Szczecinianie Katarzyna Pęzińska-Kijak i Konrad Kijak inspirują zawodowo i nastrajają na święta. Zobacz ZDJĘCIA

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Foto: Natalia Sobotka / MUA, Stylizacja: Agnieszka Szeremeta
Tu się urodzili, tu dorastali i tu prowadzą biznesy pokazując wszystkim, że jak się chce, to można, nawet jeśli po drodze trzeba minąć kilku malkontentów twierdzących, że Szczecin to nie miejsce na takie pomysły. Katarzyna i Konrad Kijak. Ona jako pierwsza w Polsce wprowadziła na uczelnię wyższą studia podyplomowe dotyczące rehabilitacji zwierząt, jednocześnie prowadzącą jedyną przychodnię w tym zakresie w naszym mieście, on regularnie zbliża szczecińskich miłośników sportu i motoryzacji do ich największych idoli dzięki pracy dla Grupy Polmotor. Ich historia to solidna porcja zawodowych inspiracji na nadchodzący rok.

Pochodzicie ze Szczecina, mieszkacie w Szczecinie, pracujecie w Szczecinie. Nigdy nie kusiło Was, żeby zostawić to wszystko i wyjechać?

Katarzyna - Szczecin to specyficzne miasto i kameralne miasto, ale cenimy je sobie. Nigdy nie widziałam siebie w innym miejscu w Polsce. Mieliśmy to szczęście, że znaleźliśmy tu pracę, którą możemy łączyć z pasją. Miałam możliwość studiowania w Berlinie i wyjechania tam - nie skorzystałam. Berlin jest świetny, ale na weekend.

Konrad - Wiele osób wyjeżdża ze Szczecina żeby zacząć karierę, był moment kiedy czułem, że jest w tym metoda. Przeprowadziłem się do Warszawy, zacząłem tam pracę i… wróciłem. Znajomi się dziwili - dlaczego? Przecież tam jest więcej możliwości. Tak, Warszawa na pewno oferuje więcej, ale w Szczecinie też jest sporo do zrobienia. Każdego dnia utwierdzam się w tym, że podjąłem dobrą decyzję. Zresztą nie tylko ja tak zdecydowałem. Wielu naszych przyjaciół, którzy wyprowadzili się do Szwecji czy Danii, wróciło tu i teraz rozwija z sukcesem swoje biznesy i kariery. Czasem trzeba nabrać dystansu do pewnych spraw, żeby dostrzec w nich pozytywy.

ZOBACZ TEŻ:

Ale nie mówicie tak, tylko dlatego, że „mieliście to szczęście, że znaleźliście tu pracę, którą łączycie z pasją”?

Konrad - Poznając się, nie mieliśmy nic. Kasia była na studiach, ja akurat je skończyłem. Podjąłem pracę, ale to nie było to. Razem zaczynaliśmy od zawodowego zera. Szczecin nie miał wtedy perspektyw, które ma dziś. W ostatnich latach miasto mocno się rozwinęło, cieszymy się, że mogliśmy w tym uczestniczyć i że nadal uczestniczymy.

Katarzyna - Oczywiście, to nie tak, że jest idealnie. Szczecin nadal pozostawia sporo do życzenia, choćby w kwestii edukacyjnej. Na szczęście pomału zmierza w dobrym kierunku. A jeśli o nas chodzi, to na wszystko zapracowaliśmy sami. Każda cegiełka na drodze kariery zawodowej była układana przez nas. Nic nam „nie spadło z nieba”, dlatego śmiało możemy mówić, że jeśli się czegoś chce, to można.

Konrad - Wspólnie budowaliśmy swoje marzenia i dziś możemy powiedzieć, że się spełniły.

Rehabilitacja zwierząt domowych to wciąż raczkujący kierunek w Polsce. Skąd upór, żeby go rozwijać i przybliżać ludziom?

Katarzyna - Od dziecka otaczały mnie zwierzęta: konie, psy, koty, króliki, świnki morskie. Obcowanie z nimi szybko przerodziło się w pasję. Najbardziej pociągała mnie ich anatomia. Nie ukrywajmy, to jednak trochę martwa nauka. Zaczęłam się zastanawiać, jak mogę to wykorzystać w praktyce i zmienić. Tak spotkałam się z rehabilitacją zwierząt, a w zasadzie nie spotkałam, bo w Polsce, oprócz pojedynczych kursów, ta dziedzina zwyczajnie nie istniała. Zdobyłam wykształcenie i zarejestrowałam działalność. Pierwsze głosy i opinie nie były budujące. - To nie jest dobry biznes na Szczecin. - Nie znajdziesz tu klientów. - W centrum Polski byłoby ci łatwiej. Ale uparłam się. Postawiłam wszystko na jedną kartę i powiedziałam - zostajemy w Szczecinie. Nie żałuję.

Praca w przychodni to jedno, ale pracujesz też na uczelni. Łatwo było zdobyć zaufanie Uniwersytetu?

Katarzyna - Założenie działalności zbiegło się z moimi studiami doktoranckimi. W obydwie prace wchodziłam w tym samym czasie i tym samym tempie. Na początku było stosunkowo łatwo, ale później wszystko zaczęło przyśpieszać. W obydwa zawody wkładam całe serce i myślę, że uczelnia to dostrzega. Poza tym moi studenci mają często zajęcia w mojej przychodni. Odbywają u mnie praktykę zawodową. To spora wartość i ważny krok w przyszłość.

Konrad - Czasem śmiejemy się, że kariera Kasi jest modelowym przykładem. Zaczęło się od pasji, później przyszedł czas na studia, własną firmę i kształcenie innych. U mnie tak gładko to nie poszło.

Facet, samochody - to trochę ociera się o banał (uśmiech). Zaskoczysz nas i powiesz, że nie interesowałeś się autami?

Konrad - Tak! Kiedyś motoryzacja nie była mi tak bliska, jak dziś. A jeśli mam być szczery, to w ogóle nie była mi bliska. Kiedy wróciłem do Szczecina zastanawiałem się - co ja będę tu robić? Szukając odpowiedzi na to pytanie, miałem trochę szczęścia. Znałem się z Piotrem Przepłatą, osobą, która od wielu lat tworzy markę Polmotor. Zaproponował mi - może byś spróbował dołączyć do nas? Nie byłem przekonany. - Ja? Zupełnie nie znam się na samochodach. Wiem tylko jak zatankować, gdzie jest akumulator i do którego zbiornika dolać płyn do spryskiwaczy. Piotr nie odpuścił i poszedłem na rozmowę do prezesów Grupy Polmotor. Ale to nie było tak, że od razu znalazłem się w miejscu, w którym jestem dziś. Zaczynałem od pracy na stoisku w centrum handlowym przy ul. Mieszka I. To był czas kiedy wprowadzaliśmy na rynek markę KIA. Mieliśmy tam duży punkt wystawowy. Siedem dni w tygodniu od rana do wieczora obsługiwałem klientów, którzy może i nie byli zainteresowani zakupem auta, ale chcieli je obejrzeć. Po pewnym czasie awansowałem na stanowisko sprzedawcy i przyznaję, że uwielbiałem tę pracę. Zakup nowego samochodu jest drugą wyjątkową chwilą w życiu zaraz po inwestycji w dom. Uwielbiałem radość towarzyszącą klientom przy odbiorze auta. Czułem, że spełniam się i rozwijam. Podobnie jak cała firma.

Rozwój wielu branży w ostatnich miesiącach został mocno dotknięty przez pandemię. Odczuliście to?

Katarzyna - Mam to szczęście, że ani moja przychodnia, ani praca naukowa nie ucierpiała na tym za bardzo. Zmieniły się wymogi przyjmowania zwierząt, przekształciła się formuła prowadzenia zajęć ze studentami. W normalnych warunkach w ośrodku jest wielu praktykantów, musieliśmy ograniczyć ich liczbę. Z kolei w rehabilitacji może teraz brać udział tylko jeden opiekun zwierzęcia. To może nie brzmi jak drastyczna zmiana, ale zdarzało się, że na wizytach stawiały się całe rodziny, chcąc uczestniczyć w rehabilitacji razem ze zwierzęciem i zobaczyć jak sobie radzi.

Konrad - Moja perspektywa jest inna. Grupa Polmotor, to duża firma rodzinna o szczecińskich korzeniach. Od początku było wiadomo, że będziemy musieli zmierzyć się z kryzysem. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem jak zarząd podszedł do sytuacji. Pierwsze decyzje dotyczyły przede wszystkim pracowników. Zatrudniamy 250 osób. Zależało nam, aby wprowadzane zmiany pozwoliły zachować wszystkie stanowiska. Kosztowało to nas wstrzymanie niektórych inwestycji, ale zespół jest dla nas najważniejszy.

Szczecinianie Katarzyna Pęzińska-Kijak i Konrad Kijak inspirują zawodowo i nastrajają na święta. Zobacz ZDJĘCIA
Foto: Natalia Sobotka / MUA, Stylizacja: Agnieszka Szeremeta

Czyli… ogólnie nie jest źle?

Konrad - Nie jest źle, ale dobrze też nie. Żyjemy w czasach pandemii i często rozmawiamy o tym, co nas czeka w przyszłości? Jak ta przyszłość będzie wyglądała? Mamy świadomość, że wiele branży zmaga się z poważnymi kłopotami. Wystarczy wymienić branżę gastronomiczną. Ci ludzie to też nasi klienci. Jeśli zaczną wycofywać się z rynku, to spirala konsekwencji dotrze w końcu i do nas. Dlatego nie możemy odetchnąć i powiedzieć - nas to nie dotyczy.

Katarzyna - Poza tym zawsze z tyłu głowy jest ta obawa - czy osoba, z którą mamy kontakt nie jest nosicielem wirusa? Ale trzeba żyć dalej i funkcjonować. Być konsekwentnym w swoich działaniach. Podjęłam decyzję, że nie zamykam interesu, że wdrożę wszystkie niezbędne środki ostrożności i będę działać dalej. A przyszłość? Dla wszystkich w pewnym sensie jest niewiadomą.

Ale nie myśleliście o przebranżowieniu?

Katarzyna - Nie na pewno nie!

Statystyki wykazują, że paniom trudniej zmienić pracę i odnieść sukces na rynku. Kwestie problemów równouprawnienia pojawiają się w Waszych branżach?

Konrad - Osobiście uważam, że kobiety są o wiele bardziej pracowite i są o wiele lepszymi pracownikami. Obserwuję żonę i mam pełną świadomość, że jej starania i przeskok zawodowy są nieporównywalne do moich.

Katarzyna - Nigdy nie odczułam, że kobietom jest trudniej na rynku pracy. Na mojej drodze spotkałam wielu aniołów, którzy mocno mi pomogli. Oczywiście dostałam kilka razy po uszach, ale kto nie dostał? Kiedy o tym teraz myślę, w mojej pracy na pewno jest więcej kobiet niż mężczyzn. Ale uważam, że w każdym zespole powinien znaleźć się mężczyzna. Te burze hormonów, potrzebują czasem uziemienia (śmiech).

Konrad - Dawniej, kiedy zaczynałem tu pracować, zespół liczył może 30 osób. Rzeczywiście kobiety pracowały głównie w dziale kadr. Dziś panie pracują prawie w każdym dziale. Mówię „prawie”, bo serwis zajmują sami panowie. Ale gdyby podczas rekrutacji na stanowisko mechanika pojawiła się kobieta, na pewno byśmy jej nie wykluczyli ze względu na płeć. Jako firma mocno kibicujemy paniom. Wśród sportowców, których wspieramy jest choćby Małgorzata Hołub-Kowalik, lekkoatletka, sprinterka.

W jaki sposób wybieracie swoich ambasadorów i akcje, w które angażujecie się jako Polmotor?

Konrad - Naszym kierunkiem jest sport, a kluczem do sukcesu miłość do sportu. I to zarówno po stronie mojego zespołu, jak i beneficjenta. W firmie odpowiadam za marki Kia i Subaru, mam to szczęście, że zarząd dał mi pełną swobodę działania przy ich rozwoju w regionie. Zaowocowało to wieloma świetnymi akcjami. Do współpracy zapraszamy przede wszystkim osoby związane ze Szczecinem. Sami wszystko organizujemy, jesteśmy blisko ludzi. Zależy nam, aby sportowi miłośnicy mieli jak najwięcej okazji do spotkania swoich idoli nie tylko na ekranie telewizora czy komputera. Oczywiście, że można powiedzieć - robią to dla promocji. Tak, ale robimy to przede wszystkim, dlatego, że nam zależy. Współpracujemy nie tylko z wielkimi nazwiskami lekkoatletyki jak Pyrek czy Lisek, ale też z osobami początkującymi. Angażujemy się często w inicjatywy, które nie mają szans na wsparcie dużych inwestorów, pomagamy, jeśli tylko możemy. Czujemy sport, dlatego praca w tym obszarze przychodzi nam naturalnie.

A często przynosicie pracę do domu?

Katarzyna - Dawniej praca dosłownie przechodziła przez nasz dom, ale dziś jest już lepiej (uśmiech).

Konrad - Kiedy otwieraliśmy przychodnię Vetico, nie mieliśmy pełnego funduszu, dlatego robiliśmy to etapami. Kasia żeby przyjąć swoich pacjentów musiała ich - dosłownie - przeprowadzić przez nasz dom. Zdarzało się, że siedzieliśmy z rodzicami w salonie oglądając telewizję, kiedy przez środek przechodzili zupełnie obcy ludzie prowadząc swoje zwierzaki. Wieczorami robiło się trochę absurdalnie, kiedy idąc przez mieszkanie w szlafroku, wpadało się na kogoś prowadzącego na smyczy psa czy niosącego kota (śmiech).

Katarzyna – Często, kiedy właściciel spóźniał się po odbiór zwierzaka, to np. kot zostawał z nami i czekał sobie przy kominku na opiekuna. Można powiedzieć, że zapewnialiśmy prawdziwą domową atmosferę (śmiech). Ale to były początki, dziś to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Przyszedł moment, kiedy musieliśmy podjąć decyzję o wyprowadzce. Praca w miejscu zamieszkania stała się dla mnie bardzo uciążliwa psychicznie. Nie potrafiłam się odciąć, cały czas byłam do dyspozycji przychodni. Teraz staramy się nie przynosić pracy do domu, choć wiadomo… przy pracy naukowej nie można tego uniknąć.

Normalnie o tej porze, Twoi studenci zacierali by ręce przed świąteczną przerwą. Ten rok jest jednak szczególny. Jak święta będą wyglądały u Was?

Katarzyna - Święta Bożego Narodzenia zawsze spędzamy w bardzo kameralnej atmosferze - tylko my, nasz córka i najbliższa rodzina. Mamy też to szczęście, że wszyscy widujemy się na co dzień, chociażby kiedy babcie opiekują się naszym dzieckiem, więc w obecnej sytuacji związanej z epidemią w święta nie musimy ograniczać naszych kontaktów.
Poza tym nie musimy nigdzie wyjeżdżać. W tych czasach to spore udogodnienie.

A jakieś życzenia na te święta?

Konrad - Na pewno życzymy sobie i innym dużo zdrowia. Chociaż jak o tym myślę, to życzyłbym też sobie, żeby córka nie rozpoznała mnie jeszcze w stroju Świętego Mikołaja (śmiech).

Bądź na bieżąco i obserwuj:

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie