Szokujący proces o zabójstwo Ukraińca w Szczecinie. "Tylko zadawał ciosy". Oskarżony 25-latek twierdzi, że nic nie pamięta

Mariusz Parkitny
Mariusz Parkitny
Proces Ukraińca ruszył w piątek przed Sądem Okręgowym w Szczecinie.
Proces Ukraińca ruszył w piątek przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. Andrzej Szkocki
Włodymir wynajął mu pokój, karmił, pomagał kupować lekarstwa. Po trzech dniach znajomości już nie żył. Yurij zasztyletował go na oczach dziewczyny i twierdzi, że nic nie pamięta.

Yurij K. ma 25 lat. Jest programistą z Ukrainy. Wygląda jak student. Inteligentny, elokwentny, świetnie mówi o polsku. Niekarany. Do Szczecina przyjechał ponad rok temu.

- Przyjechałem w związku z sytuacją na Ukrainie, aby zarobić na lepsze życie i pomóc rodzicom. Miałem dobrą pracę, mogłem opłacać mieszkanie i realizować swoje plany - mówi.

Plany będzie musiał jednak odłożyć. Od dziesięciu miesięcy siedzi w areszcie podejrzany o zabójstwo rodaka o imieniu Włodymir. Grozi mu dożywocie. Proces Ukraińca ruszył w piątek przed Sądem Okręgowym w Szczecinie.

Okoliczności sprawy są szokujące

Włodymir i jego dziewczyna Ludmila, wynajmowali trzypokojowe mieszkanie przy ulicy Krzywoustego w Szczecinie. Na początku listopada 2021 r. dali ogłoszenie o wolnym pokoju. Odpowiedział Yurij K. Następnego dnia się wprowadził.

- Nie było między nami żadnego konfliktu. Wyglądał na normalnego chłopca. Znaliśmy się trzy dni. Jurij niechętnie odpowiadał na pytania, nawet takie najbardziej banalne, ale nasze stosunki były jak najbardziej poprawne - opowiadała Ludmila.

Yurij miał jednak problem. Kilka dni wcześniej miał w pracy wypadek. Na lewą stopę najechał mu wózek z towarem. Rana okazała się poważna. Musiał iść na zwolnienie.

- Bardzo bolało. Martwiłem się, że nie będę mógł pracować - mówi.

Twierdzi, że trzy noce przed zabójstwem nie mógł spać. Pisał nawet do Włodymira sms-y, w których przepraszał, że kręci się nocą po mieszkaniu.

- Włodymir poszedł z nim nawet do apteki kupić jakieś leki przeciwbólowe, ja też mu dałam krople przeciwbólowe. Częstowaliśmy go posiłkami, które przygotowywaliśmy - opowiada Ludmila.

Rano, 7 listopada 2021 r. razem z Włodymirem siedziała w salonie. Za chwilę miała wyjść do sklepu, a on zająć się sprzątaniem. Nagle usłyszała huk. To Yurij z impetem wpadł do ich pokoju. Ona nie widziała jego oczu, ale musiało być w nich coś strasznego, bo Włodymir krzyknął do niego: stój.

Ale Yurij nie posłuchał. Podszedł do Włodymira i zaczął go dźgać nożem kuchennym, a potem uderzać pięściami.

- Jakby był w szoku, każdy cios był celny, był bardzo agresywny w postawie ciała, przy tym milczący. Tylko zadawał ciosy - wyjaśnia Ludmila.

Włodymirowi udało się wypchnąć Yurija z mieszkania. Zszedł piętro niżej. Zaczął bardzo krwawić. Mimo pomocy dziewczyny, sąsiadów i ratowników, umarł.

Policjanci szybko zatrzymali Yirija K. W śledztwie nie był rozmowny, choć raz przyznał się do winy. W piątek zmienił zdanie. Teraz twierdzi, że nic nie pamięta.

- Włodymir dał mi jakąś tabletkę przeciwbólową, a potem przed blokiem poczęstował papierosem. Powiedział, że teraz już nie będzie bolało. Po chwili poczułem się słabo. Poszedłem do pokoju się położyć. Od tamtej pory nic nie pamiętam. Dopiero policjanci powiedzieli mi, że doszło do zabójstwa - wyjaśnia.

W sprawie pojawia się wątek narkotyków

Oskarżony twierdzi, że nigdy ich nie zażywał, ale w jego krwi znaleziono ślady środka odurzającego. Marihuany używał za to Włodymir, bo twierdził, że pomaga mu na bóle przepukliny. Dziewczynie mówił, że to marihuana lecznicza. Czy to właśnie takim „skrętem” poczęstował Yurija? Nie wiadomo. Nikt ich nie widział jak palili przed klatką.

- Dlaczego wcześniej pan nie mówił o tym papierosie i tabletce - pytał w piątek prokurator.

- Bo na obserwacji psychiatrycznej dowiedziałem się, że w mojej krwi znaleziono narkotyki - odpowiedział Yurij K.

Według biegłych w chwili zabójstwa Yurij był poczytalny.

Dwa lata temu w Estonii miał próbę samobójczą i na dwa tygodnie trafił do szpitala.

- Byłem wtedy młody - ocenił swoje zachowanie.

W piątek sąd przesłuchał m.in. sąsiadów, którzy próbowali ratować Włodymira.

- Chciałem robić mu masaż serca, ale każdy nacisk powodował, że krew z ran tryskała bardziej. Widziałem w jego oczach jak odchodzi - mówił Krzysztof W., który mieszka nad lokalem Ukraińców.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak unikać informacyjnego przeładowania? Zobacz program 3 sposoby NA

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Szkoda gościa. Bezsensowne zabójstwo.
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie