MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Radosław Warawko - ofiara czy bezwzględny morderca?

Mariusz Parkitny
Radosław Warawko na proces przyprowadzany jest skuty za nogi i ręce. Podczas rozpraw jest spokojny, opanowany. Głos zabiera rzadko, ale często konsultuje się ze swoim obrońcą
Radosław Warawko na proces przyprowadzany jest skuty za nogi i ręce. Podczas rozpraw jest spokojny, opanowany. Głos zabiera rzadko, ale często konsultuje się ze swoim obrońcą Andrzej Szkocki
Grozi mu dożywocie, bo oskarżają go o zamordowanie własnej rodziny. Nie przyznaje się do winy, ale nie okazuje żadnych emocji. Dlaczego?

Sprawę Radosława Warawki (zgodził się na ujawnienie nazwiska i wizerunku) śledzę od samego początku. Czyli od kwietnia 2011 r., kiedy w domu przy ulicy Uznamskiej w Szczecinie znaleziono ciała trzyosobowej rodziny: Alicji W., jej męża Christiana oraz pasierba o imieniu Brian.

Czytaj również: Oskarżony o potrójne zabójstwo w Dąbiu: "Jestem niewinny". I pokazuje twarz

Sprawca zaszlachtował ich. To okropne słowo najlepiej oddaje to co stało się z ofiarami. Zabójca używał noży, a jedną z ofiar dusił.

To nie była zbrodnia w afekcie. Sprawca miał plan i go realizował. Dlatego poza jednym odciekiem palca na karoserii samochodu, nie znaleziono żadnych biologicznych śladów mordercy. Zadbał o to. W mieszkaniu rozlał litry oleju. Dobrze wiedział, że to sposób na zatarcie śladów.

Policjanci dość szybko wpadli na to, że zbrodni mógł dokonać Radosław Warawko, syn Alicji W. Nie był na pogrzebie matki, nie można było się z nim skontaktować. Pies domowników musiał znać zabójcę, bo nie szczekał, gdy ktoś wchodził do domu.

Zobacz także:

Potrójne zabójstwo w Dąbiu. "Kochałem rodziców, zabili ich b...

Wściekły na matkę

Warawkę odnaleziono w hiszpańskim więzieniu, bo wpadł za handel narkotykami. Na pierwszym przesłuchaniu w szczecińskiej prokuraturze nic nie powiedział. Przemówił dopiero w sądzie, gdy znał już treść wyjaśnień innych świadków, głównie kolegów, którzy go obciążyli.

O jego ojcu nie wiemy wiele. Odszedł od matki, gdy miał kilka lat. Według zeznań dalszej rodziny, Radosław miał pretensje do matki, że założyła nową rodzinę. Twierdził, że faworyzuje niepełnosprawnego Briana. To właśnie Brian będzie miał na ciele ślady duszenia ręcznikiem, jakby sprawca chciał mu zadać dodatkowe cierpienia.

Z relacji świadków wynika, że Radosław potrafił być okrutny dla matki. Miał ją podduszać, gdy okazało się, że oddała jego pokój Brianowi. W rozmowach z przyjaciółkami, Alicja W. miała powiedzieć, że zmienia testament, bo nie chce, aby syn wszystko spieniężył. Sąd, który bada sprawę, próbuje dociec, czy właśnie ta informacja mogła pchnąć Warawkę do zbrodni.

Czytaj także: Potrójne zabójstwo w Dąbiu. Masażystka ofiar pomoże wyjaśnić zbrodnię?

Ani drgnie

Ale Warawko nie przyznaje się do winy. Zachowuje się wyjątkowo spokojnie. Gdy prokurator odczytuje fragment o ranach zadanych ofiarom, Warawko ani drgnie.

Gdy siostra zamordowanej składa zeznania i z płaczem odwraca się do Warawki, ten wykonuje minimalny ruch głową. To miało być zapewnienie, że jest niewinny. Raz tylko przez chwilę ponoszą go emocje, gdy po raz pierwszy widzi kolegów, którzy go wydali. Przez chwilę patrzy na nich nienawistnym wzrokiem. Ale szybko się uspokaja i siada na ławie oskarżonych.

Zdaniem psychiatrów i psychologa Warawko jest zdrowy, może brać udział w procesie, a podczas zbrodni miał świadomość co robi.

Linia obrony

Warawko swoją linię obrony przedstawił na pierwszej rozprawie. O zbrodnie oskarżył dwóch dawnych kolegów, którzy odpowiadają za pomaganie mu w zacieraniu śladów i ukrywaniu go. Ale Warawko sensacyjnie oznajmia, że to oni zmusili go, aby wydał im rodzinę.

Krzysztof P. i Wojciech B., załatwili Warawce pistolet (okazał się wadliwy), pomagali zacierać ślady i ukrywali go, ale nie brali udziału w zabójstwie. Taka jest wersja prokuratury. Warawko twierdzi, że to P. i B. zmusili go, aby pomógł im obrabować dom swoich rodziców, a potem ich zabili.

- Zażądali szybszej spłaty długu, a gdy odmówiłem, nie miałem pieniędzy, zagrozili, że zarżną mnie, żonę i dziecko. Zmusili mnie, abym wpuścił ich do domu, zamknął psa i zlikwidował monitoring - mówił Warawko.

Zapewnia, że czekał na zewnątrz domu, gdy doszło do zbrodni.

- Gdy wyszli mówili, że coś poszło nie tak, ale śmiali się, że zabili przy okazji kibica Pogoni (mówili, że może dobrze, że doszło do zabójstwa, bo teraz ja przejmę spadek i będę mógł spłacić dług. Ja im pomogłem pozbyć się rzeczy z miejsca przestępstwa, bo mnie zmusili - mówił.

Jego wersja ma jednak sporo luk. Np. zapisy z logowania telefonów wskazują, że Krzysztof P. i Wojciech B. byli w momencie zabójstwa z dala od ulicy Uznamskiej.

- Nie ma dowodów, że obaj brali udział w zabójstwie - mówi prokurator Witold Grdeń.

Twierdzą, że to Warawko poprosił ich o pomoc przed i po zabójstwie, ale w zbrodni nie uczestniczyli.

Zobacz więcej:

Matka nigdy nie powiedziała na Radka złego słowa, ale on nie był dla niej dobry. Kiedyś sąsiadka widziała jak ją dusił, bo oddała jego pokój bratu - mówiła w piątek siostra zamordowanej Alicji W.

Morderstwo rodziny w Dąbiu. "Musiałem pomóc zabójcom"

Proces

Do końca procesu, który ma charakter poszlakowy zostało jeszcze kilka rozpraw. Zeznania ma złożyć m.in. lekarz, który jako jeden z pierwszych był na miejscu zbrodni.

Warawko siedząc w hiszpańskim więzieniu próbował przy pomocy żony przejmować majątek po rodzinie. Udało mu się częściowo. Sąd zbada, czy w ogóle jest godny dziedziczenia. Ale to postępowanie zacznie, jeśli przed sądem karnym zapadnie wyrok skazujący.

Warawko na każdą rozprawę przychodzi w innej fryzurze. Widać, że kamery go nie peszą. W areszcie podobno ćwiczy, aby utrzymać formę fizyczną. Strażnicy się na niego nie skarżą.

Potrójne zabójstwo w Dąbiu. Czytaj również:

Zobacz także:

Policja w związku ze śmiercią mężczyzny w Dąbiu zatrzymała 4 osoby. Były bokser otrzymał cios siekierą. Dziś jeszcze czyszczono ślady krwi z budynku komisariatu.

Krwawe porachunki w Dąbiu. Wpadli z siekierami. Nie żyje mężczyzna

Gs24.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński