Panika pod bramką

Przemysław Sas, 21 marca 2005 r.
Marcin Bielecki
Pogoń przegrała na własnym boisku z Górnikiem Zabrze 0:2 (0:0). To był dziwny pojedynek. Szczecinianie atakowali, a Górnik przeprowadził dwie zabójcze kontry, zakończone golami.

Nie po to przed sezonem zrobiono aż 7 transferów. Zakontraktowano dwóch doświadczonych Brazylijczyków, wynagradzanych jak na polskie warunki znakomicie - bo po 200 tysięcy euro za sezon, a do tego jeszcze zespół wysłano na kosztowny obóz do Brazylii, by przyjeżdżał do Szczecina kandydat do spadku i wygrywał 2:0!

Dwa tygodnie temu prezes Dawid Ptak zapowiadał marsz ku czołówce. Porażkę 0:3 z Legią w Warszawie uznano za wypadek przy pracy.

- Brazylijczycy grali w śniegu, a poza tym dopiero co przyjechali z Ameryki. Na co nas stać pokażemy w Szczecinie - mówiono. Chłopcem do bicia miał być Górnik. Pogoń miała mu spuścić tęgie lanie. Zrehabilitować się za jesienną porażkę 0:4 w Zabrzu.

Pierwsze minuty zdawały się potwierdzać aspiracje gospodarzy. Górnicy szybko zostali zamknięci we własnej połowie, a gra Pogoni przypominała dobrze skonstruowany hokejowy zamek. Już w 4 min. Adriano dostał w okolicy dziesiątego metra piłkę jak na tacy. Uderzył technicznie, ale za wysoko. Piotr Lech mógł mówić o sporym szczęściu. O jeszcze większym mógł mówić kwadrans potem.

Więcej o meczu w papierowym wydaniu "Głosu"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie