Piórnik pod kurtkami

Ewa Koszur, 13 października 2004 r.
Panią Annę w ubiegłą niedzielę potraktowano w sklepie, jak złodziejkę. Tylko dlatego, ze oddała kasjerce towar, włożony wcześniej do koszyka przez jej 2-letnią córkę.

- Poszukiwałyśmy piórnika dla starszej, pięcioletniej córki - opowiada pani Anna. - W sklepie było gorąco, więc kurtki dziewczynek włożyłam do koszyka. Nie kupiłyśmy niczego innego, bo nic nam się nie podobało.

Przy przejściu przez bramkę odezwał się alarm. Przeszły jeszcze raz przez bramkę, nie było alarmu. Kobieta z dziećmi wyszła ze sklepu. Kiedy za chwilę wyjmowała z koszyka kurtki dziewczynek, zobaczyła piórnik. Odniosła go do kasjerki. Wtedy się zaczęło.

- Ochroniarz był nawet dość miły, ale tłumaczył, że musi postąpić zgodnie z obowiązującą firmę procedurę i spisać protokół - kontynuuje pani Anna. - Trochę się zdziwiłam, bo wydawało mi się to niepotrzebne, przecież towar został zwrócony. Po co protokół?
Oburzenie pani Anny wzrosło, gdy przeczytała w nim, iż towar ukradła.

- Miałam to podpisać - mówi wzburzona. - Dlaczego? Przecież nie zrobiłyśmy niczego umyślnie. Dlaczego takiej sytuacji nie można było uwzględnić w protokole, jeśli już w ogóle trzeba było go spisywać? Zostałam ukarana za uczciwość.

Zajście w sklepie Geant przy al. Wyzwolenia skończyło się tym, iż pani Anna za piórnik zapłaciła. Mogła wezwać policję, co jej proponowano, ale nie chciała.

- Piórnik nam się nie podobał, ale wolałam zapłacić i nie przedłużać tej strasznej dla nas wszystkich sytuacji.

- Nie można zakładać z góry, że wszyscy są złodziejami - przekonuje Longina Kaczmarek, miejski rzecznik konsumenta w Szczecinie. - Niestety, niektórzy pracownicy sklepów z takiego założenia wychodzą.

Mieliśmy już wiele skarg, w wyniku których okazywało się, że przyczyną nieporozumienia w sklepie był np. błąd kasjerki. Ale to klientka najpierw została przez nią potraktowana jak złodziejka.
Znajomi pani Anny opowiadali o podobnych sytuacjach, zaobserwowanych we Francji. Tam kasjerka przyjęła towar od matki z wyrozumiałym uśmiechem. Dziecko, wiadomo.

- Rzeczywiście, nasz ochroniarz zachował się zbyt rygorystycznie, choć zgodnie z obowiązującą procedurą - usłyszeliśmy wyjaśnienie Renaty Gejło z działu public relations centrali Geant w Warszawie. - Postaramy się załagodzić tę sytuację.

W sklepie szczecińskim obiecano przeprosić panią Annę. W Warszawie od dyrektora ochrony usłyszeliśmy, iż na kilkadziesiąt tysięcy zdarzeń, po raz pierwszy ktoś oddał samorzutnie towar.
A gdy się to zdarzy po raz drugi? Może wtedy w protokole jeden z punktów będzie miał brzmienie: nieumyślne przywłaszczenie (np. przez dziecko) towaru. A może pracownicy w takich sytuacjach po prostu przyjmą towar i uśmiechną się wyrozumiale?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie