Sebastian Świderski: Marzę, aby w Polsce znów odbyły się mistrzostwa świata mężczyzn

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Sebastian Świderski: Marzę, aby w Polsce znów odbyły się mistrzostwa świata mężczyzn
Sebastian Świderski: Marzę, aby w Polsce znów odbyły się mistrzostwa świata mężczyzn Sylwia Dąbrowa/Polska Press
Udostępnij:
- Jestem zwolennikiem metody, aby stworzyć hierarchię potencjalnych szkoleniowców i rozmawiać z nimi po kolei. Bo jeśli zaczniemy rozmawiać ze wszystkimi na raz, to będzie oznaczało, że nie mamy pomysłu na reprezentację - wyjaśnił prezes PZPS Sebastian Świderski, który opowiedział też o innych wyzwaniach czekających go w nowej roli oraz o wstępnych planach na kadencję.

Trudniej jest zostać prezesem PZPS czy pokonać drogę Warszawa – Kędzierzyn-Koźle?
Cha, cha, właśnie nią jadę! Drogę pokonuję ostatnio bardzo często, ale o dziwo różnymi trasami, więc nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast zostać prezesem PZPS nie było łatwo. To wiele rozmów i przekonywania ludzi do siebie, a także wiele osób zaangażowanych w moją kampanię. Bardzo się cieszę, że na koniec ciężkiej pracy odnieśliśmy sukces. Co prawda mam jeszcze więcej pracy na co dzień, ale byłem na to gotowy i chcę się w to angażować. Niektórzy mi mówią, żeby nie brać wszystkiego na siebie, bo związek to nie tylko ja, a już korporacja.

Za panem pierwszy zarząd, a także spotkania w ministerstwach. Jest pan po nich optymistą?
Z reguły jestem optymistą i do każdego spotkania podchodzę z myślą, że będzie ono pozytywne. Byłem w dwóch ministerstwach – Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także Aktywów Państwowych – i nie ukrywam, że miałem przed nimi obawy. Zastanawiałem się, co mnie czeka za drzwiami, bo polityka to dla mnie nowy świat. Ale przeszedłem przez nie nastawiony pozytywnie i jeszcze bardziej zadowolony z tych spotkań wyszedłem. Przede mną kolejny trudny tydzień, bo czekają mnie spotkania z prezydentami poszczególnych miast. To również gorący okres, w którym jest dużo spraw do wyjaśnienia i omówienia szczegółów. Ale bardzo się z tego cieszę, bo to nowe wyzwania i przygoda. Od rana do wieczora ciągle coś. Sezon reprezentacyjny niby się skończył, ale kolejny, trudniejszy przed nami. W 2022 r. organizujemy mistrzostwa świata kobiet, a w Rosji zagrają mężczyźni. Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądała Liga Narodów.

W wyborach otrzymał pan 88 głosów na 90 możliwych, przy czym dwie osoby się wstrzymały. Czuje pan większą dumę czy presję i odpowiedzialność?
Presję może nie, ale odpowiedzialność i kredyt zaufania, jaki dostałem, są dosyć duże. Natomiast według mnie jeszcze większe są oczekiwania. Wiem, że muszę podejść do pracy z większą werwą i zaangażowaniem. Jestem człowiekiem ze środowiska stricte siatkarskiego. Bardzo cieszą mnie słowa, jakie padły podczas wyborów, że jestem osobą, która ma łączyć środowisko. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie uniknę opozycji, bo nie da się zadowolić wszystkich. Ale to jest normalne i dobre, bo dzięki temu można się rozwijać i lepiej wybierać kierunek pracy.

Mówił pan o długich rozmowach podczas kampanii. Jakie widzi pan przed sobą największe wyzwania kadencji?
Po pierwsze małe kluby, które szkolą dzieci, a które nie mają wystarczającego wsparcia. Część z nich znika z siatkarskiej mapy, choć nie jestem w stanie wpłynąć na niż demograficzny. Jeśli program 500+ tego nie zmienił, to trudno oczekiwać, że zrobi to prezes PZPS. Natomiast mówiąc serio, wiem, że trzeba tym klubom pomagać i mam już pomysły, jak to zrobić. Druga kwestia to siatkówka plażowa. To dyscyplina, która ostatnio była trochę z boku. Też mam w głowie pewne idee. Na najbliższym zarządzie będziemy rozmawiać i być może nawet finalizować postanowienia. Widzę, że wielu ludziom zależy na plażówce i chce się nią zajmować. Dla mnie tacy ludzie są bezcenni. Właśnie tacy, którzy chcą pracować, a nie tylko przy niej być. Poza tym oczywiście te najpilniejsze sprawy, to wybór trenerów dla reprezentacji kobiet i mężczyzn.

Nie ukrywa pan, że jest na łączach z Nikolą Grbiciem, w gronie kandydatów wymienia się też Lorenzo Bernardiego, Alberto Giulianiego czy Michała Winiarskiego, ale czy oficjalnie jako prezes PZPS wykonał pan już jakieś kroki?
Przede wszystkim wyboru dokona zarząd, a nie ja jednoosobowo. Oczywiście podjąłem się rozmów, jeśli chodzi o męską reprezentację i one trwają. Natomiast jeśli chodzi o żeńską kadrę, to powstał zespół z Aleksandrą Jagieło na czele. Jego celem jest przede wszystkim zdiagnozowanie problemu kadry. Dlaczego jest jak jest, czyli na czym polegają problemy w drużynie i jej podział, co widać z zewnątrz. Trzeba je znaleźć i postarać się wyeliminować, a następnie zastanowić się nad najlepszym trenerem. Jestem bardzo zadowolony z pracy Oli. Bardzo mocno się w to zaangażowała i w ciągu tygodnia przygotowała wstępny raport. O wyniki jej pracy jestem spokojny.

W wywiadach wspomniał pan, że praca trenera w kadrze i w klubie z tego samego kraju byłaby nieetyczna. Czy to oznacza, że – hipotetycznie – Giuliani czy Winiarski musieliby zrezygnować z pracy w naszej lidze?
Tak, choć nie od razu. Hipotetycznie – załóżmy, że jeden lub drugi albo obaj zostają trenerami reprezentacji Polski. Na pewno następnego dnia nie będą musieli zakończyć pracy w klubach. To proces. Też jeszcze jestem prezesem ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle. Wiem, w jakiej sytuacji można się znaleźć, gdy trener z dnia na dzień musi odejść. Nie chcę przed czymś takim stawiać prezesów naszych klubów. Jesteśmy jednym środowiskiem i tak naprawdę to ono tworzy polską siatkówkę. To kluby przygotowują zawodników do gry w kadrze. Byłbym szaleńcem, gdybym chciał z nimi walczyć. Chciałbym, żeby wszyscy to zrozumieli, że wszyscy budujemy wynik sportowy drużyny narodowej. Jeśli on jest pozytywny, to m.in. łatwiej o sponsorów dla klubów.

Rozmawiał pan już z Vitalem Heynem lub czytał jego raport o minionym sezonie?
Raport widziałem, ale jeszcze go nie czytałem. Z Vitalem też jeszcze nie rozmawiałem. Wymieniliśmy tylko esemesy po wyborach. Jako związek chcemy go zaprosić, podobnie jak Jacka Nawrockiego, na mecze o Superpuchary Polski, by im przede wszystkim podziękować, a także porozmawiać.

Podsumowanie będzie miało wpływ na decyzje dotyczące przyszłości?
Chcemy wyciągnąć wnioski, ale też znaleźć przyczyny tego, co było. Przede wszystkim raporty mają pokazać sytuację danej reprezentacji. Jakie są odczucia trenerów i ich analiza. Mistrzostwa Europy kobiet zakończyliśmy szczebel niżej niż poprzednio. W przypadku mężczyzn poziom został utrzymany, ale na imprezie docelowej, jaką były igrzyska olimpijskie, cel nie został zrealizowany.

Znowu hipotetycznie, gdyby Heynen stwierdził, że jednak chce dalej pracować z męską kadrą, byłby pan za?
Razem z zarządem rozważylibyśmy jego kandydaturą. Tak jak każdą inną. Uważam, że rozmawiać należy z każdym. Tyle że jestem zwolennikiem metody, aby stworzyć hierarchię potencjalnych szkoleniowców i rozmawiać z nimi po kolei. Bo jeśli zaczniemy rozmawiać ze wszystkimi na raz, to będzie oznaczało, że nie mamy pomysłu na reprezentację. Natomiast w przypadku kadry kobiet, tutaj wolę zrobić burzę mózgów. Posłuchać ich, przedyskutować ze wspomnianym zespołem, za który odpowiada Ola, i dopiero później wybrać najlepszą opcję.

Zespół Aleksandry Jagieło to też fajny sygnał, że potrafi pan korzystać z pomocy i wiedzy innych.
Nikt nie jest znawcą od wszystkiego. Są grupy i podgrupy, które pracują na cały związek i dyscyplinę. Od początku mojej pracy mówię, że nie chcę rewolucji, a ewolucję. Chcę łączyć, dlatego wydaje mi się, że także w taki sposób pokazuję, że jako prezes nie będę decydował samodzielnie o wszystkim. Środowisko też będzie miało wpływ na to, co i jak będzie wyglądało. Skoro mamy osoby, które lepiej znają problemy danej dziedziny, bo żyją w niej na co dzień, to dlaczego nie skorzystać z ich wiedzy?

Do kiedy chciałby pan wybrać trenerów obu kadr?
Jak najwcześniej, ale niczego nie zadeklaruję. Chcę być fair wobec wszystkich. Zamknąć to, co za nami, przedyskutować, porozmawiać także o przyszłości. Musimy też pamiętać, że trenerzy prowadzą swoje kluby. Z wyjątkiem Vitala nie ma trenera, którego można zatrudnić bez negocjacji z klubem, w którym pracuje.

Michał Bąkiewicz z kadrą do lat 19 został mistrzem świata, natomiast Daniel Pliński z drużyną U-21 zajął w swojej kategorii trzecie miejsce. Pierwszy wciąż ma ważny kontrakt, drugiemu skończył się wraz z turniejem.
Rozmawiałem z nimi, ale nie o przyszłości. Za krótko jestem prezesem, cha, cha. Reprezentanci wrócili do klubów i na razie priorytety są inne. Oczywiście dojdziemy do tego. Obu dalej bym widział przy tych reprezentacjach, choć Daniel już oficjalnie zapowiedział, że ma inne plany. Będę próbował go przekonać, żeby nie kończył pracy z kadrą. Ma fajny kontakt z zawodnikami i potrafi osiągnąć z nimi wynik.

Swoją drogą, dużo osób, z którymi grał pan w kadrze jest aktywnych w siatkówce, co nie we wszystkich dyscyplinach jest wykorzystywane.
Faktycznie, choć ludzi z wcześniejszych pokoleń też nie brakuje. Ale fajnie, że co raz częściej osoby działające w siatkówce inwestują w ludzi z naszego środowiska. Dla mnie modelowym przykładem jest Warta Zawiercie. Pan Kryspin Baran zbudował klub i zaczął podpierać się właśnie ludźmi ze sportu i bazować na ich wiedzy.

Jakie duże imprezy chciałby pan, żeby zostały zorganizowane w Polsce?
Priorytetem są mistrzostwa świata kobiet. Choć nie są one w takiej formie, w jakiej byśmy sobie życzyli, bo na dziś mamy u siebie tylko fazę grupową. Wkrótce będziemy rozmawiać z FIVB i zobaczymy, czy uda nam się wywalczyć coś więcej. Poza tym, jeśli wrócą turnieje Ligi Narodów, to będziemy się starać o zorganizowanie przynajmniej jednego. Przypominam, że na razie nie wiemy, jak rozgrywki będą wyglądały w następnym sezonie. Moim marzeniem jest także, byśmy za pięć lat znowu zorganizowali mistrzostwa świata mężczyzn.

Kończąc drogą Warszawa – Kędzierzyn-Koźle. Zamierza pan ją dalej pokonywać?
Tak, do Warszawy na stałe nie będę się przenosił. Nawet wtedy, gdy wkrótce zakończę pracę w ZAKS-ie. W Kędzierzynie toczy się życie mojej rodziny, mam tam przyjaciół i znajomych i będę wracał do domu na weekendy. O ile będę mógł, bo mam świadomość, że mój kalendarz będzie wypełniony także spotkaniami w terenie.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Sebastian Świderski: Marzę, aby w Polsce znów odbyły się mistrzostwa świata mężczyzn - Sportowy24

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Dlaczego dziennikarze notorycznie używają słowa zdradził zamiast wyjaśnił. lub poinformował.

Choroba zawodowa polegająca na tworzeniu sensacji ze wszystkiego.
Dodaj ogłoszenie