Pożegnanie z bronią

Andrzej Kraśnicki jr, 19 stycznia 2005 r.
Ten dziewięciomilimetrowy rewolwer prezentowany przez Jana Milewskiego ze sklepu Safari wygląda jak prawdziwi pistolet. Zamiast ostrej amunicji do komór wkłada się jednak pociski z gazem. Zezwolenie na taką broń zdobyć jest teraz bardzo trudno, więc chętnych na jego kupno brak.
Ten dziewięciomilimetrowy rewolwer prezentowany przez Jana Milewskiego ze sklepu Safari wygląda jak prawdziwi pistolet. Zamiast ostrej amunicji do komór wkłada się jednak pociski z gazem. Zezwolenie na taką broń zdobyć jest teraz bardzo trudno, więc chętnych na jego kupno brak. Marcin Bielecki
Właściciele pistoletów gazowych masowo pozbywają się swojej broni. Wszystko przez nowe, rygorystyczne przepisy.

Kłopoty uzbrojonych w rewolwery i pistolety gazowe obywateli zaczęły się gdy policja zaczęła do nich wysyłać wezwania na badania psychologiczne, psychiatryczne i okulistyczne. Na dodatek okazało się, że badania są kosztowne, bo trzeba za nie zapłacić 400 złotych.

- W rękach ludzi jest wiele broni gazowej, więc wśród jej posiadaczy zrobił się spory szum - mówi Jan Milewski, szef zaopatrzenia szczecińskiego sklepu Safari, gdzie m.in sprzedaje się broń.

Zaskoczenie dla uzbrojonych było spore, bo kiedy kilka lat temu ubiegali się o zezwolenie na posiadanie pistoletu gazowego uzyskać je można było bardzo łatwo. Przekładało się to na sprzedaż gazowej broni. Tylko w jednym szczecińskim sklepie miesięcznie sprzedawano 40-50 sztuk.

Chcą się pozbyć

Drogie badania sprawiły, że większość posiadaczy pistoletów i rewolwerów gazowych rezygnuje z broni.

- Jest masa wniosków o wycofanie pozwolenia - przyznaje Anna Kurowska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

Problemem jest jednak to, co zrobić z niepotrzebną już bronią. Nie można jej tak po prostu sprzedać pierwszej lepszej osobie.

- Mamy mnóstwo telefonów z pytaniem czy skupimy taką broń - mówi Jan Milewski.

Sklepy nie są tym jednak zainteresowane, bo drogie i skomplikowane procedury sprawiły, że mało kto ją teraz kupuje. Broń trzeba więc przekazać policji. I to za darmo!

Wybierają miotacz

Pozbywający się pistoletów ludzie nie muszą jednak pozostać całkowicie bezbronni. Kto czuje się zagrożony może kupić zwykły, przypominający dezodorant miotacz gazu. Jest tańszy od pistoletu, a co ważniejsze na jego posiadanie nie trzeba mieć zezwolenia.

- Efekt użycia takiego miotacza jest taki sam jak pistoletu, mniejszy jest tylko oczywiście jego zasięg - mówi Jan Milewski.

Miotacz jest za to bardziej poręczny i łatwiej go schować na przykład w kieszeni.

Policjanci mówią też o jeszcze jednym plusie uszczelnienia wydawania zezwoleń na pistolety gazowe. Tego typu broń do złudzenia przypomina broń na ostre naboje i może służyć jako skuteczny straszak przy bandyckich napadach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie