Prof. Zbigniew Mikołejko: Agresja kiboli to agresja...

    Prof. Zbigniew Mikołejko: Agresja kiboli to agresja przegranych

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Prof. Zbigniew MikołejkoFilozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Członek Prezydium

    Prof. Zbigniew Mikołejko Filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Członek Prezydium Polskiej Akademii Nauk. W 2014 odznaczony został srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. ©Arkadiusz Wojtasiewicz

    Bycie białym, heteroseksualnym, młodym mężczyzną nie wystarczy. Nie wystarczy sam kolor skóry, prostackie przyznawanie się do polskości czy katolicyzmu, żeby zajmować istotne miejsce społeczne. I oni zdali sobie z tego sprawę, choć się do tego nie przyznają - mówi prof. Zbigniew Mikołejko.
    Prof. Zbigniew MikołejkoFilozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Członek Prezydium

    Prof. Zbigniew Mikołejko Filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Członek Prezydium Polskiej Akademii Nauk. W 2014 odznaczony został srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. ©Arkadiusz Wojtasiewicz

    Panie profesorze, poszedłby pan w marszu równości?
    Ja w ogóle nie chodzę w żadnych marszach, mam ciężką astmę, która mi na to nie pozwala… Ale oczywiście, gdybym mógł, to bym poszedł.

    Nie bałby się pan?
    Nie bałbym się: są rzeczy ważniejsze niż lęk.

    Obserwował pan to, co działo się w Białymstoku podczas Marszu Równości?
    Tak, niezbyt wprawdzie wnikliwie, ale najważniejsze rzeczy do mnie dotarły: obrazy tej nieszczęsnej konfrontacji, jeśli w ogóle to, co się tam działo, można nazwać konfrontacją.
    Mamy zresztą trzy podmioty owego starcia - to bardzo istotne, choć często jakby niedostrzegalne. Ci agresywni osobnicy o ogolonych umysłach zderzyli się przecież także z państwem, z ładem prawnym i demokratycznym.

    Na obrazkach z tej konfrontacji widać ogromną agresję i nienawiść. Skąd się ona bierze, jak pan myśli?
    Myślę, że wzięła się ona z rozmaitych czynników, ale podstawowym, jak się nad tym zastanowić, jest psychologia przegranych czy - raczej - właśnie przegrywających.

    Dlaczego przegrywających?
    Bo oto nagle pewne środowiska, które czuły się wyróżnione z tego powodu, że są białymi, heteroseksualnymi, młodymi mężczyznami, dorzucając do tego ponadto w sposób chory rozumiany katolicyzm i w sposób chory rozumianą polskość, nie okazały się tak ważne, jak dotąd myślały. I okazało się, że ich znaczenie w ich własnych oczach zaczyna niknąć. Nie przyznają się do tego rzecz jasna przed sobą. Ale - krótko mówiąc - bycie białym, heteroseksualnym, młodym mężczyzną nie wystarczy. Nie wystarczy sam kolor skóry, prostackie przyznawanie się do polskości czy katolicyzmu, żeby zajmować istotne miejsce społeczne. A poza tym władze nie były tak przychylne tym razem, jak dotąd. Wręcz przeciwnie: użyły stanowczej siły policyjnej, a ich czołowi eksponenci krytycznie na ogół odnieśli się do nabuzowanych pseudopatriotów. Reakcje przy tym społeczne też nie były życzliwe. Do ludzi, czego by oni tam sobie nie myśleli na co dzień o LGBT, dociera bowiem jakoś, że adresatem agresji wcale nie musi być Marsz Równości, że mogłaby być nim w istocie każda grupa społeczna, każda osoba rozpoznawana jako „inna”. Taka, której się podświadomie przypisze winę za własną niższość, za własną „dołową” pozycję społeczną, za własną kondycję życiową.

    Ale mam wrażenie, że środowiska LGBT są atakowane coraz częściej.
    Oczywiście: bo ci, którzy atakują, szukają grup i środowisk, które łatwo daje się naznaczyć i wskazać jako wrogie, obce, zaprzeczające polskości i wierze. Tu nie bez winy są pewne formacje polityczne, nie bez winy jest część duchowieństwa. Przecież padają głosy, że ta Ziemia Podlaska jest święta i nieskalana, a środowiska LGBT ją zanieczyszczają samą swą obecnością, samym swym ukazywaniem się publicznym. Wznieca się tym sposobem niekiedy niedobry, znany skądinąd mit Ziemi i Krwi, Blut und Boden. I to, o zgrozo, w polskim Kościele! To nie ma nic wspólnego z katolicyzmem, nie ma nic wspólnego z postawą, którą prezentuje chociażby papież Franciszek. No właśnie: ci agresywni osobnicy, czując się osamotnieni przez Kościół uniwersalny, mogą się wspierać na głosach niektórych duchownych z lokalnych struktur.

    Pani profesorze, w sobotę, 13 lipca, emerytowany biskup sandomierski Edward Frankowski wzywał uczestników XXVIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę do obrony małżeństwa i rodziny, krytykował ideologię gender i LGBT, wzywał do walki. Inni biskupi wypowiadali się w podobnym tonie.
    Ma pani rację i o tym mówię. O tym, że część duchowieństwa przyjmuje taką oto strategię, iż orientacja seksualna nie jest sprawą natury ludzkiej czy urodzenia, tylko sprawą złej ideologii i niewłaściwego wychowania. Mało tego, ona zostaje często przedstawiona jako symbol i ucieleśnienie rzekomo nieprawych idei europejskich, jako radykalne zaprzeczenie tych „prawdziwych” wartości, które są związane z naszym katolicyzmem, najlepszym z wszystkich katolicyzmów. Krótko mówiąc, ten mechanizm ideologizacji dość szczególnie wygląda - w kraju, który jako jeden z pierwszych zdekryminalizował, już w 1932 roku, o 50 lat wcześniej niż Wielka Brytania, homoseksualizm, który przestał uznawać, że jest to przestępstwo. Notabene, Watykan zrobił to już w 1929 roku!

    Uważa pan, co podnosi zwłaszcza opozycja, ale nie tylko, że te środowiska atakujące czują się bezkarne, czują przyzwolenie władzy, na to co robią, jak się zachowują?
    Myślę, że to się już kończy, bo partia rządząca także zaczyna dostrzegać to, co od dawna widzimy wszyscy: że ci agresywni, łysi chuligani są zagrożeniem dla wszelkiego ładu. W przypadku Białegostoku przedmiotem brutalnego ataku byli także policjanci strzegący owego ładu. Poza tym atakowane było podstawowe prawo do manifestacji swoich przekonań, światopoglądu, tożsamości, co w demokratycznym państwie prawa jest nie do pomyślenia. Nie wiem, czy ten Białystok coś zmieni, czy nie, ale przez ładnych parę lat, przez ostatnie cztery lata partia rządząca wykazywała się, oględnie mówiąc, umiarkowanym entuzjazmem w tępieniu podobnej przemocy, ale i ona w końcu chyba dostrzegła, że tak dalej być nie może, że dając przyzwolenie na agresję, daje się w efekcie przyzwolenie na faszyzację.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (3) forum.gs24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    Plan na jesienne wieczory? Filmy, seriale w sieci. Podstawa to dobry, światłowodowy internet.

    Plan na jesienne wieczory? Filmy, seriale w sieci. Podstawa to dobry, światłowodowy internet.