Prezydent czy straż pożarna - kto zawinił w sprawie kibiców? Echa finału Pucharu Polski w Warszawie

Jacek Czaplewski
Jacek Czaplewski
Udostępnij:
To był już siódmy finał Pucharu Polski na PGE Narodowym w Warszawie, ale pierwszy z zakazem wniesienia flag i sektorówek. Z tego powodu mecz zbojkotowali Lecha Poznań, a prezes PZPN Cezary Kulesza zagroził przeniesieniem widowiska do innego miasta. Kto i dlaczego zepsuł coroczne święto? Póki co trwa przerzucanie winy.

Chronologia zdarzeń jest następująca. 31 marca PZPN informuje, że finał wraca do Warszawy po dwóch latach przerwy spowodowanej działalnością tymczasowego szpitala dla pacjentów covidowych na Stadionie Narodowym. Choć do meczu pozostał przeszło miesiąc i nawet nie wiadomo, które drużyny wezmą w nim udział, to przygotowania idą pełną parą. Działa nie tylko piłkarska federacja, ale i choćby Państwowa Straż Pożarna, która wydaje opinię dotyczącą bezpieczeństwa pożarowego. Opinia trafia na biurko Prezydenta Warszawy odpowiedzialnego za wydanie decyzji w sprawie imprezy masowej, czyli meczu.

27 kwietnia prezydent Rafał Trzaskowski, posiłkując się opinią PSP, wydaje zgodę na organizację finału, ale pod warunkiem, że kibice Lecha i Rakowa nie wniosą żadnych większych flag ani sektorówek. W piśmie mowa jest o wymiarach nie większych niż niż 2m x 1,5m i ewentualnej karze do 8 lat pozbawienia wolności, gdyby organizator nie zastosował się do tego warunku. Tego samego dnia PZPN informuje opinię publiczną, że złoży odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Kibice Lecha i Rakowa wystosowują wspólny apel do prezesa Cezarego Kuleszy, by "umożliwił przygotowanie efektownych opraw".

Pomimo starań PZPN 29 kwietnia, czyli trzy dni przed meczem SKO odrzuca wniosek. Kibice Lecha poznają decyzję zawczasu, ale jednocześnie wierzą, że ich sprzeciw zostanie usłyszany. Dlatego 2 maja udają się na mecz razem z flagami i sektorówkami. Po dotarciu przed bramy stadionu grożą, że nie wejdą na trybuny, jeśli zakaz nie zostanie zniesiony. To się nie dzieje. Kilkanaście tysięcy osób ogląda widowisko stosunkowo niedaleko boiska, ale na ekranach swoich smartfonów.

Tymczasem sześć minut przed rozpoczęciem gry na Twitterze wpis zamieszcza prezes Cezary Kulesza. Pisze: - Stanowisko Komendanta Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej o zakazie wnoszenia większych flag uderza w piękno sportu, jest niezrozumiałe i powoduje więcej szkód niż pożytku. Zmieniono zasady obowiązujące od lat. Jeżeli w przyszłości PSP nie zmieni swojego stanowiska, finał PP nie będzie organizowany w Warszawie - grzmi sternik federacji.

Medialna burza dopiero się rozkręca. W trakcie drugiej połowy nieobecny na stadionie prezydent Rafał Trzaskowski również zabiera głos. Na Twitterze pisze, że zakaz to "decyzja Państwowej Straży Pożarnej" i proponuje, by sprawę wyjaśnili między sobą PZPN, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji i podlegająca mu Państwowa Straż Pożarna.

Wywołana do tablicy Państwowa Straż Pożarna apeluje do prezydenta Trzaskowskiego, by nie wprowadzał środowiska piłkarskiego w błąd: - Państwowa Straż Pożarna wydała pozytywną opinię dotyczącą bezpieczeństwa pożarowego meczu, w której "nie zaleca się wnoszenia flag i banerów większych niż 2x1,5m" - tłumaczy rzecznik prasowy Karol Kierzkowski, dając do zrozumienia, że decyzję podjął i odpowiada za nią wyłącznie ratusz. Rzecznikowi straży odpowiada rzeczniczka Urzędu m. st. Warszawy: - Może zanim Pan komuś zarzuci wprowadzanie ludzi w błąd, poczytajmy opinię PSP - pozytywną pod warunkiem m. in. w pkt 1 zakazu wnoszenia banerów lub flag większych niż 2x1,5m. My Państwa traktujemy poważnie - zapewnia Monika Beuth-Lutyk. - Sednem sprawy jest fakt, że kibice mieli problemy z wejściem na stadion. Stanowczo sprzeciwiam się szukania winy u strażaków. Sądzę, że jest to dobra lekcja na przyszłość dla organizatora meczu, władz samorządowych oraz służb - kończy dyskusję rzecznik Państwowej Straży Pożarnej.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do lechitów kibice Rakowa weszli na stadion, a w końcówce meczu prowadzili nawet zorganizowany doping. Mieli na sobie jednakowe czerwone koszulki. Z powodu zakazu nie zawiesili ani jednej większej flagi. Nie zaprezentowali też żadnej oprawy.

- Zabrakło przede wszystkim dialogu. Straż wydała opinię i być może była ona zbyt restrykcyjna. Trzeba się zastanowić, co zrobić w przyszłości, aby wejście z flagami i sektorówkami było możliwe. Winę ponoszą wszystkie trzy strony: urząd, organizator meczu i my. Sytuacja jest bardzo skomplikowana. My wydaliśmy jedynie opinię. Gdyby organizator się do nas ponownie zwrócił, wspólnie zastanowilibyśmy się, co można byłoby zrobić, aby kibice mogli wejść z flagami - dodaje rzecznik straży w rozmowie z TVP Sport.

Jeszcze w tym tygodniu (6 maja) na stadionie przy Łazienkowskiej odbędzie się mecz Legia Warszawa - Górnik Zabrze - na pewno z udziałem flag większych niż 2m x 1,5m, a być może także sektorówek.

Oto jak decyzję o bojkocie finału argumentują kibice Lecha: - W tym roku widzieliśmy, że będzie walka nie tylko na boisku, ale także pod bramą. Prezydent Warszawy chyba chciał się pokazać w mediach, niekoniecznie z dobrej strony. Absurdalne decyzje, armie policjantów pod stadionem oraz prowizoryczne zabezpieczenia - godne prowokacji sprzed kilku lat (...) Walczyliśmy nie tylko o nasze barwy. Walczyliśmy o ruch ultras w Polsce. Gdybyśmy wczoraj zachowali się jak Raków to za tydzień w Gliwicach albo za dwa w Grodzisku sytuacja by się powtórzyła. Zgodzilibyśmy się na brak opraw, potem całkowity brak flag, a na końcu by zakazali szalików, bo przecież można nimi zakryć twarz. Nie wchodząc pokazaliśmy ogromną solidarność kibicowską, która spotkała się z uznaniem wielu grup kibicowskich w Polsce, także tych z którymi na co dzień nie sympatyzujemy - czytamy na profilu Lech Poznań Ultras.

Jest całkiem prawdopodobne, że kibice Lecha będą domagać się zwrotu kosztów za niewykorzystane bilety: - Każdy kto kupował bilet akceptował regulamin. Sprzedaż trwała do 22.04. A regulamin zmieniono pięć dni przed meczem bodajże - zwraca uwagę rzecznik klubu, Maciej Henszel.

PUCHAR POLSKI w GOL24

2.05.2022 r. Kibice Rakowa Częstochowa na finale Fortuna Pucharu Polski na PGE Narodowym.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE

Kibice Rakowa Częstochowa znów w siódmym niebie. Zobaczcie i...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Prezydent czy straż pożarna - kto zawinił w sprawie kibiców? Echa finału Pucharu Polski w Warszawie - Gol24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie