapisana w niektórych konstytucjach: odpowiedzialność przed Bogiem i Historią.

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Nałęcz: Nie wierzyłem w samodzielność Dudy. Przebił on jednak moje najczarniejsze wizje - Polska Times

Komentarze 25

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
observer

duda jeździ na zaproszenia parafii, np. w Kanadzie, dlatego ma az taka frekwencję. Ile podrozy służbowych na szczeblu państwowym (prezydenckim) odbył?

j
jhook

Wydawało mi się, że czytanie ze zrozumieniem jest sprawnością wymaganą już na egzaminie kończącym szkołę podstawową, ale widocznie w epoce "dobrej zmiany" coś się zmieniło. Ja też radzę jeszcze raz przeczytać Konstytucję, ale tym razem ze zrozumieniem i dodatkowo zalecam chronologię i faktografię sporu wokół TK. I wydaje mi się dużym nietaktem pouczanie i zalecanie lektury Konstytucji Sędziom Sadu Najwyższego, obecnemu i byłym Prezesem SN, NSA i TK, Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Krajowej Radzie Sadowniczej, Wydziałom Prawa niemal wszystkich uniwersytetów w Polsce. No cóż, PiS jest demokratyczną partia, w której każdy może mieć własne zdanie, pod warunkiem, że jest ono zgodne ze zdaniem prezesa.

g
gość

Olek "broni" tego NIEKONSTYTUCYJNEGO "Trybunału Konstytucyjnego", a dlaczego on nie zadbał o stworzenie KONSTYTUCYJNEGO Trybunału Konstytucyjnego zgodnie z Konstytucją, którą jemu "zawdzięczamy"?

Gdyby zadbał, to teraz by nie musiał "bronić", bo KONSTYTUCYJNY Trybunał Konstytucyjny by ROZUMIAŁ Konstytucję i mógłby być NIEZAWISŁY od wszystkiego i WSZYSTKICH, dla których Konstytucja nie jest "przychylna".

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego JEST NIEZAWISŁY, a czy sędzia ZAWISŁY JEST jeszcze sędzią?

g
gość

Jakie zadania dla Trybunału Konstytucyjnego przewiduje Konstytucja?

TAKIE i TYLKO TAKIE:

Artykuł 133.
2. Prezydent Rzeczypospolitej przed ratyfikowaniem umowy międzynarodowej MOŻE zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w sprawie jej zgodności z Konstytucją.

Artykuł 122.
3. PRZED PODPISANIEM ustawy Prezydent Rzeczypospolitej MOŻE wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w sprawie zgodności ustawy z Konstytucją. Prezydent Rzeczypospolitej NIE MOŻE ODMÓWIĆ PODPISANIA USTAWY, którą Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodną z Konstytucją.

I w związku z artykułem 122.3. Konstytucja mówi:

Artykuł 190.
1. ORZECZENIA Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.

Kto zna inne zadania, PRZEWIDZIANE PRZEZ Konstytucję dla Trybunału Konstytucyjnego, UKSZTAŁTOWANEGO zgodnie z artykułem 197. Konstytucji?

Który artykuł Konstytucji upoważnia Trybunał Konstytucyjny do SAMODZIELNEGO PRZYPISYWANIA SOBIE JAKICHKOLWIEK ZADAŃ i UPRAWNIEŃ (oprócz zadań wymienionych w przytoczonych powyżej artykułach) które mogłyby mu pozwalać na "wydawanie wyroków" w każdej sprawie, jaką Trybunał Konstytucyjny SAM UZNA "za godną swojej uwagi"?

Wszyscy obrońcy "pokrzywdzonego", bardzo proszę:

PRZECZYTAJCIE WRESZCIE Konstytucję i skończcie z tym "Trybunałem Konstytucyjnym", który ustawia się nie tylko ponad Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, ale nawet PONAD SAMĄ Konstytucją!

50+

PZPR-owski aparatczyk Nałęcz przebił jednak najczarniejsze wizje.

777

A GDZIE bRAT RED BULL.?

777

BRUNEK PO KASZAlotach I twBOLLEK.SIOgun ZE STOCZNI TRAMwayARY.

o
obserwator

obrzydliwy stary komuch bez twarzy i moralności!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

J
Jurek

I pan profesor. Mówi o życiu na kredyt......pusty smiech... nie powazam takich profesorów

z
zdziwiony
W dniu 13.05.2016 o 17:19, gość napisał:

Zdziwiony sprawa była  w prokuraturze  ale została po cichu umorzona (  wyszła na wierzch w momencie gdy prezydent L .Kaczyński zagroził wystawieniem rachunku Niemcom  w odpowiedzi na roszczenia  E.Steinbach  , była bardzo medialna w W-wie , baczni obserwatorzy  z tamtego okresu dobrze pamiętają te sprawę  ,a HGW  nic z tą sprawą nie zrobiła zajęta była czym innym.

To dlaczego prezydent Warszawy Lech Kaczyński nie oddał sprawy do prokuratury? Przecież nic go nie wstrzymywało. Chyba, że świetnie wiedział, o co chodzi? Po przejściu PiS do opozycji mogli tę sprawę podnosić. Dlaczego milczeli? Chyba, że cała awantura to tylko taki byt medialny, właściwy dla kampanii politycznych. Jak oskarżenie pani Nałęcz o "kłamstwo lustracyjne". Po tej informacji pan poseł Nałęcz bardzo zgrzeczniał.

m
miesz

o pomorska swojego guru wystawiła !

g
gość

Zdziwiony sprawa była  w prokuraturze  ale została po cichu umorzona (  wyszła na wierzch w momencie gdy prezydent L .Kaczyński zagroził wystawieniem rachunku Niemcom  w odpowiedzi na roszczenia  E.Steinbach  , była bardzo medialna w W-wie , baczni obserwatorzy  z tamtego okresu dobrze pamiętają te sprawę  ,a HGW  nic z tą sprawą nie zrobiła zajęta była czym innym.

z
zdziwiony
W dniu 13.05.2016 o 14:28, gość napisał:

Zdziwony rzadko się z tobą zgadzam niestety masz racje odnośnie ukarania tej osoby niestety te dokumenty nie zostały zarchiwizowane  ,w czasach PRL nie zdążono? tego zrobić a później  to już zostało pozamiatane wola ówczesny decydentów sprawę  zamieciono pod dywan  , Niemcy tych dokumentów nie chcą oddać  z czego im się nie dziwię ,sądy sa takie jakie sa czyli rozgrzane ( wrażliwe na swojaków o czerwonych korzeniach tym bardziej ze  to były czasy gdy ten pan był posłem na sejm z ramienia SLD- UP).

Zaznaczam - nie znam sprawy i nie chce mi się szukać. Pani Nałęcz była dyrektorką Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych w latach 1996 - 2006. Jeżeli to ona przekazała Niemcom jakieś dokumenty to sprawa powinna dawno temu być wyjaśniona. Zwłaszcza, że Archiwa Państwowe jako pierwsze zostały objęte systemem cyfryzacji zasobów. Dalsza kariera naukowa dowodzi, że do pani Nałęcz nikt nie miał i nie ma zastrzeżeń, "wybaczono" jej nawet przynależność i działalność w PZPR - czego nigdy się nie wypierała.

Pana Nałęcza nie darzę szacunkiem. Działał w słynnej "komisji Rywina", gdzie zachował się nie tylko jak tchórz ale dureń. Dla mnie on nie istnieje, jego opinia o czymkolwiek mnie nie interesuje.

g
gość

Zdziwony rzadko się z tobą zgadzam niestety masz racje odnośnie ukarania tej osoby niestety te dokumenty nie zostały zarchiwizowane  ,w czasach PRL nie zdążono? tego zrobić a później  to już zostało pozamiatane wola ówczesny decydentów sprawę  zamieciono pod dywan  , Niemcy tych dokumentów nie chcą oddać  z czego im się nie dziwię ,sądy sa takie jakie sa czyli rozgrzane ( wrażliwe na swojaków o czerwonych korzeniach tym bardziej ze  to były czasy gdy ten pan był posłem na sejm z ramienia SLD- UP).

G
Gość

że może dzisiaj śmiać się Polakom w twarz.
Obłuda i łajdactwo.
Tyle na temat.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3