Park w Otoku. Robotnicy zakryją niebezpieczne studzienki

Agnieszka Grabarska
- W tych pięciu studzienkach może być nawet 100 tysięcy litrów wody. Największa ma głębokość około 4 metrów. Dwie już zostały zabezpieczone. Teraz kolej na następne - mówi Bronisław Jaremko, sołtys Otoka.
- W tych pięciu studzienkach może być nawet 100 tysięcy litrów wody. Największa ma głębokość około 4 metrów. Dwie już zostały zabezpieczone. Teraz kolej na następne - mówi Bronisław Jaremko, sołtys Otoka. Fot. Agnieszka Grabarska
Dzięki naszej interwencji zainteresowano się zdewastowanym pałacem w Otoku koło Gryfic. Pod topór poszło niebezpiecznie chylące się drzewo. Znaleziono też sposób na odkryte, głębokie studzienki.

O tym, że jeden z najciekawszych zabytków na wybrzeżu jest w agonalnym stanie, pisaliśmy w ubiegłym miesiącu. Interweniowaliśmy w wielu instytucjach, bo okazało się, że historyczna perełka ginie w gąszczu zdziczałego parku, a budynek nie ma już dachu, ani okien. Z wnętrza zniknęły też drewniane schody, podłogi i bogato rzeźbione elementy sufitu. Ściany pomiędzy komnatami przewracają się jak domki z kart.

Gminni urzędnicy bezradnie rozkładali ręce. Okazało się bowiem, że wieczysty użytkownik pałacu od lat jest nieuchwytny. Nie odbiera korespondencji i zalega z miejscowymi podatkami. Andrzej Szczygieł, burmistrz Gryfic przyznał, że przez kilkanaście lat swojej kadencji, nie widział tego człowieka na oczy.

Idąc tropem adresu pod którym, jak udało nam się ustalić, zostało odebrane jedno z urzędowych pism, sami próbowaliśmy odszukać właściciela pałacu. Jednak "Królewicz z Otoka", jak o przedsiębiorcy mówią miejscowi, przepadł jak kamień w wodę. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się tylko, że niedawno miał pojawić się na swojej posesji.

- Przyjechał, bo było wycinane drzewo, które przechyliło się na sąsiednią posesję - twierdzi jeden z mieszkańców wioski.

Obecności dzierżawcy nie potwierdza jednak Tomasz Malczewski zastępca burmistrza Gryfic.

- Nie wiem, czy był w Otoku. Z nami się nie skontaktował - zapewnia wiceburmistrz.

Po naszej publikacji do pałacowego parku przyjechała za to ekipa z Zakładu Gospodarki Komunalnej w Gryficach i rozpoczęła zabezpieczanie odkrytych studzienek.

- Czas najwyższy - mówi Bronisław Jaremko, sołtys Otoka. - Tutaj kiedyś mogło dojść do tragedii. Studzienki są głębokie na kilka metrów. Niektóre są niewidoczne, bo zarasta je zielsko. Łatwo o wypadek. Wszystko wskazuje na to, że już niebawem przestaną zagrażać. Zostaną zabetonowane.

- Teraz to teren prywatny - mówi wiceburmistrz. - Ale skoro nie możemy liczyć na właściciela, potrzebne prace zrobimy sami. Jak się okazuje, zdewastowany pałac skontrolowali też pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie. Dziś mamy poznać pokontrolne wnioski. O ich treści wkrótce poinformujemy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie