Seks, narkotyki i wódka. Fragment książki Michała...

    Seks, narkotyki i wódka. Fragment książki Michała Majewskiego „Tak to się robi w polityce”

    Michał Majewski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Od lat obserwuję politykę. Z racji tego, że jestem dziennikarzem, patrzę na nią w specyficzny sposób. Porównałbym go do oglądania meczu, w którym nie kibicuje się żadnej z drużyn. Wtedy interesuje nas sama gra. Taktyka, technika, czyjś spryt, słabość innego, korzystanie z okazji, którą przynosi przebieg rozgrywki. To zaczęło mnie najbardziej interesować w polityce. Metody. W jaki sposób polityk, skazywany na porażkę i mający fatalne karty, siada do rozgrywki i na koniec dnia wygrywa? Jak na to zapracował? Gdzie zręcznie blefował? Kiedy podmienił karty pod stołem? - pisze Michał Majewski.
    Michał Majewski, „Tak to się robi w polityce”, Wydawnictwo: Czerwone i Czarne

    Michał Majewski, „Tak to się robi w polityce”, Wydawnictwo: Czerwone i Czarne

    Nieraz koledzy dziennikarze strofują mnie, że chwalę jakiegoś polityka, którego oni uważają za radykała, populistę, cynika czy zwykłego kanciarza. A mnie bardziej interesuje to, jak ten polityk zagospodarował jakąś niszę i zrobił z tego trampolinę do władzy.

    CZYTAJ TEŻ | JAK ANASTAZJA P. ROZŁOŻYŁA POLSKICH POLITYKÓW NA WZNAK


    Politycy bronią się często tak: „Brudne sztuczki są konieczne. Przecież korzystają z nich nasi wrogowie. Kiedy oni strzelają do nas ostrą amunicją, to my nie będziemy wkładać im kwiatów w lufy karabinów. Musimy odpowiedzieć ogniem”. Ich drugi argument jest taki, że liczy się cel, efekt końcowy. Droga do niego jest wyboista? Tak bywa!

    Od zarania dziejów polityka jest sztuką intrygi i ogrywania przeciwnika. Otto von Bismarck mówił, że ludzie śpią lepiej, kiedy nie wiedzą za wiele o powstawaniu kiełbasy i prawa. Od XIX wieku sporo się zmieniło. Sama polityka i sposób jej uprawiania zmieniły się bardzo w ostatniej dekadzie za sprawą internetu i mediów społecznościowych. Parafrazując bohatera filmowego klasyka, ilość polityki w polityce uległa zmniejszeniu. Więcej jest za to przekazów dnia, ustawek, trików obliczonych na chwilowe zainteresowanie mediów. Co z tym zrobić? Czy to nieunikniony trend?

    Można próbować go wyhamowywać. Dobrym pomysłem jest zobowiązanie partii, by określoną część dotacji z budżetu państwa wydawały na ekspertów i analizy, a nie na tanie efekciarstwo. Polskiej polityce najczęściej brakuje zaplecza, wiedzy, planowania na dłużej niż trzy dni do przodu. Dotyczy to również samej organizacji rządu. Likwidacja Rządowego Centrum Studiów Strategicznych przed kilkoma laty była decyzją niemądrą. Dobrze, że pojawiła się koncepcja odbudowania takiego ośrodka. Prosty przykład: mamy miasto A (15 procent bezrobocia) i oddaloną od niego o sto dwadzieścia kilometrów aglomerację B (0,3 procent bezrobocia). Co zrobić? Wybudować drogę szybkiego ruchu między tymi ośrodkami. Taki powinien być cel państwa. Ale w Polsce o budowie dróg decyduje minister, który może mieć zupełnie inne cele. Choćby budowę drogi w regionie, w którym startuje w wyborach. Albo w regionie kolegów, którzy uratowali go przed utratą ministerialnego fotela, więc musi się im odwdzięczyć inwestycją. Krótko mówiąc, potrzeba nam więcej wiedzy, analizy, lepszego zarządzania ograniczonymi przecież środkami, a mniej krótkowzrocznego partyjniactwa.
    Mam radę dla przyszłych ministrów: posprzątajcie dobrze po sobie gabinet, bo mogą być z tego kłopoty!
    I tu dochodzimy do sprawy, w której jestem większym pesymistą. Mądra i czystsza polityka wymaga mądrych, silnych, niezależnych ekonomicznie mediów. Takich, które nie są powiązane z politykami i cieszą się wysokim zaufaniem społecznym. Ale dziś w okopach politycznej wojny dziennikarze siedzą tuż obok posłów i ministrów. Działa chory mechanizm: redaktorzy nie zaatakują „swoich” polityków, na ręce patrzą tylko tym z drugiego okopu. A tamci, kiedy zostają zaatakowani, odpowiadają refrenem: „Przecież to gra, ten artykuł powstał na polityczne zamówienie”. I tak w koło Macieju. Przy ekonomicznej słabości mediów, które nie mają pieniędzy na dziennikarskie śledztwa i dokładniejsze przyglądanie się działalności polityków, ten problem będzie coraz poważniejszy. Na to nie widać dobrej recepty, choć wielu się nad nią zastanawia. Być może trwająca rewolucja technologiczna przyniesie jakieś nieoczekiwane rozwiązania, które sfinansują wysokojakościowe, niezależne dziennikarstwo. Ono zawsze podnosi jakość debaty i polityki. A jak dziś wyglądają faule i brudne sztuczki polskiej polityki? Zapraszam za kulisy.

    ZOBACZ TEŻ | Michał Majewski o pracy dziennikarzy śledczych


    Źródło: TVN



    Partyjna demonstracja w centrum Warszawy, ubiegły rok. - Flagi, transparenty, szyk już gotowy do marszu. Stoję w pierwszym rzędzie, obok kolega z sejmowych ław. Mina smutna, oczy rozbiegane. Mówi: „Skoczę tylko do toalety, bo już nie mogę wytrzymać” - relacjonował mi pewien poseł. - Odmierzam czas, za trzy minuty miał być z powrotem. Po kwadransie zziajany dogonił pochód. Już wesolutki, uśmiech od ucha do ucha. Tłumaczył, że akurat spotkał w kawiarni znajomego, więc z grzeczności zatrzymał się na chwilę. Jak ktoś pije, to potem wymyśla takie głupoty, by się usprawiedliwić. Taka prawda.

    Sejm przypomina czasem kolonie: chcesz się zabawić, ale trzeba uważać na nauczycielkę. Tę rolę odgrywają media. Nie starczyłoby czasu, by opisać wszystkie wpadki polityków przyłapanych przez dziennikarzy przy Wiejskiej. A okazji, by się tam napić, jest przecież sporo. Jeśli w klubie jest ponad stu posłów, a do tego dochodzą jeszcze senatorowie, to co parę dni są jakieś urodziny czy imieniny. Ale obyczaje się zmieniają. - Nasze pokoje w hotelu sejmowym to klitki, trzy na trzy metry. Ostatnio widziałem u kolegi taką scenę: w pokoju z dwunastu chłopa, muzyka z jamnika, flaszki na stole. I kilka naprawdę znanych postaci polskiej polityki. Jeden na zydelku, trzech na wersalce, kolejny palił papierosa w oknie. Normalnie jak na wycieczce klasowej we wczesnym liceum - opowiada poseł prawicy. - Spytałem, czemu nie zajdą do knajpy sejmowej, by napić się jak ludzie. A oni na to, że tam siedzą posłowie opozycji. I jeszcze nakręcą jakiś filmik telefonem, rano wrzucą na Facebooka, więc nie ma co ryzykować. I dalej bawili się jak na koloniach.

    CZYTAJ TEŻ | 10 NAJWIĘKSZYCH AFER W III RP


    Prawicowy poseł ze Śląska: - Mamy w partii zaufanego człowieka. Uczciwy i lojalny. Nasi przeciwnicy już od kilkunastu lat go atakują, a to najlepsza rękojmia. Ten człowiek przez lata pełnił najważniejsze stanowiska z naszego nadania. W końcu coś w nim pękło. Coraz częściej zaczęły pojawiać się pogłoski, że pije. I to ostro. Sprawa trafiła do ścisłego kierownictwa. Wyznaczono zaufaną osobę, by się temu przyjrzała. Rozpytano współpracowników, zaufanych dziennikarzy, którzy nas wspierają. Niestety, plotki się potwierdziły.
    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (3) forum.gs24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    #zostańwdomu i czytaj gazetę online TAŃSZĄ O POŁOWĘ!

    #zostańwdomu i czytaj gazetę online TAŃSZĄ O POŁOWĘ!

    POKAŻ TALENT! - zagłosuj w naszej akcji

    POKAŻ TALENT! - zagłosuj w naszej akcji

    KOBIECA TWARZ POMORZA - trwa głosowanie

    KOBIECA TWARZ POMORZA - trwa głosowanie