Sławne nazwisko może być przekleństwem dla piłkarza. Luca Zidane dołączył do "ekskluzywnego" grona

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Debiut Zidane’a juniora w La Liga zakończył się czerwoną kartką i rzutem karnym.
Debiut Zidane’a juniora w La Liga zakończył się czerwoną kartką i rzutem karnym. CRISTINA QUICLER/AFP/East News
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Luca Zidane to kolejny dowód na to, że bycie synem znanego piłkarza pomaga, ale zazwyczaj tylko w codziennym życiu. Na boisku bywa przekleństwem, bo ze sławą ojca ciężko wygrać. Nawet jeśli gra się na innej pozycji.

Syn Zinedine’a, legendy Realu Madryt i reprezentacji Francji, od legendy ojca próbuje odciąć się radykalnie. Nie dość, że zamiast gry w drugiej linii wybrał bramkę, to jeszcze, mimo występów w juniorskich reprezentacjach „Trójkolorowych” (ma nawet w dorobku tytuł mistrza Europy do lat 17), oświadczył w ubiegłym roku, że będzie występował w reprezentacji Algierii - kraju, z którego pochodzą jego przodkowie.

Na deklaracjach na razie się skończyło, niemniej trzeba przyznać, że się stara. Próbował nawet, wzorem starszego brata Enzo, występować pod nazwiskiem panieńskim matki (Fernandez).

Póki co wszystkie te starania na nic mu się jednak nie przydały. Nie przebił się (co akurat nie dziwi ze względu na konkurencję) w Realu. Nie pograł za wiele na rocznym wypożyczeniu do Racingu Santander. W zasadzie w ogóle nie pograł, bo debiutu w La Liga doczekał się dopiero w miniony weekend w barwach Rayo Vallecano. Nie był to - najdelikatniej mówiąc - debiut marzeń, bo swój udział w meczu z Sevillą zakończył już po kwadransie.

23-latek najpierw popełnił błąd, po którym sam przed bronioną przez niego bramką znalazł się Oussama Idrissi, a później próbował go naprawić, zatrzymując rywala chwytem bardziej znanym z zapaśniczych hal niż piłkarskich boisk. Sędzia nie miał wątpliwości: czerwona kartka i rzut karny dla Sevilli. Rayo przegrało ostatecznie 0:3, a madrycki dziennik „AS” skomentował złośliwie, że przynajmniej w tym jednym dorównał ojcu. Bo tak się składa, że Zinedine również wyleciał kiedyś z boiska na stadionie Sevilli (w 2004 roku w półfinale Pucharu Króla). Z pewnością jednak nie o takim pójściu w ślady marzył.

Podobnie jak wspomniany już Enzo, który porównań do ojca nie był w stanie uniknąć od samego początku, bo również występuje na pozycji ofensywnego pomocnika (albo skrzydłowego). Zidane stwierdził nawet swojego czasu, że patrząc na swojego pierworodnego, widzi samego siebie. Talentem też mu ponoć dorównywał, tyle że trzeba go już chyba uznać za talent zmarnowany.

W Realu się nie przebił, nie poradził sobie również m.in. w Deportivo Alaves, Lausanne Sport i w Almerii. Niedawno, po prawie rocznym bezrobociu, znalazł sobie w końcu nowy klub, ale w wieku 26 lat świata już raczej nie podbije. Tym bardziej że nie jest to nawet klub z najwyższej klasy rozgrywkowej: w nowym sezonie będzie reprezentował barwy francuskiego drugoligowca, Rodez.

Zidane senior może mieć jeszcze nadzieję, że uda się za trzecim albo za czwartym razem, bo w piłkę grają również jego dwaj najmłodsi synowie: Theo (19 lat) i Elyaz (15). Patrząc na poczynania starszych, można mieć jednak wątpliwości, zresztą oni również zdążyli już "zabłysnąć", a Theo sprawia wręcz chwilami wrażenie, jakby piłka przeszkadzała mu w grze.

Złośliwi (których nie brak) powiedzą, że i tak nie powinien narzekać, bo na razie żaden nie skończył jak Edinho. Syn legendarnego Pelego nie dość, że nie zrobił wielkiej kariery na boisku (on również postawił na bram-kę, żeby uniknąć porównań), to jeszcze w 2017 roku został skazany na 12 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności za handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy.

Nie są to odosobnione przypadki, bo np. Jordi Cruyff i Stephan Beckenbauer nawet nie zbliżyli się do klasy Johanna i Franza (podobnie jak Maciej Terlecki nie dorównał Stanisławowi). Cruyff junior nawet nieźle się zapowiadał, a występ na Euro 96 z reprezentacją Holandii zaowocował w jego przypadku transferem do Manchesteru United. Później było już jednak tylko gorzej i gorzej. Zmarły sześć lat temu na raka mózgu Beckenbauer junior przez całą karierę musiał wysłuchiwać docinków i złośliwych porównań do ojca.

Zdarzają się oczywiście sytuacje, że synowie idą w ślady ojców i dobrze sobie radzą, jak choćby - żeby daleko nie szukać - Euzebiusz Smolarek. Włodzimierzowi boiskowymi osiągnięciami co prawda nie dorównał, ale swoje miejsce w historii polskiej piłki ma. Razem z ojcem znalazł się nawet na liście kandydatów do Jedenastki Stulecia PZPN.

Czasem zostają nawet jeszcze lepszymi piłkarzami, jak Paolo Maldini (syn Cesare) albo Michael i Bryan Laudrupowie (synowie Finna) czy nasz Wojciech Szczęsny (syna Macieja). Ale to już inna historia...

Wideo

Materiał oryginalny: Sławne nazwisko może być przekleństwem dla piłkarza. Luca Zidane dołączył do "ekskluzywnego" grona - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie