Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię

Anna Chlebus
Anna Chlebus
Historia Haliny Birenbaum mogłaby posłużyć jako materiał na niejedną książkę – nie byłaby to jednak w żadnej mierze lekka i przyjemna lektura. Kobieta cudem przetrwała Holocaust, podczas którego spotkała się oko w oko z doktorem Mengele. Była więziona m.in. w Oświęcimiu i w na Majdanku, gdzie trafiła praktycznie jako dziecko – najbardziej zagrożona natychmiastową egzekucją więźniarka.

„W cieniu w kącie baraku nadal stoi śmierć”

Dzisiaj ma 94 lata, jednak jasności umysłu mógłby pozazdrościć jej niejeden 60-latek. Siedzi na krześle pewnie i spokojnie, uśmiecha się lekko, jak gdyby opowiadała o jedynie nieprzyjemnej kłótni z sąsiadem, a nie o najbardziej makabrycznej zbrodni, jakiej doświadczyła ludzkość. Ranę, której żaden czas nie jest w stanie zasklepić.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Łukasz Kaczanowski

- Rozumiem tych, którzy nie chcą o tym mówić – zaczyna odpowiadając od razu na najbardziej nurtujące mnie pytanie. - Kiedy pierwszy raz wróciłam na Majdanek w latach 80., nadal widziałam śmierć czającą się w cieniach w kątach baraków. Poczułam paraliżujący strach – wymknęłam się z jej rąk 40 lat temu, ale nie dam rady teraz.

Od tej pory każdy ból brzucha, zęba czy głowy powodował u niej napad paniki.

- Zastanawiałam się – czy to już to? Śmierć ciągnęła za mną gdziekolwiek poszłam. Czułam jej oddech na plecach. W końcu jednak przyszło wyzwolenie – usiadłam na jednej z ławek na Majdanku i zaczęłam płakać na cały głos. Szlochałam tak głośno i byłam tak wyczerpana, że wydawało mi się, że znów widzę strażnika. Zapytał: kogoś ty tu straciła, że tak płaczesz? Nie odpowiedziałam mu, ale wiedziałam – moją mamę. Napisałam o tym wiersz... I strach minął.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Łukasz Kaczanowski

„Teraz ja jestem twoją mamą”

W momencie wybuchu wojny mała Halinka miała 10 lat. Wraz z całą swoją rodziną mieszkała w getcie warszawskim.

- Codziennie wieczorem, kiedy udało nam się przetrwać kolejny dzień i nikt nie został schwytany w łapance, zbieraliśmy się w jednym z mnóstwa pustych, porzuconych mieszkań, całowaliśmy się i obejmowali. Piło się wtedy kawę, czy kakao – tak to nazywaliśmy, ale to była prażona mąka zalana wodą, nic więcej. Mama podgrzewała to na piecyku, brała jakieś książki z półek, cokolwiek co nadawało się do spalenia i „gotowała”. Dostawaliśmy po łyżce takiego wywaru. Czasem kiedy trafiła się oliwa, a nie woda to było prawdziwe święto.

Przeżyli razem powstanie w getcie, w trakcie którego ukrywali się w bunkrze. Mała Birenbaum wraz z innymi mieszkańcami zdekonspirowanej kryjówki została zabrana na Umschlagplatz, skąd deportowano ją do Lublina. W obozie na Majdanku przebywała od maja do lipca 1943 r.

- Tutaj straciłam mamę. To była najgorsza chwila mojego życia. Wy teraz wiecie, że były komory gazowe, ale my jeszcze nie wiedziałyśmy. Kiedy się już się zorientowałyśmy to każde wyjście do łaźni to był niewyobrażalny strach - czy to na pewno łaźnia? Pamiętam jak tak szłyśmy przed siebie – mama 42 lata, Hela, moja bratowa – 20. Wzięły mnie między siebie, musiały mnie ukryć, bo miałam uszkodzoną nogę, co dodatkowo narażało mnie na śmierć. Chroniły mnie. Czułam tylko ból i strach, wbiłam oczy w nogi i myślałam tylko o tym, jak postawię kolejny krok. Weszłyśmy… Uff. Nie komora gazowa.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / łaźnia
Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / wnętrze łaźni

- Płakałyśmy z radości, obejmowałyśmy się. Odwróciłam się, żeby pocałować mamę… Nigdzie jej nie było. Szukałam w panice, rozglądałam się – a dookoła tyle nagich kobiet... A jej nie ma. Nie wchodzi. Spojrzałam na Helę i spytałam: gdzie jest mama? Spuściła głowę i odpowiedziała – nie ma mamy. Teraz ja jestem twoją mamą. To był najgorszy moment w moim życiu. Na zawsze. Mama była wszystkim – nie okazywała strachu, umiała sobie radzić, zawsze uspokajała. Jeszcze dzisiaj czuję ciepło jej ciała.

Strój roboczy - suknia balowa i dwa różne buty

Nie dany był jej jednak okres żałoby. Niemalże natychmiast do łaźni wtargnęli strażnicy.

- Te potworne przekleństwa, bicie po nagich ciałach – to była moja pierwsza lekcja niemieckiego. Rzucali nam ubrania na chybił trafił. Jakaś tęga kobieta dostała ubrania małej dziewczynki i jeszcze ją popędzali, schnella, schnella!Mi trafiła się absurdalnie elegancka, czarna suknia balowa z koronkami. Do niej jeden but na obcasie, a drugi płaski. Później ocaliły mi życie - pomogły ukryć moje kuśtykanie z powodu skaleczonej nogi. Dzięki temu kapo nie wysłała mnie do komory – spojrzała na nie i pomyślała, że to przez nie tak koślawo chodzę...

800 kobiet zostało wepchniętych do małego baraku. Pani Halina jest pewna, że bez bratowej niej nie dałaby sobie sama rady.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / baraki z pryczami

- Ona miała wtedy około 20 lat, była młoda i silna. Umiała się rozpychać, umiała walczyć – a było o co, bo miałyśmy jeden kocioł zupy z pokrzyw pełnej piachu, około sto misek na 800 kobiet. Biegły, tratowały się nawzajem, wyrywały sobie, zderzały w drzwiach... Hela umiała się bić, ona nigdy nic nie zjadła zanim mi nie przyniosła. Gdyby nie ona, dnia bym sama nie przeżyła. Całą miłość do mojego brata przelała na mnie. Jedno co wiedziałam to to, że zawsze muszę trzymać się przy niej, choćby nie wiem co. Ale prosiła, żebym nie patrzyła na nią, mówiła „Halinka, ja się boję twoich oczu”. A ja chciałam wyrwać z jej twarzy jakoś moją mamę z powrotem.

Głód zamieniał ludzi w zwierzęta.

- Chciało mi się pić, pić tak straszliwie, jakby piersi i plecy skleiły mi się w jedno. Po 10 dniach niejedzenia niczego postanowiłam, że jeśli jakimś cudem to przeżyję, już nigdy nie będę pościć. Później w Izraelu z moich dzieci wyśmiewali się w szkole, mówili, że mają rodziców gojów. Ale ja odrzekłam: ja już pościłam za wszystkie pokolenia. Wy nie musicie.

„Kiedy klęczałam w błocie usłyszałam: jeszcze będą o nas pisać”

Znaczną częścią obozowego życia stanowiła praca – najczęściej bezsensowna i bardzo ciężka, np. przenoszenie kamieni z jednej sterty na drugą, łupanie ich, ciągnięcie ciężkich kamiennych walców. Kobiety puchły od palącego słońca i głodu. Codziennie były też apele liczenia więźniów.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
autor nieznany / więźniowie obozu na Majdanku

- Modliłam się tylko, żeby dziś dostać pejczem, a nie deską, bo sucha deska potwornie bolała. Nieraz całymi godzinami klęczałyśmy w błocie w ulewnym deszczu z rękami w górze, żeby było trudniej. Ciemna noc rozświetlona ogniem buchającym z komina spalarni. Wtedy usłyszałam jak jakaś kobieta wyszeptała: zobaczysz, będzie jeszcze świat. Kiedyś staniemy się historią, będą o nas filmy i książki. Nie uwierzyłam jej – świat? Wszędzie dookoła błoto, deszcz, cierpienie i zapach palonego mięsa. Jaki świat...

„W komorze śpiewałyśmy Szema Jisrael”

Tak mijał dzień po dniu. Kiedy przyszło lato ‘43 roku zaczęto wybierać najsilniejszych ludzi do transportu. Druga ciężarówka miała pojechać z dziećmi – obiecali, że dadzą im chleb i mleko, że nie będą musiały pracować. Zapisywały się tam nawet drobne kobiety, które wychudzone i ogolone wyglądały jak dzieci.

- Zanim mama zginęła zawsze kazała mi mówić, że mam 17 lat. Poza tym Hela była już w bardzo słabym stanie z wyczerpania i nie chciałam się z nią rozstawać. Nie pojechałam – i to mi ocaliło życie, bo żadnego dziecięcego baraku oczywiście nie było. One jechały na śmierć. W końcu i po nas przyszli z psami, wśród nocy. Tłukli nas kolbami karabinów, kazali rozbierać się do naga i wpędzili do komory. Dookoła ogłuszający wrzask wszystkich kobiet. Zamknęli nas. Zaczęłyśmy śpiewać modlitwę Szema Jisrael… Stałyśmy tam godzinę. Dwie. Trzy… W końcu otworzyli nam drzwi i kazali wyjść na zewnątrz. Co się stało? Mężczyźni, którzy obsługiwali maszyny skłamali, że gaz się skończył...

Dopiero za trzecim transportem obie kobiety „zakwalifikowały się” Auschwitz-Birkenau. Później Halina Birenbaum przebywała także w Ravensbrück i Neustadt-Glewe.

- Wiecie jaka była najlepsza praca w obozie? Siedzieć między dwoma pasmami drutów kolczastych i wyrywać chwasty. To prawda, mogłaś zginąć od porażenia prądem jeśli się za bardzo wychyliłaś, ale mogłaś SIEDZIEĆ! A na dodatek nikt tam nie wchodził, bo strażniczki się bały. Nie biły, nie przeklinały.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / drut kolczasty

„W jednej chwili straciłam wiarę”

- Mój blok numer 27 był nieopodal rampy, z której schodzili ludzie przywiezieni pociągiem. Dalej było nieprzejrzyste ogrodzenie przyrzucone gałęziami, a jeszcze dalej spalarnia. W nocy z jej komina buchał ogień, a w dzień było czarno od dymu. Stałam i patrzyłam na ludzi, którzy idą - z jednej strony są, a z drugiej już nie wychodzą. I dwa lata tak. Od momentu, kiedy zobaczyłam, w jednej chwili straciłam wiarę. Rodzina z małym dzieckiem jeszcze nie wiedząc co ich czeka spytała mnie, którędy do żydowskiej kolonii, bo trzeba nakarmić dziecko. Za dwie godziny stałam już na górach odzieży. Pomyślałam wtedy: do kogo oni się modlili? Różni bardzo religijni ludzie tłumaczyli mi potem, że Bóg wtedy odwrócił twarz. Dobre, nie?

Zaśmiała się gorzko.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / budynek krematorium
Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / piece krematoryjne
Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / wejście do krematorium
Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Edward Hartwig / góra usypana z prochów skremowanych więźniów i więźniarek

„Nie czekały na komorę gazową. Same się wieszały”

Więźniarki w barakach miały jednak swoje problemy.

- Mnóstwo kobiet cierpiało na biegunkę - a do latryny wypuszczali w grupie najwyżej 15, a poza tym były one daleko. Prawie półtora tysiąca kobiet pokotem na podłodze baraku (bo prycze były tylko dla Polek i Ukrainek), więc te z dezyderią biegnąc upuszczały na te, co leżały… Niektóre kobiety nie wytrzymywały psychicznie, nie czekały na komorę gazową. Same się wieszały.

Jeśli nawet udało się dobiec do wykopanych przy brzegu obozu latryn, nie był to koniec upokorzeń.

- Umieścili je tak, żebyśmy musiały wypinać się w stronę obozu męskiego tuż za ogrodzeniem. Dodatkowo strażnicy na wieżyczkach lubili się tak „bawić”, że strzelali nam w pośladki… Wtedy przydała mi się ta balowa suknia. Przynajmniej miałam z czego rwać. To była cała „obozowa higiena”.

Jej bratowa wtedy była już w bardzo ciężkim stanie.

- Teraz to ja o nią walczyłam jak zwierzę, ja się rozpychałam, ja biłam. Wmuszałam w nią jedzenie udając, że dla mnie to tak obrzydliwe, że to wyleję. Żeby tylko wzięła choć jeden łyk, żeby tylko przeżyła.

„Stanęłam oko w oko z doktorem Mengele”

Wolność pani Halina odzyskała 3 maja 1945 r. Jednak tuż przed wyzwoleniem musiała przetrwać jeszcze ostatni egzamin. Marsz śmierci trwający bez przerwy pięć dni i pięć nocy.

- Byłam wtedy postrzelona, z bezwładną ręką. To już była końcówka wojny, nie było już komór gazowych, usypiali nas w szpitalu. Ocalił mnie wtedy SS-mański doktor, który do dziś nie wiem dlaczego zadecydował, że skieruje mnie na blok operacyjny. Nie dość, że mnie nie zabił, to jeszcze mi pomógł. W ludziach jest wszystko. Przypomniałam sobie wtedy to klęczenie w deszczu na apelu - deszczu nie zatrzymasz, ale ludzi się da. Na nich zawsze można wpłynąć tak, by zmienili zdanie. Ja miałam w sobie coś takiego.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Łukasz Kaczanowski

To nie była pojedyncza sytuacja - zdarzyło się jej to już wcześniej, w czasie wstępnej selekcji.

- Stałyśmy z Helą całkowicie nago w długiej kolejce do doktora Mengele, który pokazywał prawo-lewo – na śmierć czy do obozu. I stało się to, czego obawiałam się najbardziej – ją w lewo, mnie w prawo. Wtedy przytuliłam ją najmocniej jak umiałam. Spytali, kim ona dla mnie jest. Ja po żydowsku odpowiedziałam, że to moja matka i siostra, że ja nie mogę bez niej żyć. Odpowiedzieli – to idziesz z nią. Ja jednak stałam w miejscu, nie dałam się z niego wyrwać, ani jej z moich objęć. Widział to komendant Hesser i wezwał do siebie. Stanęłam naga przed grupą oficerów, miałam wtedy 13 lat. Krzyknął na mnie: milcz! Bo jak nie, to pójdziesz tam! I wskazał na komin buchający ogniem. A jak umilkniesz, to cię puszczę z twoją Schwager. Odpowiedziałam z powątpiewaniem: jaaaaa? Tak ich to rozśmieszyło, że wszyscy zaczęli rechotać. Ale puścił nas, tak jak obiecał.

Dzięki temu Hela nie zginęła w komorze, ale umarła na łóżku szpitalnym.

- Mówiła tylko: Halinka, ty przyszłaś do mnie, przyszłaś do mnie… Wyrzucili mnie prędko z tego baraku. Kiedy nagle zniknęła, spytałam strażniczki po apelu: gdzie moja bratowa? „Nie ma jej”, rzuciła mi przez ramię, nie przestając bić i przeklinać. Jedyne co chciałam wiedzieć to czy umarła tam czy poszła do gazu. Musiałam wiedzieć. Wtedy ona zatrzymała się, popatrzyła na mnie tak po ludzku i powiedziała: umarła.

Na marszu śmierci niosła ją kapo

Ostatnia prosta do wolności wiodła przez marsz śmierci, podczas którego Niemcy pędzili więźniów i jeńców na piechotę w taki sposób, aby spowodować wśród nich jak najwyższą śmiertelność. To upiorne wydarzenie pomogła Birenbaum przetrwać nieoczekiwana sojuszniczka – wyjątkowo okrutna kapo Elwira.

- Przyłapała mnie jak z przestrzeloną ręką nie dawałam rady kopać rowu, nie miałam siły nawet utrzymać łopaty. Podeszła do mnie i myślałam, że mnie zabije. A ona zapytała mnie ile mam lat. Pomyślałam „a niech mnie zabije, nie mam już siły” i powiedziałam jej prawdę – 13 lat. Odrzekła, że ma córkę w moim wieku i że nie może się doczekać, aż ją znowu przytuli. A ja na to: a ja już nie mam nikogo, nawet jeśli przeżyję. Wtedy ona się rozpłakała. Od tej pory bardzo o mnie dbała, dawała mi najlżejsze prace. Kiedy szłam w marszu, próbowałam jeść śnieg, taka byłam głodna. Za którymś razem kiedy się po niego schyliłam już nie miałam sił się podnieść – a strażnicy zabijali wszystkich, którzy zostawali w tyle. Kiedy leżałam na lodzie i czekałam na strzał poczułam, że ktoś unosi mnie w powietrze. To była ona, Elwira. Sama taka wątła kobieta, a wzięła mnie na swoje ramiona i ciągnęła tak naprawdę długo.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Łukasz Kaczanowski

„Nie cieszyłam się wolnością”

Wolność pierwszy raz zajrzała nieśmiało za drut kolczasty w postaci zrzucanych z samolotów ulotek, które ostrzegały Niemców z pobliskiej bazy lotniczej, że jeśli w ciągu 24 godzin nie opuszczą tego miejsca, to zostanie ono zrównane z ziemią.

- Zrozumiałyśmy, że jeśli oni się nie wycofają, to my wszystkie zginiemy w nimi.

Przebywała wtedy w obozie Neustadt-Glewe położonym w Niemczech, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Hamburgiem a Szczecinem.

- Jechałam tam już normalnym, osobowym, ogrzewanym pociągiem. Widziałam żołnierzy – tych samych, którzy do tej pory oznaczali śmierć, jeśli przeszli za blisko Ciebie. A teraz patrzyłam przez okno na ten ich dziwny kraj – Niemcy. Takie piękne domki, tak tam ładnie... Myślałam – to stąd oni przyszli? Ty zdecydowali, że spalą nam wszystko, zabiją nam wszystkich? Postanowiłam, że jeśli przeżyję, to muszę dotrzeć do ludzi z tych domków i im to wszystko opowiedzieć. I po 50 latach to się spełniło – moja książka wyszła po niemiecku i jeździłam tam na spotkania autorskie.

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Łukasz Kaczanowski

W końcu 2 maja 1945 roku przyszło wyzwolenie – 6 dni przed zakończeniem drugiej wojny światowej.

- Nagle zaczęli do nas mówić „Bitte schön, Frauen”, a nie „Judische Schweine”, przestali nas bić. Po apelu wpędzili nas z powrotem do baraków, żebyśmy nie przeszkadzały, słyszałyśmy tylko ogromny ruch i tumult na zewnątrz, kiedy ładowali kolejne ciężarówki do wyjazdu. Pierwszy raz zobaczyłyśmy strażników i strażniczki w ubraniach cywilnych. Na koniec komendant stanął przed nami i powiedział, że za chwilę przyjdzie tu wróg i on nie może zabrać nas ze sobą. Odjeżdżając zdradził nam, gdzie schował jedzenie. Przez tyle czasu była kromka spleśniałego chleba na 10 osób, a teraz on mówi, że kuchnia jest pełna i żeby się nie bić bo wystarczy dla wszystkich?! A moim marzeniem było, żeby kiedyś w życiu trzymać w ręce cały bochen chleba. Rzuciłyśmy się na spiżarnię jak zwierzęta, wchodziłyśmy przez okna. Kiedy się przy niej kłębiłyśmy w tłumie, Niemki odjeżdżając strzeliły jeszcze w nas salwę. 15 kobiet zginęło w sam dzień wyzwolenia.

„Jeśli usłyszałaś „wot, krasawica!” to wiedziałaś, że będzie gwałt”

Wyzwolenie jednak przyniosło kolejne problemy – na Rosjan także trzeba było uważać.

- Na piechotę musiałyśmy wrócić do Warszawy przedzierając się przez kolejne rosyjskie kordony. Natykałyśmy się na nie co kilka kilometrów, dawali nam przepustki, trochę jedzenia, chleb, gotowane mięso… I gwałcili. Jeśli usłyszałaś „wot, krasawica!” to wiedziałaś, że musisz brać nogi za pas i szybko się gdzieś schować, bo zaraz stanie się coś bardzo złego.

Dokąd jednak iść, jeśli nie ma się nikogo i nikt na ciebie nie czeka?

Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię
Eugeniusz Haneman (The Warsaw Institute Review) / Waszawa po bombardowaniu

- Warszawa była zrównana z ziemią. Nie dało się nawet rozpoznać kierunków, nie wiedziałam nawet która była moja ulica, błąkałam się po gruzach. Dowiedziałam się, że na Pradze zawiązany został komitet żydowski, oni wtedy pomogli mi i mojej koleżance, z którą trzymałyśmy się razem od marszu śmierci. Ciągle ktoś jej kogoś przypominał, ciągle mówiła – zobacz, to ona, to ona! A ci ludzie się już dawno rozwiali w popiół. W końcu zaczęło mnie to denerwować, ignorowałam ją. A wtedy ona krzyczy, wskazując na jakiegoś mężczyznę na rowerze – zobacz! To twój brat Marek! Podniosłam wzrok bez nadziei i to faktycznie był on...

Okazało się, że uciekł jeszcze z transportu na Majdanek, wyskoczył z wagonu. Od czasów powstania, kiedy wszystko płonęło, ukrywał się w jakimś pustym mieszkaniu.

- Nie cieszyłam się wolnością. W jednej sekundzie ten cały ból, ta cała samotność, to wszystko spadło na mnie. Byłam w matni, nie wiedziałam gdzie, co, jak… Jeszcze nie urodziłam się do radości.

Od 1947 r. Birenbaum mieszka w Izraelu.

Gazeta Lubuska. Ewakuacja w Zielonej Górze. W garażu były bomby

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Stanęła oko w oko z Mengele, szła w marszu śmierci, cudem przetrwała Holocaust. Teraz opowiada swoją historię - Kurier Lubelski

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pyra w W-wawie
Ludzie, Ludziom zgotowali ten los. Przykre ale nie wyciągamy wniosków z tragedii tamtych lat.
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie