Tajemnicza śmierć

Mariusz Parkitny, 31 grudnia 2004 r.
Czy mieszkanka Wolina została zamordowana? Policja i prokuratura nie wykluczają, że tak właśnie było. Sprawa śmierci kobiety jest coraz bardzo tajemnicza.

Od tygodnia prowadziliśmy w tej sprawie dziennikarskie śledztwo. Dotarliśmy do świadków. Ich relacje rzucają światło na to, co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu w kamienicy przy ul. Zamkowej. Oto co udało nam się ustalić.

Na klatce czy w mieszkaniu?

W środę wieczorem, policja w Wolinie dostała zgłoszenie, że w mieszkaniu przy ul. Zamkowej leżą zwłoki kobiety. Lokal należy do Stanisława R. Mieszkanie jest jednym z trzech w tej kamienicy. Znajduje się na piętrze.

Policjant, który pierwszy wszedł do mieszkania Stanisława R.
zobaczył leżące na podłodze w przedpokoju zwłoki kobiety. Jak okazało się, była to 50-letnia Elżbieta T. W mieszkaniu oprócz właściciela był jego kolega Kazimierz D. Obaj utrzymują, że ciało znaleźli chwilę wcześniej na klatce schodowej.

- Wnieśliśmy je do środka, bo nie mieliśmy pewności, czy jest martwa - twierdzi Kazimierz D. - Głupio tak, żeby leżała na klatce.
Kazimierz D. dodał, że znalazł się w mieszkaniu Stanisława R. przez przypadek.

- To mój znajomy. Przyszedłem zaprosić go na wigilię - mówi. - Na klatce było ciemno. Mam słaby wzrok, więc początkowo nie zauważyłem, że coś leży przed drzwiami. Dopiero gdy wszedłem do środka, jakaś kobieta z papierosem zapukała do nas i powiedziała, że leży ciało. Wtedy wnieśliśmy je do środka.

Nie udało nam się ustalić, kim była kobieta, która miała powiadomić mężczyzn o leżących zwłokach. Kazimierz D. utrzymuje, że po przeniesieniu ciała do mieszkania, wyszedł na chwilę, aby zawiadomić policję.

- W mieszkaniu Stanisława był nieczynny telefon. Wróciłem więc do swojego domu i powiedziałem żonie, żeby powiadomiła policję i pogotowie. Po tym znów poszedłem do Stasia - twierdzi.
Podobną relację przedstawia Stanisław R.

- Byłem w domu. Przyszedł Kazimierz. Powiedział coś o jakiejś kobiecie. Potem wnieśliśmy ciało do domu. To wszystko - wyjaśnia.
Obaj byli znajomymi Elżbiety T. Nie chcą jednak o niej mówić.

Ktoś słyszał krzyki

Stanisław R. zaprzecza, że przed śmiercią Elżbieta T. przyszła do niego. Udało nam się ustalić, że kobieta miała na ciele wiele ran. W chwili śmierci była pod wpływem alkoholu. Według jednej z wersji, spadła ze schodów. Jak do tego doszło i jak znalazła się na piętrze? Nie wiadomo. W wyjaśnieniu ma pomóc sekcja zwłok.

- Bierzemy pod uwagę każdą wersję - mówi prokurator Jarosław Przewoźny.

Dotarliśmy do świadków, według których, dzień przed śmiercią kobiety w mieszkaniu Stanisława R. doszło do awantury. Miała w niej uczestniczyć Elżbieta T.

- Słychać było jej krzyki. Tak, jakby wchodziła i wychodziła z mieszkania - twierdzi nasz rozmówca.
Stanisław R. zaprzecza

- Nie było żadnej awantury. Ja jestem chorym człowiekiem - mówi.

To nie jest bezpieczne miejsce.
Kamienica przy ul. Zamkowej cieszy się złą sławą. Na klatce schodowej często przesiadują grupy pijanych wyrostków.
Elżbieta T. osierociła dwoje dzieci.

- To była kiedyś piękna kobieta. Miała mądrego męża. Potem coś się stało. Wpadła w złe towarzystwo. To przez alkohol tak źle skończyła - wspomina ją jeden ze znajomych.

Wyniki sekcji zwłok mają być znane w styczniu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie