MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pasje szczecinian: Z góry wszystko jest piękne

Anna Folkman [email protected]
Cezary Skórka jest paralotniarzem, pilotem szybowcowym i pilotem samolotów ultralekkich. Od 2002 r. na paralotni a od 2007 r. w swojej żółtej maszynie ogląda z góry Szczecin i fotografuje go takim, jakim wielu z nas nigdy go nie zobaczy na żywo. Jego zdjęcia można obejrzeć na stronie www.flickr.com (aktualne galerie) oraz www.cezaryskorka.pl.
Cezary Skórka jest paralotniarzem, pilotem szybowcowym i pilotem samolotów ultralekkich. Od 2002 r. na paralotni a od 2007 r. w swojej żółtej maszynie ogląda z góry Szczecin i fotografuje go takim, jakim wielu z nas nigdy go nie zobaczy na żywo. Jego zdjęcia można obejrzeć na stronie www.flickr.com (aktualne galerie) oraz www.cezaryskorka.pl. Andrzej Szkocki
Nie ma dziur w ulicach, tłoku, jeziora mają fantastyczne kształty, a wysypiska śmieci są jak kolorowa, zachwycająca mozaika. Tak świat widzi Cezary Skórka, kiedy siada za sterami swojego samolotu lub w uprzęży paralotni.

W słoneczny dzień spotykamy go w hangarze na terenie Aeroklubu Szczecińskiego przy ul. Przestrzennej. Wśród wielu malutkich samolotów, które wyglądają jak większe wersje takich, które można kupić w sklepie z zabawkami, jest jeden - od razu rzuca się w oczy. Żółte cacko Cezarego Skórki. Jest zbyt wietrznie by latać, więc pan Cezary dziś tylko sprawdza swój sprzęt.

- To Aeroprakt A-22 L, samolot o ultralekkiej konstrukcji - mówi z dumą głaszcząc maszynę po skrzydle. - Jego system ratunkowy składa się ze spadochronu, na którym w razie awarii opada cała maszyna. Prędkość przelotowa to około 170 km na godz. Można nim lecieć cztery godziny bez lądowania i ma jeszcze zapas na dodatkowe pół godziny.

W praktyce samolot o ultralekkiej konstrukcji to środek transportu dla dwóch osób - pilota i pasażera, gdzie nie bez znaczenia jest ich waga. Pilot i pasażer, a także paliwo i cała konstrukcja samolotu, nie mogą ważyć więcej niż 472,5 kg. Kiedy limit musiałby być przekroczony trzeba zrezygnować z części paliwa.

Otwieranie okien jest dozwolone
- Kupiłem ten samolot przede wszystkim pod kątem wykonywania fotografii lotniczych. Po pierwsze daje dobre pole widzenia, bo duża część konstrukcji jest przeszklona, po drugie ma otwierane okienko, które można użyć w czasie lotu. W podłodze jest też zamykany luk, przez który także można robić zdjęcia będąc bezpośrednio nad fotografowanym obiektem.

Wyjaśnijmy od razu, że otwieranie okien w tym samolocie jest dozwolone. Na wysokościach gdzie się nim lata nie ma problemu z dekompresją. Najwyżej fotografowanym obiektem przez pana Cezarego był gazoport w Świnoujściu. Wzbił się wtedy 3 kilometry nad ziemię.

- Na takiej wysokości temperatura w stosunku do tej na ziemi jest niższa o około 20 stopni Celsjusza - zauważa pilot. - Oczywiście w samolocie jest ogrzewanie, więc taka podróż jest wygodniejsza niż latanie na paralotni. W tym drugim wypadku pilot jest nieosłonięty i z powodu pędu powietrza temperatura odczuwalna jest znacznie niższa nawet na niedużych wysokościach. Samo robienie zdjęć jest trudniejsze. Skomplikowana migawka z powodu niskiej temperatury odmawia czasem posłuszeństwa.

Najwyżej fotografowanym obiektem przez pana Cezarego był gazoport w Świnoujściu. Wzbił się wtedy 3 kilometry nad ziemię

Zaczęło się w Ustce

Jako chłopiec pan Cezary nigdy nie marzył o lataniu. Samoloty fascynowały go, ale pilotowanie ich wydawało się mu zupełnie nieosiągalne i nawet nie próbował o tym myśleć.

- Kiedyś byłam w Ustce i skusiłem się na lot turystyczny nad morzem - opowiada pan Cezary. - Widok ziemi z góry był niesamowity, byłem zafascynowany. Kiedy wysiadłem z samolotu, wiedziałem, że zrobię wszystko żeby móc tak latać. Spojrzenie na świat z góry i samo wzbicie się porwały moje serce.

Pan Cezary był wtedy po pierwszym roku studiów na Politechnice Szczecińskiej. Przyjechał tutaj z okolic Koszalina. Studiował elektronikę i telekomunikację. Po podniebnej wycieczce miał do pilota wiele pytań. Nie zmarnował okazji. Widząc zapał młodego mężczyzny, pilot z Ustki polecił mu, by wykonał badania, żeby sprawdzić, czy w ogóle może być pilotem.

Udało się. Z pozytywnym wynikiem pojechał prosto do Szczecińskiego Aeroklubu. Zapisał się na szkolenie i wkrótce zasiadł za sterami szybowca.

- Każde latanie jest inne, ma swoją specyfikę - zamyśla się Cezary Skórka spoglądając w niebo przed hangarem. - Szybownictwo jest wspaniałe, dostarcza wyjątkowych doznań i kształtuje dobre nawyki lotnicze. Lata się bez silnika, bez hałasu. Wykorzystuje się tylko naturę - prądy wstępujące, których obecność najłatwiej rozpoznaje się po chmurach. Można latać tak godzinami, jak ptaki.

W aeroklubie nastały gorsze czasy, trzeba było zrobić przerwę w lataniu. Cezary Skórka pomyślał wtedy, że wróci do lotnictwa, kiedy stanie się niezależny i będzie miał swój sprzęt. Kiedy był już po studiach, pracował w jednej z sieci telekomunikacyjnych, postanowienie przypomniało o sobie. W internecie zaczął szukać informacji i tak trafił na artykuły związane z paralotniarstwem. Zdecydował się na szkolenie. Kurs trwał ok. 2 tygodnie. A podczas niego musiał zaliczyć około 9 przedmiotów - meteorologię, prawo lotnicze czy higienę lotniczą.

- Trzeba było się przyłożyć, ale to nie było nic trudnego. Można to było porównać do kursu na prawo jazdy - Może zrobić je każdy, ale wiadomo, że ktoś ma większe predyspozycje, ktoś mniejsze - stwierdza pan Cezary. - Po kursie od razu kupiłem sprzęt i zacząłem latać. Jak nie wzbiłem się w niebo przynajmniej dwie godziny dziennie, to byłem chory. Tak wylatałem około 500 godzin.

Place jak gwiazdy, śmieci jak mozaika

Najwspanialsze wspomnienia przywodzą loty paralotnią nad mgłą, dwa metry nad łąką i osiemset metrów nad miastem, które jak zapewnia z góry wygląda bajkowo.

- Kocham Szczecin, to piękne miasto - mówi przekonująco paralotniarz. - Ma nadzwyczajny układ gwiaździsty placów. Najpiękniejszy jest widok Szczecina o zachodzie słońca z zachodu na wschód. Zarysowują się wtedy kwartały, place, a w tle widać Jezioro Dąbskie i Zalew Szczeciński. To niezapomniany widok.

Przy lataniu paralotnią przydaje się kondycja. Pilot musi rozpędzić się ze skrzydłem i silnikiem na plecach, który waży około 25 kg. Będąc paralotniarzem ze Szczecina trzeba mieć silnik. Trudno jest tu bowiem znaleźć skarpę, która nadawałaby się do startu.

Zapytany o najciekawsze widoki Szczecina i okolic z lotu ptaka, Cezary Skórka opowiada o kształcie Jeziora Głębokiego i ... wysypisku.

- Wiele osób chodzi wokół jeziora i wydaje się im, że jest okrągłe - tłumaczy podniebny fotograf. - Gdy ktoś ogląda zdjęcia z góry, nie potrafi Głębokiego rozpoznać. Jezioro jest nieregularne w kształcie wydłużonym z zaokrągleniami, jak taki zakręcony długi rogal. W pobliżu Szczecina jest też wysypisko śmieci. Oglądając zdjęcia wysypiska, ludzie się zachwycają. Pytają: "Co to za kolorowe miejsce?, Takie poukładane kopy, jakaś mozaika?" To fenomen patrzenia na świat z góry. Wszystko jest piękniejsze.

Najpierw za punkty. Dziś za pieniądze

Cezary Skórka jest przede wszystkim pilotem, ale latanie połączył także z pasją do fotografii. Mówi o sobie fotograf - ale zawsze na drugim miejscu. Dziś zdjęcia wykonuje zawodowo z samolotu i paralotni. A zaczęło się zupełnie przypadkiem. Jako już doświadczony paralotniarz brał udział w różnego rodzaju zawodach. By je ukończyć i zebrać odpowiednie punkty, należało udowodnić, że leciało się nad jakimiś określonymi w regulaminie miejscami. W tym celu uczestnicy musieli dostarczyć fotografie poszczególnych obiektów.

- Byłem zmuszony robić zdjęcia. A to jakiegoś jeziora, a to budynku, a to drogi. Pstrykałem je i trzymałem u siebie w komputerze - przyznaje. - Pewnego razu pokazałem je koledze. Okazało się, że wielu rejonów nie potrafił rozpoznać. Patrzył na dok w stoczni, most w Wolinie i nie miał pojęcia, że to te miejsca. Fotograficzne zagadki bardzo mu się spodobały, stwierdził, że powinienem te zdjęcia komuś pokazać. Posłuchałem. Pan Zbigniew Puchalski namówił mnie na zrobienie pierwszej wystawy w Klubie 13 Muz. Wtedy pojawili się pierwsi poważnie zainteresowani.

Odezwali się pracownicy służb dbających o zieleń, firmy budowlane, deweloperzy. Pan Cezary wykonywał fotografie drzew, które służyły potem do sprawozdań, liczenia drzewostanu, robił zdjęcia budów dla inwestorów, którzy chcieli widzieć postępy prac przy powstawaniu dróg, obwodnic, lotnicze fotografie archeologiczne. Znalazł pewną lukę w biznesie i umiejętnie to wykorzystał. Kiedy tylko działo się coś ciekawego wzbijał się w niebo.

- Mam mnóstwo ciekawych zdjęć, unikatowych, których jeszcze nigdzie nie pokazywałem - zdradza Skórka. - Z lotu ptaka fotografowałem ustawianie wieży na katedrze, wodowania statków czy wspaniałe żaglowce, które pojawiły się w Szczecinie podczas regat The Tall Ships' Races. Niewielu widziało, kiedy wypływały Kanałem Piastowskim "pod żaglami".

Kiedy fotografie zaczęły dobrze się sprzedawać, paralotniarz pomyślał, że wygodniej byłoby robić je z samolotu. Nie ograniczałaby temperatura, strefy lotnicze, można byłoby polecieć dalej i szybciej.

- Żona była na tak, choć w planach mieliśmy kupno mieszkania. Zdecydowaliśmy jednak, że zainwestujemy w ultralekką maszynę - kontynuuje z uśmiechem. - Tak stałem się posiadaczem tego świetnego, żółtego samolotu. By robić zdjęcia zawsze muszę zabierać ze sobą drugiego pilota - tutaj nie można jak na paralotni zupełnie puścić stery, ale fotografowanie jest wygodniejsze.

Żona pan Cezarego, choć sama nie pilotuje, bardzo lubi latać. Dwuletni syn Piotruś i o rok starsza córka Ala na razie jeszcze nie siedzieli obok taty - pilota. Może kiedyś i oni pójdą w jego ślady i będą robić zdjęcia tych samych miejsc, by zobaczyć jak przez lata się zmieniły.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński