Sztuka dopisywania zer

kf, 28 stycznia 2005 r.
Na nietypowy pomysł oszukania spółki Netto z Motańca pod Kobylanką wpadł Zbigniew C.

Mężczyzna miał swoją firmę. Zamówił w Netto bony towarowe, które można realizować w sklepach tej sieci. Później wpłacił na konto spółki 4 zł. W domu mężczyzna przerobił na blankiecie wpłaty kwotę, która miała trafić do Netto.

Z tak przerobionym dokumentem udał się do Netto, gdzie dostał sto bonów na 10 zł, 25 zł i 50 zł. Interes wydawał się tak idealny, prosty i lukratywny, że C. postanowił podobną sztuczkę wykonać po raz kolejny. Tym razem w banku wpłacił całe pięć złotych, z których własnoręcznie zrobił okrągłą sumkę pięciu tysięcy.

Teraz C. był jednak ostrożniejszy. Do sklepu po bony wysłał swojego pracownika. Nieświadomy podstępu mężczyzna poszedł do Netto i poprosił o bony za pięć tysięcy złotych. Gdy pokazał sfałszowany blankiet, pracownicy spółki wezwali policję. Zatrzymany zdezorientowany mężczyzna opowiedział wszystko policjantom.

Zbigniew C. nie poprzestał na zamówieniach bonów. Blankiety o wartości 3 tys. 600 zł chciał sprzedać swojemu wujkowi. Mężczyzna podejrzewał, że w propozycji jest coś podejrzanego, więc poprosił C. o udowodnienie, że bony są prawdziwe. Obaj poszli do sklepu, gdzie zrobili zakupy. Wujek kupił bony o wartości 3 tys. 600 zł za 2 tys. 530 zł. Gdy jednak po kilku dniach poszedł do Netto na zakupy i chciał zapłacić bonami, spotkał go taki sam los, jak pracownika firmy Zbigniewa C.

Policja i prokuratura szybko doszła, kto naprawdę zawinił w aferze z bonami. Za oszustwo można iść do więzienia na osiem lat.

Mniej wyrafinowanego sposobu oszukania spółki Netto spróbowali ostatnio Marcin S. i Tomasz W. W. wszedł do sklepu Netto i podczas robienia zakupów włożył do koszyka trzydzieści osiem bombonierek "merci". Obsługa sklepu szybko zorientowała się w zamiarach W. Sprzedawcy poszli na zaplecze i obserwowali jego zachowanie przy pomocy kamer i systemu telewizji przemysłowej. Tomasz W. podszedł do bramki wejściowej i podał bombonierki czekającemu już tutaj Marcinowi S. Ten natychmiast uciekł.

Wezwani policjanci zatrzymali obu mężczyzn. Marcin S. przyznał się do zarzucanych mu czynów i dla niego prokurator żąda czterech lat więzienia w zawieszeniu na dwa lata i pięciuset złotych grzywny. Natomiast Tomasz W. nie przyznaje się do zarzutów, twierdzi nawet, że tego dnia nie był w sklepie.

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie