Straszna historia mieszkania w Stargardzie i wielka ulga po eksmisji

Emilia Chanczewska
Pracownicy STBS po bezproblemowo zakończonej eksmisji. Z lewej Marek Czabanowski obok Dariusz Gołuchowski.
Pracownicy STBS po bezproblemowo zakończonej eksmisji. Z lewej Marek Czabanowski obok Dariusz Gołuchowski. Emilia Chanczewska
Straszna historia kryje się za wczorajszą eksmisją w jednym z mieszkań przy ulicy Piłsudskiego. Dwoje ostatnich lokatorów zmarło tragicznie. Na dziś planowana była kolejna eksmisja, ale w ostatniej chwili spłacono dług.

Zaledwie godzinę trwała przedpołudniowa eksmisja, którą Stargardzkie Towarzystwo Budownictwa Społecznego przeprowadziło wczoraj w obecności komornika.

Wszystko odbyło się spokojnie i bez problemu. To jednak nie koniec kłopotów najemczyni tego 42-metrowego lokalu, która musi uregulować długi. Zaległości czynszowe to około 5 tysięcy złotych, ale drugie tyle wynoszą koszty eksmisji. Kolejne 5 tys. zł uzbierało się z odsetek i pozostałych kosztów. W sumie do spłaty ma 15 600 zł. Kobieta jednak odetchnęła z wielką ulgą, że tego mieszkania już nie będzie miała, nie będzie do niego wracać i nie będzie jej przypominało tragicznych historii. Mieszkanie to, w bloku który STBS wybudował około 10 lat temu, najpierw należało do jej siostry.

- Siostra zginęła w wypadku samochodowym w Anglii i wprowadził się tu nasz syn - opowiada stargardzianka. - Chciał się usamodzielnić. Dokładnie rok temu, w lipcu, znaleźliśmy go tu, w tym mieszkaniu. Popełnił samobójstwo. Miał 21 lat, był studentem drugiego roku prawa.

Od tej pory mieszkanie stało puste, sporadycznie ktoś w nim przebywał. Zostało w nim jednak całe wyposażenie, markowa lodówka, pralka, duży płaski telewizor. Najemczyni ciężko było się zmobilizować do pozbycia się tych sprzętów. W lutym sąd ogłosił eksmisję, zaplanowana została na wczoraj i w końcu musiała podjąć decyzję, co zabiera ze sobą, a co wyrzuca. Pracownicy STBS znieśli na dół wszystkie rzeczy i przewieźli swoją bagażówką we wskazane miejsce.

- Jestem szczęśliwa, że się tego pozbyłam - nie ukrywa kobieta. - To mieszkanie należy do STBS, najemczyni je zadłużyła, dlatego wypowiedzieliśmy jej umowę - wyjaśnia Marek Czabanowski, szef biura przydziału i zamiany mieszkań w STBS. - W lutym sąd ogłosił eksmisję bez prawa do lokalu socjalnego.

Ostatnio odbyły się eksmisje z mieszkań w Kluczewie i przy ul. Polskiej. Na dziś zaplanowana była kolejna, z mieszkania przy ul. Kazimierza Wielkiego. Jednak do niej nie dojdzie.

- Odwołaliśmy ją, bo zaległości zostały spłacone - mówi Dariusz Gołuchowski, szef działu windykacji w STBS. - Zdarza się tak, że dłużnicy w ostatniej chwili sprężą się i spłacą. Budzą się dopiero jak komornik zapuka do drzwi. - Są programy oddłużeniowe, jest możliwość spłaty na raty - przekonuje Marek Czabanowski. - Trzeba tylko chcieć dać sobie pomóc.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jan

Wszyscy odetchna po tej eksmisji. Sodoma i gomora, imprezy trwajace po 3 dni nieustajaco, policja, hordy malolatow pijace, awantury, wyzwiska. Tak niestety wygladalo "usamodzielnianie sie" syna. Zawsze szkoda mlodego zycia ale niestety nikt nie interesowal sie co on wyprawial. A najemczyni mija sie z prawda o kilometry, wszak od jesieni wynajmowala mieszkanie, wiec po prostu w swych wypowiedziach klamie. 

P
Pomidorek

Nieźle. Najpierw przez kilka miesięcy zadłuża mieszkanie, potem jeszcze pracownicy jej wyniosą sprzęt i zawiozą gdzie chce i na koniec nawet nie żądają uregulowania należności! Powinni zarekwirować sprzęt i póki nie zapłaci nie oddawać. Biedactwo, "nie mogło się zdecydować" i po prostu okradała uczciwie płacących.