Olgierd Moskalewicz chce strzelać bramki dla Pogoni

Krzysztof Ufland
Olgierd Moskalewicz (z prawej) w pierwszym sparingowym meczu portowców przeciwko Flocie Świnoujście.
Olgierd Moskalewicz (z prawej) w pierwszym sparingowym meczu portowców przeciwko Flocie Świnoujście.
Olgierd Moskalewicz, nowy-stary napastnik Pogoni, który po pięciu latach powrócił, by znów grać w szczecińskim klubie. I marzy mu się, by wystąpić w zespole portowców w ekstraklasie.

- Na przywitanie strzela pan gola z Flotą Świnoujście i zapewnia Pogoni zwycięstwo. Miły powrót.

- Przede wszystkim cieszę się, że ponownie mogę grać w Pogoni i mieszkać w Szczecinie. Gol w sparingowym meczu z Flotą także napawa optymizmem. To początek okresu przygotowawczego, więc nie można być do końca pewnym swojej dyspozycji. Wiadomo, że najważniejsze są mecze ligowe, ale sparingi budują dyspozycję, atmosferę, a także podnoszą morale w zespole. Myślę, że na tle pierwszoligowej Floty, która w zeszłym sezonie uplasowała się w czołówce ligi, nie wypadliśmy źle. Zwycięstwo cieszy, tym bardziej, że przed nami okres przygotowawczy. Wierzę w to, że trener Piotr Mandrysz dobrze nas przygotuje. Liczę na to, że Pogoń będzie osiągała sukcesy w pierwszej lidze.

- Miał pan w przeszłości okazję występować w jednym zespole wspólnie z obecnym trenerem Pogoni. Czy dzięki temu będzie miał pan lepszy kontakt z Piotrem Mandryszem?

- Nasze stosunki są od dłuższego czasu bardzo dobre. Znamy się od kilkunastu lat. Razem graliśmy w piłkę, znamy się także poza boiskiem. Zawsze mieliśmy ze sobą kontakt. Cieszę się, że trener Mandrysz wprowadził Pogoń do I ligi, bo trzeba powiedzieć, że swoje najlepsze piłkarskie lata spędził właśnie w Szczecinie.

- To pana trzecie podejście do Pogoni. Za każdym razem trafiał pan do klubu w innych okolicznościach.

- Zgadza się. Jednak jest to dla mnie kwestią poboczną. Jestem zadowolony z tego, że właścicielami Pogoni są obecnie ludzie ze Szczecina. Dzięki temu uda się zapobiec sytuacji, jaka miała miejsce wcześniej, kiedy klubem rządził Antoni Ptak. Widzę, że Pogoń jest stabilna organizacyjnie i finansowo. Można także dostrzec pomoc miasta. Myślę, że wspólnymi siłami będziemy starali się tworzyć tutaj dobrą atmosferę. Przede wszystkim wynikami.

- Jak dotąd, zdobył pan 75 goli w ekstraklasie. Czy jest to dorobek, który zamierza pan poprawić?

- Chciałbym! Wiadomo, że warunkiem jest to, że musiałbym grać w zespole występującym w ekstraklasie. Mam nadzieję, że będzie to Pogoń. Nie wiem, czy uda się awansować za mojej kadencji. Byłoby wspaniale. Do osiągnięcia jest jeszcze jeden pułap. Na koncie mam 340 występów w ekstraklasie, także do jubileuszu, a więc 350 meczów, jest niedaleko. Na tę chwilę jednak nie chcę wybiegać tak daleko, bo jest dużo do zrobienia. Jeśli będę mógł występować na szczecińskich boiskach w ekstraklasie, to będzie to dla mnie coś cudownego.

- Chciałbym zapytać o epizody zagraniczne. Dlaczego zarówno na Cyprze, jak w Turcji, spędził pan tylko po pół roku?

- Jeśli chodzi o występy w AEL Limassol, to była to forma odpoczynku po zawirowaniach związanych z Antonim Ptakiem. Kiedy rozwiązałem umowę z Pogonią, było już za późno, żeby znaleźć klub w Polsce. Trafiła się oferta z Cypru i skorzystałem z niej. Później okazało się, że nie był to dobry wybór. Mówiąc o tureckiej przygodzie, zaznaczam, że tutaj sytuacja była inna. Po okresie pół roku Diyarbakirspor musiał wykupić mnie oraz Artura Sarnata. Turcy nie mieli pieniędzy i musiałem wrócić do Wisły.

- 35 lat to piłkarsko wiek zaawansowany. Czy zdrowie pozwoli wypełnić dwuletni kontrakt z Pogonią?

- Dziś z moim organizmem jest wszystko w porządku. Wielu zawodników gra bardzo długo. Paulo Maldini zakończył przygodę z piłką w wieku 41 lat i to wyłącznie dlatego, że stwierdził, iż jest to najwyższa pora, by zrobić miejsce młodszym. Bliższym porównaniem może być jednak trener Mandrysz. Jeśli dobrze pamiętam, kończył grać w piłkę, mając 39 lat. Ostatnio, w wieku 40 lat, buty na kołku zawiesił inny były piłkarz Pogoni, Zdzisław Leszczyński. Myślę, że to nie wiek decyduje o tym, czy należy kontynuować przygodę z piłką. Ważne jest zdrowie, ale najważniejsze są umiejętności. Jeśli trenerzy będą mnie widzieć w składzie, to pomogę swoim doświadczeniem, niezależnie od wieku.

- Krakowski portal internetowy zorganizował ostatnio plebiscyt "30 hitów transferowych Bogusława Cupiała". Zajął pan wysokie, 16 miejsce. "Nieustępliwy, walczący do końca" - tak pana scharakteryzowano. Czy są to określenia pasujące do postawy Moskalewicza?

- Oczywiście. Na boisku zawsze staram się zostawić serce i zdrowie. Nigdy nie odpuszczałem. Wiadomo, nie grałem brutalnie, ale agresywnie na pewno tak. Piłka jest sportem walki i ja jej nie unikam. Cieszy, że jestem postrzegany przez kibiców w ten sposób. W Krakowie, w Wiśle, także spędziłem wiele miłych chwil, więc jest to budujące, że zostałem doceniony.

- 75 goli w ekstraklasie, ile strzelił pan w barwach Pogoni?

- Szczerze mówiąc, nie pamiętam. Ponad trzydzieści. Na pewno jednak więcej zdobyłem w Pogoni, niż strzeliłem Pogoni.

- W takim razie, ile razy trafiał pan w meczach przeciw portowcom, gdy grał w Wiśle, Radomsku, Zagłębiu i Arce?

- Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia.

- Siedem. To bardzo dużo.

- Faktycznie, sporo. Mogę tylko obiecać, że na pewno więcej już nie będzie. Pogoni bramki już nie strzelę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie