Szerszenie już nie ukąszą w Regionalnym Totolotek Pucharze Polski. Świt lepszy od Jezioraka [ZDJĘCIA]

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
W IV rundzie Regionalnego Pucharu Polski Jeziorak Szczecin przegrał ze Świtem Szczecin 0:3.
W IV rundzie Regionalnego Pucharu Polski Jeziorak Szczecin przegrał ze Świtem Szczecin 0:3. Andrzej Szkocki
Udostępnij:
Jeziorak Szczecin na VI rundzie zakończył przygodę z Regionalnym Totolotek Pucharem Polski. Przegrał wyraźnie z trzecioligowym Świtem Szczecin, ale wstydu nie było.

Na boisku na Osiedlu Kasztanowym w Załomiu (dzielnica Szczecina) było 3:0 dla Świtu Szczecin, czyli trzecioligowca z północnej dzielnicy miasta - Skolwinu.

- Nasze zespoły dobrze się znają. Sparujemy, testujemy swoich zawodników. Dobrze się znam też z prezesem Świtu Pawłem Adamczakiem, który może nie jak ja, ale też jest już długo szefem tego klubu – mówi Sebastian Klockowski, prezes Jezioraka. - Byli faworytem, dominowali, ale i my mieliśmy swoje szanse. Wiedzieliśmy, że nie możemy ze Świtem iść na wymianę ognia, bo może się to dla nas źle skończyć, dlatego zmieniliśmy taktykę. Musimy się też uczyć defensywnej gry, blokowania przeciwników. Nie zawsze nasza gra przynosi efekty, często brakuje nam skuteczności, więc wtedy trzeba coś zmienić. W okręgówce taktyka? Tak, my w Jezioraku mamy swój styl.

Do przerwy było bez bramek, ale po zmianie stron faworyt wykorzystał swoje okazje. Co ważniejsze był to pierwszy w Szczecinie oficjalny mecz na poziomie regionu (nie licząc więc spotkań ekstraklasowej Pogoni). Były wytyczne, nowy regulamin i sporo obaw.

- Uważam, że wytyczne zrealizowaliśmy w 100 procentach. Zdezynfekowaliśmy szatnie i zrobiliśmy to uczciwie, najlepiej jak potrafiliśmy. Wpuszczaliśmy osoby na trybuny pojedynczo, ale już z grupowaniem się był problem. Takie małe kluby jak my nie mają aż tylu ludzi, którzy mogliby np. pilnować, by kibice zachowywali dystans. Uważam, że małe kluby nie można z takim problemem zostawić samych, że muszą być w pewnym sensie pod parasolem i trzeba im pomagać. Gdyby ktoś mi jeszcze kazał robić testy na koronawirusa, to budżetu przez trzy lata bym nie podniósł – podkreśla Klockowski.

Organizacyjnie Jeziorak dał radę. Sportowo też pokazał swoje możliwości. Odpadł z walki o Puchar Polski, ale pamiętajmy, że zespół z Załomia to przedstawiciel Klasy Okręgowej. W klubie żałują, że przez pandemię kolejny rok będą walczyć w okręgówce. Były apetyty na awans do IV ligi i realne na to szanse.

- Uważam, że piłkarsko, taktycznie, kombinacyjnie prezentujemy się bardzo dobrze w okręgówce, ale jesienią przegraliśmy z Iskrą Golczewo i Polonią Płoty, bo mieli więcej szczęścia, siłowej gry. Potraciliśmy też punkty z niżej notowanymi przeciwnikami. Straty były małe, szykowaliśmy się na wiosnę i w ostatnim sparingu wysoko pokonaliśmy czwartoligową Inę Goleniów. Byliśmy gotowi i przekonani, że damy radę – mówi prezes Jezioraka Szczecin.

Ten awans miał być zwieńczeniem dwuletniej pracy. To po sezonie 2017/18 Jeziorak zakończył swoją pierwszą przygodę z IV ligą. Trwała trzy lata. Wcześniej – od założenia klubu w 1966 r. to był zespół niższych klas rozgrywkowych.

- Mogliśmy się wtedy utrzymać, ale spadliśmy sportowo. Zabrakło nam punktu. W ostatnim meczu graliśmy z Vinetą Wolin, którą prowadził nasz były trener. Nie szukaliśmy innych rozwiązań jak sportowa walka. Zakulisowe interesy mnie nie interesują, moich zawodników też o to nie podejrzewam. Spadliśmy, bo byliśmy słabsi. Ale wtedy zaczęliśmy budowę zespołu, który tej wiosny miał powrócić do IV ligi. Skupiliśmy się na pracy z młodzieżą do 21 lat, choć zostało też kilku naszych starszych zawodników – jak Mateusz Chlibyk czy Dawid Kapczyński – mówi Sebastian Klockowski, który od 17 lat jest prezesem Jezioraka.

Sternik klubu podkreśla, że gra zespołu (obecnym trenerem jest Maciej Majewski) wyróżnia się na tle rywali. Nie zawsze się jednak sprawdza. Ale widać to też po wynikach – Jeziorak potrafi wygrywać wysoko i niespodziewanie tracić punkty. Jesienią zdobył aż 51 bramek w 15 meczach. Dla porównania awansująca Polonia Płoty tylko 28.

- Szanują nas za to – mówi Klockowski.

Jeziorak był jednym z klubów, który zabiegał w ZZPN o utworzenie dwóch grup IV ligi, ale ten pomysł został odrzucony. Klub argumentował to ekonomią (mniej wyjazdów do okręgu koszalińskiego) i zdrowiem zawodników (jesienią zespoły będą grać od sierpnia do grudnia, dojdą też spotkania pucharowe).

Skoro nie tej wiosny, to zadanie zostało przełożone na przyszły rok, czyli 55-lecie żółto-czarnych (pseudonim to efekt tego, że przy przekształcaniu Jezioraka w stowarzyszenie działacze swój logotyp wzorowali na angielskim klubie, gdzie był wizerunek szerszenia).

- Będziemy chcieli powrócić do IV ligi. Rozwijamy się. Mamy 9 zespołów – od seniorów po najmłodszych. W sumie ok. 140 zawodników. Jesteśmy skromnym klubem, nie chwalimy się sukcesami, choć je mamy i na wszystko są dokumenty – uśmiecha się Sebastian Klockowski. - Filozofia Jezioraka jest taka, że zawsze gramy o coś. I wielką przyjemność sprawia mi to, że w naszym składzie grają nasi juniorzy. Ile klubów dzielnicowych ze Szczecina ma własnych juniorów? Wciąż nie jest to powszechne. A my mamy i mocniejsze kluby nam ich podbierają.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wisła Kraków opuszcza Ekstraklasę

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie