Prezes PZPN Cezary Kulesza o kulisach nominacji Fernando Santosa na selekcjonera: Nie zarobi w PZPN nawet połowy tego, co podano w mediach

Adam Godlewski
Adam Godlewski
- Nie po to zatrudniłem trenera Santosa, żeby od początku myśleć, jak go zwolnić. Dostał angaż po to, że żeby awansował z reprezentacją na Euro, żeby coś trwałego stworzył, żeby zbudował silną drużynę narodową. I tego się trzymajmy - mówi szef naszej piłkarskiej federacji.
- Nie po to zatrudniłem trenera Santosa, żeby od początku myśleć, jak go zwolnić. Dostał angaż po to, że żeby awansował z reprezentacją na Euro, żeby coś trwałego stworzył, żeby zbudował silną drużynę narodową. I tego się trzymajmy - mówi szef naszej piłkarskiej federacji. fot. PZPN
- Jeśli Fernando Santos wprowadzi reprezentację Polski do finałów mistrzostw Europy, to będzie po prostu dowód, że zasługuje na pracę z naszą kadrą na dłuższym dystansie. To byłoby chore, gdyby awans miał dyskryminować szkoleniowca. Tak się nie robi, w każdym razie ja tak nie zrobię. Jeżeli awansujemy na Euro, to dosłownie za chwilę będziemy grać eliminacje mistrzostw świata z tym samym selekcjonerem na ławce - deklaruje w udzielonym Sportowemu24 wywiadzie prezes PZPN, Cezary Kulesza.

Trudno było wybrać Fernando Santosa? Czy tak naprawdę od początku był to pański faworyt?**
Na początku rozmowy były bardzo szerokie, nie tylko z nim dyskutowaliśmy, ale też z innymi szkoleniowcami. Była dość długa ławka rezerwowych, z której nie skorzystaliśmy, bo akurat Santos już na dzień dobry znajdował się w pierwszej trójce, czwórce do wyboru. Podczas rozmów staraliśmy się określić dopasowanie danego trenera do naszej kadry. I właśnie na tej podstawie wybór padł na tego Portugalczyka. Santos zadeklarował, że będzie mieszkał w Polsce, a jeżeli zajdzie potrzeba, będzie również pomagał w udoskonaleniu szkolenia naszych młodych piłkarzy. To znaczy będzie robił przegląd kadr młodzieżowych, będzie rozmawiał z obecnymi trenerami reprezentacji Polski w różnych kategoriach wiekowych. Jego asystenci również będą mieszkać w Polsce, więc ta nominacja – w mojej ocenie - jest dobra nie tylko dla pierwszej reprezentacji, ale też dla dobra całej polskiej piłki.

To rzeczywiście kwestia kluczowa - jeżeli ktoś chce odnieść sukces z Biało-Czerwonymi, powinien poznać mentalność naszych piłkarzy i nasz charakter, a to wymusza zamieszkanie w Polsce. Zatem Santos mocno odróżnił się od Paulo Sousy.
Nie chcę porównywać tych dwóch różnych ludzi i różnych szkoleniowców. Jak powiedział trener Santos, znają się z Sousą i nic do niego nie ma, ale pochodzą z zupełnie innych bajek. Każdy ma swój styl, każdy inaczej pracuje i postępuje. Zatem nie ma sensu w ogóle zestawiać tych dwóch Portugalczyków.

Jakie nadzieję wiąże pan z tym wyborem? I jakie cele do zrealizowania Santos dostał od prezesa PZPN?
Pierwszy cel to awans na mistrzostwa Europy. I to jest cel podstawowy. A potem będziemy rozmawiać o kolejnych.

Jest kilka momentów buforowych, w których PZPN możecie zweryfikować trafność dokonanego w styczniu wyboru. Czy taka możliwość będzie jedynie po eliminacjach Euro'24? Pytam, bo to turniej mistrzowski najmocniej weryfikuje selekcjonera.
Jeśli trener Santos awansuje do finałów mistrzostw Europy w Niemczech, to kontrakt automatycznie przedłuży się na cykl eliminacyjny mistrzostw świata. Jeśli selekcjoner wprowadzi reprezentację Polski do Euro, to będzie po prostu dowód, że zasługuje na pracę z naszą kadrą na dłuższym dystansie. To byłoby chore, gdyby awans miał dyskryminować szkoleniowca. Tak się nie robi, w każdym razie ja tak nie zrobię. Jeżeli awansujemy na mistrzostwa Europy, to dosłownie za chwilę będziemy grać eliminacje mistrzostw świata z tym samym selekcjonerem na ławce.

Kalendarz eliminacyjny jest obecnie zwariowany, ale gdy wracam pamięcią do Leo Benhakera, to przedłużenie z nim umowy przed turniejem finałowym nie wyszło reprezentacji Polski na zdrowie.
Nie ma co porównywać tematu, który zaistniał kilkanaście lat temu z obecną sytuacją, bo to nie ma sensu. Czasy się zmieniły, a działamy tu i teraz. Mam swoje zasady, a awans na mistrzostwa Europy też jest dla naszej reprezentacji rezultatem, z którego powinniśmy się cieszyć.

Jest też niezbędny PZPN do promowania futbolu w Polsce. A jeszcze bardziej - z uwagi na premie, jakie UEFA zapłaci uczestnikom Euro.
Dokładnie. A przecież, jeżeli nie byłoby chemii w kadrze i nie wiodłoby się dobrze naszej drużynie - odpukać w niemalowane - nie ma umów, których nie można by rozwiązać. Zaproponowaliśmy w kontrakcie pewne klauzule, może nie takie drastyczne, ale dające możliwość przedterminowego rozwiązania kontraktu. Nie chcę jednak o tym w ogóle rozmawiać, bo to może być zły znak. Porozmawiajmy o przyjemniejszych sprawach, a to co nieprzyjemne niech omija nas szerokim łukiem. Nie po to zatrudniłem trenera Santosa, żeby od początku myśleć, jak go zwolnić. Dostał angaż po to, że żeby awansował z reprezentacją na Euro, żeby coś trwałego stworzył, żeby zbudował silną drużynę narodową. I tego się trzymajmy.

Ilu docelowo widziałby pan polskich asystentów przy Santosie?
Dwóch na pewno, ale trzeci też nie jest wykluczony. Rozstrzygniemy te kwestie, gdy trener wróci na początku lutego do Polski. Obchodził rocznicę ślubu, zaplanował z tej okazji pielgrzymkę z żoną do Jerozolimy, więc nie było sensu niczego przyspieszać w przypadku tego głęboko religijnego człowieka. Na pewno ze wszystkim zdążymy, tym bardziej, że jego asystenci zostali w Warszawie, aby podopinać najpilniejsze kwestie. I dopiero po załatwieniu tych spraw polecą do domu, żeby się przepakować i wrócić do nas już na stałe.

Liczba asystentów portugalskich już też jest zamknięta. Czy to też kwestia jeszcze, którą także będziecie jeszcze doprecyzowali?
To też jeszcze się waha, między trzema a czterema. Na wyjezdnym trener Santos obiecał mi, że gruntownie przemyśli tę sprawę i wróci do Polski z gotową odpowiedzią.

W sumie to zaskoczył pan zatrudniając Santosa. Oczekiwania kibiców były takie, że po Czesławie Michniewiczu, który był krytykowany za styl, do reprezentacji trafi rener grający ofensywnie i efektownie. Zdecydował się pan natomiast na szkoleniowca bardzo pragmatycznego, ze świetnym CV, ale jednak takiego, który walczy przede wszystkim o wynik, a charakterystyka jego zespołów jest mocno defensywna.
Fernando Santos ma duże doświadczenie, i będzie korzystał z tych zawodników, których mamy; nie dokooptujemy nikogo z innych państw, bo nie ma takiej formalnej możliwości. Na pewno trener dostosuje taktykę do potencjału, a liczbę zawodników ofensywnych do defensywnych. Zostawmy to selekcjonerowi, jak poukłada grę. Ważne, żeby wygrywać i punktować. Na tym mi zależy. Może i Santos jest uznawany za trenera stosującego defensywny styl, ale ma w swoim arsenale i takie rozwiązania, które zadowolą naszych zawodników ofensywnych. To nie jest tak, że jeśli trener lubi bronić bramki – i tak eksperci go odbierają – to nie umie efektownie wygrywać. Bo przeczy temu choćby wynik meczu ze Szwajcarią w 1/8 mundialu w Katarze, w którym Portugalia rozbiła Szwajcarię aż 6:1. Zawodnicy prowadzeni przez Santosa zagrali pięknie i nikt tego nie podważy.

Co jednak nie zmienia faktu, że efektownych zwycięstw. reprezentacji Portugalii – zwłaszcza na wielkich turniejach - nie było dużo. Preferował grę pragmatyczną, nawet gdy sięgał po mistrzostwo Europy w 2016 roku, to najczęściej celował w remisy.
Ładnie to Kanadyjczycy zaczęli występy na mistrzostwach świata w Katarze. A potem wrócili do domu bez wywalczonego choćby punktu. Rozmawiajmy zatem poważnie, bo najważniejsze w piłce są zwycięstwa i punkty. Czy ktoś chce, czy nie taka jest prawda.

Do CV Santosa nie sposób zgłaszać nawet najmniejszych zastrzeżeń, natomiast nie jest to młodzieniaszek. Nie ma pan obaw, że dopadnie go wypalenie zawodowe? Ma dość energii i nadal czuje głód zwycięstw?
Tak, jak widzieliśmy na premierowej konferencji - jest na pewno człowiekiem do pracy, pełnym werwy. I nie widzę żadnych przeszkód, niczego, co mogłoby mu przeszkodzić w prowadzeniu naszej reprezentacji. Ma też bardzo zdolnych i pracowitych asystentów. Jego doświadczenie plus młodość tych asystentów i zgranie ich z nim – to wszystko naprawdę dobrze wróży na przyszłość. Nie oczekujmy tylko, że skoro przyszedł trener z wysokiej półki, to od razu wszystko będziemy wygrywać. Bo to tak nie działa, trener będzie robił to, co jest możliwe. I potrzebuje jakiegoś czasu, żeby wejść do zespołu.

Problemem może być początek pracy, bo tak naprawdę będzie spędzi tylko kilka dni z zawodnikami przed meczami z Czechami i z Albanią.
No tak, ale po powrocie do Polski trener będzie cały czas pracował. Portugalscy asystenci, jak wspomniałem, już pracują, a dzięki współpracy z polskimi będą mieć pełny obraz wszystkich naszych kandydatów do gry w reprezentacji. Myślę, że po dwóch tygodniach będą mieć gruntownie rozpracowanych 50 naszych piłkarzy. Zakładam, że dużą pomocą będą też w początkowym okresie szkoleniowcy młodszych reprezentacji. Przede wszystkim Michał Probierz i Marcin Brosz. Obaj doskonale znają polskich zawodników, obaj są do dyspozycji trenera Santosa.

PZPN dysponuje raportem po mistrzostwach w Katarze? Ekipa Michniewicza zostawiła pisemne podsumowanie?
Przedstawiony był ustny raport przez Czesława Michniewicza. I uważam, że tyle wystarczy, bo dziś pisemne wnioski z Kataru nie są już do niczego potrzebne. Podejrzewam, że nikt z tego raportu i tak by nie korzystał. Bo to byłby już dokument historyczny. Trener Santos będzie na bieżąco monitorował zawodników, między ostatnim naszym meczem na mundialu i pierwszym w kwalifikacjach Euro miną prawie 4 miesiące. Zmieniła się sytuacja piłkarzy, zmieniły kluby, forma także jest inna. Dla przykładu, Jakub Kiwior grał wszystkie mecze w Spezii, a w Arsenalu może chwilę poczekać na regularne występy. Wszystko jest płynne, zatem nie ma sensu wracać do tego, co już było.

Nazwiska polskich kandydatów na asystentów Santosa, Łukasza Piszczka i Tomasza Kaczmarka, pan osobiście podsunął Portugalczykowi?
Osobiście podrzuciłem te kandydatury i poprosiłem, żeby z nimi porozmawiał. Po powrocie trenera do Polski podejmiemy decyzje w tej kwestii. Obie strony muszą chcieć ze sobą pracować, mieć do siebie zaufanie, na podobnym poziomie spoglądać na futbol. Dlatego dałem selekcjonerowi czas na przemyślenie tej personalnej układanki.

Wiadomo, że Fernando Santos jest rekordzistą płacowym w PZPN, ale pierwsze medialne doniesienia dotyczące wysokości pensji Portugalczyka były wzięte z kosmosu.
Gdy rozmawialiśmy telefonicznie umawiając się na ten wywiad, zapytałem skąd czerpane są takie informacje? Z magla, czy może ktoś coś podobnego usłyszał stojąc w kolejce za jakimś luksusowym towarem, bo kwota 2,5 miliona euro, która obiegła media a pan wówczas przytoczył, jest nieprawdziwa.

Powiedział pan wówczas, że Santos nawet połowy tego nie będzie zarabiał w PZPN. Rachunek jest zatem dość prosty – pierwsza mniejsza niż połowa kwota to 1,2 miliona euro. Czyli 100 tysięcy euro miesięcznie. A zatem tylko 30 więcej niż miał Sousa.
Nie mogę potwierdzić tej kwoty, w ogóle nie wolno mi mówić, ile konkretnie zarabia selekcjoner Santos w PZPN, bo to jest tajemnica. W kontrakcie mamy zapis, że nie będziemy ujawniać wysokości pensji, więc nawet nie powinienem tego komentować. Na pewno jednak dużo, dużo mniej niż pan wspomniał....

...nawet nie połowę z 2,5 mln euro, tak konkretnie pan się wyraził.
No, można tak to określić.

Jednym z pańskich wyborczych postulatów była budowa Narodowego Centrum Piłkarskiego. Przy okazji wyboru Santosa ten temat wrócił. Czy powstanie takiej bazy jest realne w tej kadencji prezesa?
Pochylamy się również nad tym tematem. Rozmawiamy, ale jest za wcześnie, żeby cokolwiek komunikować publicznie. Jeżeli będziemy już bliscy podpisania jakichkolwiek umów, bardzo chętnie podzielę się taką informacją.

W przestrzeni publicznej pojawiła się opinia, że to Roberto Martinez nasunął ten pomysł, bo gdy rozmawialiście z nim na temat przejęcia polskiej kadry, miał zapytać o istnienie takiego centrum.
I bez Martineza zdawaliśmy sobie sprawę, że większość federacji – i to nie tylko w Europie - posiada takie obiekty. A my nie jesteśmy małą federacją, przeciwnie - jesteśmy bardzo dużą, więc uważam, że powinniśmy mieć taką bazę dla reprezentacji. Proces przygotowania i budowy takiej inwestycji jest długoterminowy, pozwolenia, a przede wszystkim pozyskanie odpowiedniego terenu to nie są proste sprawy. Nie jest przecież tak, że potrzebujemy hektara czy dwóch, bo niezbędnych jest co najmniej 12, 13. Znalezienie takiego areału jest trudne, bo w większości ziemie są przeznaczone pod deweloperkę. A nawet jeśli nie są – ceny bywają szalone. Tymczasem PZPN nie chce przepłacać, chcemy wszystko zrobić z głową, a to wymaga nieco więcej czasu.
Rozmawiał Adam Godlewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

kup teraz

CENEO.PL

Realme C31 4/64GB Zielony

-

599,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Reprezentacja Polski. Rzecznik PZPN o problemach w kadrze

Materiał oryginalny: Prezes PZPN Cezary Kulesza o kulisach nominacji Fernando Santosa na selekcjonera: Nie zarobi w PZPN nawet połowy tego, co podano w mediach - Portal i.pl

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie