Rodzice zakochali się podczas Wigilii

Elżbieta Lipińska, 23 grudnia 2005 r.Zaktualizowano 
Rodzina w komplecie. Gdyby święty Mikołaj stanął pod drzwiami, już z daleka usłyszałby śmiechy i wesołe okrzyki. To codzienność w domu przy ulicy Piastowskiej.
Rodzina w komplecie. Gdyby święty Mikołaj stanął pod drzwiami, już z daleka usłyszałby śmiechy i wesołe okrzyki. To codzienność w domu przy ulicy Piastowskiej.
- Powiedz mamuś, jak mnie urodziłaś - prosi pięcioletni Mateusz. - Nie urodziłam cię, ale zobaczyłam w szpitalu i z tatusiem od razu zakochaliśmy się w tobie. Odwiedzaliśmy cię, a potem przyszliśmy razem z Moniką i zabraliśmy Matiego do domu - tłumaczy swojemu synkowi pani Helena Banaś.

- A Mariusz też z wami był? - pyta malec. - Mariuszek był wtedy szkole, ale my razem z tobą w wózku wyszliśmy mu na spotkanie i bardzo się ucieszył - mówi mama.
- A Sandra też była? - Mati zadaje kolejne pytanie.

- Sandra jest młodsza od ciebie, więc jej na świecie jeszcze nie było. Za to ty razem z nami odbierałeś Sani z pogotowia opiekuńczego - śmieje się pan Jacek, mąż pani Heleny. Poważne pytania maluchów i poważne odpowiedzi mamy i taty. Dziś Mateusz ma pięć lat, a jego siostra trzy. Nie pamiętają innego domu niż ten, w którym mieszkają. Zadają jednak typowe pytania, a rodzice starają się im odpowiadać.

- Dzieci muszą znać własne korzenie, dlatego zawsze mówimy im prawdę i nie zabraniamy kontaktów z ich bliskimi - twierdzą państwo Jacek i Helena Banasiowie.

Mateusz i Sandra mają jeszcze starsze rodzeństwo: trzynastoletnią Monikę i jedenastoletniego Mariusza. Tych dwoje pani Helena urodziła.

Trudno było urodzić

Mama, tata, dwie córeczki i dwóch synków. Zwyczajna szczęśliwa rodzina. Nie zawsze jednak tak było. Kiedy tuż po urodzeniu umarł Michałek państwo Helena i Jacek Banasiowie myśleli, że zawalił im się świat. Było to ich pierwsze dziecko. Czekali na niego z radością.

- Nasz synek urodził się w ósmym miesiącu ciąży i żył tylko siedem godzin - wspomina pan Jacek.

Pani Helena urodziła go przez cesarskie cięcie. Potem był strach, że więcej dzieci już nie będą mieli. Po długim pobycie w szpitalu urodziła się jednak Monika. Miała pięć tygodni kiedy zmarła mama pani Heleny.

- Radość przeplatała się z rozpaczą, bo mama zmarła w sobotę, a córeczkę ochrzciliśmy w niedzielę - mówią państwo Banasiowie. - Potem zmarł tato. W dorosłe życie weszłam już bez rodziców. Nasze dzieci nie poznały swoich dziadków - z żalem mówi pani Helena.

Dwa lata później przyszedł na świat Mariusz. Wtedy już było wiadomo, że Banasiowie nie będą mogli mieć więcej dzieci. Córeczka i syn przyszli na świat poprzez cesarskie cięcie. Następne ciąże spowodowałyby zagrożenie dla życia ich mamy.

- Marzyliśmy o trójce albo o czwórce dzieci. Trudno było pogodzić się z takim werdyktem losu, ale cieszyliśmy się, że mamy Monikę i Mariusza - mówią oboje.

Trzy razy "M" i jedno "S"

O tym, że mogą przyjąć do siebie inne dziecko pomyśleli, kiedy Monika i Mariusz zaczęli chodzić do szkoły.

- Chcieliśmy obdarować miłością kogoś, kto jej nie ma - zwyczajnie tłumaczą rodzice.

Nie było to takie proste, bo rodzice i dzieci musieli przygotować się na przyjęcie takiej małej osóbki. Trwało to dość długo, kończyli specjalne kursy. Rozmawiali z rodziną i przyjaciółmi, choć byli już pewni, że bardzo chcą mieć następne dzieci. Wszyscy zaakceptowali tę decyzję. Trzy lata temu w domu pojawił się Mateusz. W ubiegłym roku Sandra. Mateusz był trochę zazdrosny, ale potem zobaczył, że jego pozycja jest nie zagrożona.

- To naturalne - podkreśla pani Helena. Oboje wraz z mężem twierdzą, że w razie kłopotów mogą porozmawiać z bliskimi. - Zawsze możemy liczyć na pomoc przyjaciół - mówią Banasiowie.

Cała rodzina ma ciemne włosy, Mateusz też. Tak naprawdę trudno byłoby powiedzieć, że Mateusz nie jest biologicznym dzieckiem Heleny i Jacka. Jest do nich bardzo podobny. Sandra jest za to blondynką, ale twierdzi zupełnie co innego.

- Ja jestem podobna do tatusia, Mateusz do mamusi. Monika do Mariusza, a Mariusz do taty - zabawnie podkreśla dziewczynka.

- I co tu tłumaczyć, kółko się zamknęło - śmieje się mama.

Oczywiście, było i tak, że starsze dzieci zastanawiały się jakby wyglądała Sandra z ciemnymi włosami. Mateusz ma doskonały słuch, więc rodzice myślą o szkole muzycznej dla niego. Sani ładnie rysuje. Maluchy śpiewają kolędy. Powtarzają po Monice i Mariuszu. Monika właśnie przygotowywała się do konkursu kolęd śpiewanych po niemiecku, więc Sandra też śpiewa "Stile Nacht". Dziewczynki miały wspólny pokój. Chłopcy także, ale Mariusz zamiast się uczyć, bawił się z Mateuszem. Teraz zamieszkał w pokoju Moniki. Maluchy są razem.

- Bałaganią jak to dzieci, ale zabawki zawsze sprzątają po sobie. Kiedy zrobią porządek, to obwieszczają to głośnym: tarrram. To znak, że trzeba do nich przyjść i pochwalić - mówi mama.

Mateusz i Sandra pięknie mówią. Zasługa w tym całej rodziny. - Mati teraz ślicznie wymawia "r" - podkreśla mama. - I ja też. Słyszysz jak pięknie mówię "gibos" - pyta Sandra, która zabawnie przekręca wyrazy, a "gibos" to po prostu bigos.

- Kochamy je wszystkie i to jest najważniejsze - dodaje tato, który mówi, że dzieci są dla niego najwspanialszym prezentem. Podobnie jak żona, którą poznał w grudniu.

Szesnaście lat temu

Pan Jacek pochodzi z Wodzisławia Śląskiego, a w Choszcznie służył w wojsku. Kiedy przyjechał na przepustkę do rodzinnego miasta, odwiedził kuzynkę. Tam poznał młodego mężczyznę, który był mieszkańcem... Choszczna. Znajomi przypadli sobie do gustu i choszcznianin zaprosił wojaka w odwiedziny do swojego domu. Był bratem pięknej dziewczyny. Pan Jacek przystał na to chętnie, tym bardziej, że zbliżały się święta Bożego Narodzenia, a on miał je spędzać z dala od rodziny.

- Zaproszono mnie na Wigilię. Tak się złożyło, że odwiedziłem ten dom dzień wcześniej. I poznałem Helcię. To była miłość od pierwszego wejrzenia - mówi 36-letni pan Jacek. - To Mikołaj przyniósł mi męża - z uśmiechem mówi o rok młodsza pani Helena. - Od żony nauczyłem się bardzo dużo. Jest mądra i piękna. I ma piękne imię - twierdzi pan Jacek, który do żony zwraca się Helciu.

On jest dla niej Jacusiem.

- Nie mamy cichych dni, bo ja nie wytrzymałabym bez rozmów - śmieje się żona. - Nie ma takiej potrzeby. Nie znaczy jednak, ze zawsze mamy idealnie zgodne poglądy. Różnice zdań też są - dodaje mąż.

Są bardzo skromni. Byli zdziwieni kiedy zaproponowałam im materiał do "Głosu". To takie normalne życie przecież.

Jakie marzenia mają Banasiowie? Takie jak każdy: aby zdrowie dopisywało, dzieci i oni byli szczęśliwi.

- Ja chciałabym jeszcze wygrać w totolotka, by adopcja Matiego i Sani była pełna - mówi Helena Banaś.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3