Profesor Zbigniew Religa uwielbiał Pojezierze Drawskie....

    Profesor Zbigniew Religa uwielbiał Pojezierze Drawskie. Szukamy jego śladów

    Krzysztof Bednarek / gk24.pl

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    Rok 1997. Zbigniew Religa z żoną Anną na biwaku nad jeziorem Mąkowary.

    Rok 1997. Zbigniew Religa z żoną Anną na biwaku nad jeziorem Mąkowary.

    Profesor Zbigniew Religa był wybitnym kardiochirurgiem. Wielu ludziom uratował życie. Był tytanem pracy, ale cenił sobie również wypoczynek na łonie natury. Miał dwie pasje: wędkarstwo i grzybobranie.
    Rok 1997. Zbigniew Religa z żoną Anną na biwaku nad jeziorem Mąkowary.

    Rok 1997. Zbigniew Religa z żoną Anną na biwaku nad jeziorem Mąkowary.

    Zbigniew Religa miał trzy ulubione miejsca, do których podczas urlopów wielokrotnie wracał. Jedno z nich to leżące tysiące kilometrów od Polski Wyspy Zielonego Przylądka. Drugie to dolina rzeki Bug, a trzecie to lasy i jeziora w gminie Kalisz Pomorski.

    - Od 20 lat profesor przyjeżdżał do nas na odpoczynek - wspomina Piotr Domański, przedsiębiorca z Kalisza Pomorskiego, były szef Rady Miejskiej. - Szukał miejsc odludnych, z dala od miejskiego zgiełku.

    Profesor chętnie zatrzymywał się w wojskowych ośrodkach wypoczynkowych w Jaworzu i w Głębokim. Miał tam swoje ulubione niewielkie jeziora oraz las pełen grzybów.

    - Poznaliśmy się w latach 90. Profesor był wówczas członkiem Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, a w Kaliszu mieliśmy prężne koło SKL - wspomina Domański. - Co roku organizowaliśmy spotkania w gronie przyjaciół i zapraszaliśmy na nie profesora z rodziną.

    Domański wspomina profesora jako osobę bardzo serdeczną i łagodną. - Nigdy się nie denerwował. Biło od niego wewnętrzne ciepło - mówi. - Nie tak dawno poprosił mnie o pomoc. Chciał kupić u nas dom. Ale tego nie udało się już zrealizować.

    Pożyczył kalosze

    W czasie pobytów na Pojezierzu Drawskim Zbigniew Religa najczęściej wypływał łódką na ryby samotnie. Ale czasem miał towarzystwo.

    - Profesor najczęściej łowił na spinning. Ja jestem spławikowcem - opowiada Dariusz Matusiak z Kalisza Pomorskiego. - Kilka lat temu zadzwoniła do mnie Gosia Rohde (posłanka z Kalisza Pomorskiego - dop. aut.) pytając, czy nie wybrałbym się na ryby z profesorem Religą. Chciała, żebym pokazał mu kilka dobrych do wędkowania miejsc. Zabrałem szwagra Ryszarda Śmiłka z Cybowa i razem z profesorem wybraliśmy się na rozlewisko Drawy w pobliżu jezior Dąbie Wielkie i Dąbie Małe. Profesor zapomniał wziąć kaloszy i musiałem pożyczyć mu swoje. Rysiek wiosłował, a my łowiliśmy. Profesor złowił wtedy dwa dorodne szczupaki. Musiał być zadowolony, bo później jeszcze raz umówił się z nami na wyprawę. Tym razem na Jezioro Generalskie. To był dobry wędkarz. Podziwiałem go za cierpliwość przy rozplątywaniu żyłki. Ja takiej nie mam. Ja się żyłka splącze, to ją po prostu obcinam.

    Smakowały mu ptysie

    Teresa Kozak od 30 lat prowadzi w Kaliszu Pomorskim cukiernię. - Byłam bardzo zaskoczona, gdy przed laty pojawił się u mnie profesor Zbigniew Religa z małżonką. Zamówili kilka ciastek. Profesorowi najbardziej smakowały moje ptysie. Mówił, że przypominają mu smak dzieciństwa - opowiada.

    Po tej pierwszej wizycie państwo Religowie jeszcze wielokrotnie wracali do cukierni. Zawsze po ptysie.

    - Znałem słabość profesora do słodyczy. Kiedyś postanowiłem zrobić mu niespodziankę. Jadąc na kongres SKL do Warszawy, zamówiłem u pani Kozak cały karton ptysiów. Profesor był wniebowzięty. Strasznie mi wtedy dziękował - wspomina Piotr Domański.

    Wspaniała rodzina

    Bożena Kuwałek z profesorem Religą, jego żoną i rodziną przez wiele lat utrzymywała serdeczne więzi.

    - Poznaliśmy się przypadkowo - mówi. - Moja pracownica ze sklepu warzywnego, Danuta Piechowicz, znała żonę profesora jeszcze z czasów, kiedy mieszkała w Warszawie. Podczas pobytu państwa Religów w Kaliszu spotykaliśmy się wielokrotnie albo u nas w domu, albo w Cybowie nad jeziorem. Poznałam córkę profesora Małgosię, syna Grzegorza i wnuki. To bardzo serdeczni, wspaniali ludzie. Przyjaźnimy się od ponad 10 lat. W czasie kampanii prezydenckiej wspierałam profesora. Byłam jednym z jego pełnomocników. Na pamiątkę po nim zostały mi fotografie i projekt ustawy zdrowotnej przygotowanej przez profesora. Przechowuję go jak relikwię. Współczuję Ani, jego żonie. Bardzo się kochali.

    Bożena Kuwałek wspomina, że oprócz ptysiów profesor miał jeszcze jedną słabość. Przepadał za golonką.

    Honorowy obywatel

    W 2003 r. Kalisz Pomorski obchodził 700-lecie istnienia. Rada Miejska przyznała wówczas profesorowi Relidze tytuł Honorowego Obywatela Kalisza Pomorskiego.

    - To była jednogłośna decyzja. Nikt nie miał nawet cienia wątpliwości - wspomina Tomasz Bukowski, dyrektor Ośrodka Kultury w Kaliszu, który wtedy zasiadał w komitecie organizacyjnym obchodów. - Jego śmierć to dla nas wszystkich ogromna strata. To była wielka postać jako lekarz, polityk, ale przede wszystkim jako człowiek. Prowadziłem gospodarstwo agroturystyczne. Miałem hodowlę koni. Zaprosiłem kiedyś profesora z małżonką do siebie, do Białego Zdroju. Niestety, pani Ania ma alergię na sierść koni i z przejażdżki nic nie wyszło. Często jednak spotykaliśmy się. Nie jest tajemnicą, że profesor był nałogowym palaczem papierosów. Kiedyś powiedział mi, że wstydzi się tej słabości. Wydaje mi się, że gdyby nie palił, nadal byłby z nami.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo