Dla niektórych jest dziewczynką postrzeloną przez talibów, dla innych – symbolem walki o swoje prawa - „Malala. Dziewczyna z kulą w głowie”. Niezwykły spektakl Teatru Współczesnego już 8 grudnia otworzy szczecińską scenę na młodzież. Jak? Na to pytanie odpowiada Robert Drobniuch, reżyser.

W Teatrze Współczesnym rusza projekt artystyczno-edukacyjny dla młodzieży „Dorosłość”. Myśli Pan, że dzięki niemu nastolatkowie odnajdą to „coś” w teatrze?

- Szalenie popieram ten projekt. Uważam, że podjęcie próby dotarcia do młodzieży przez teatr jest niezwykle ważne. Nastolatkowie to bardzo zaniedbana część widowni. Dlaczego? Chyba dopiero teraz zaczynamy szukać odpowiedzi na to pytanie. Oczywiście można powiedzieć - teatr walczy o nową widownię ze względów ekonomicznych. Ale tu nie chodzi tylko o to, tu chodzi o widza. Nastoletni odbiorcy są trudną i jednocześnie ciekawą publicznością ze względu na swoją wrażliwość i emocjonalność. Pamiętam, że mając 14 lat po raz pierwszy poszedłem świadomie na spektakl - sam - nie ze szkolną wycieczką. To był moment, kiedy zakochałem się w teatrze. Od tej pory naprawdę wierzę w jego moc sprawczą.

Spektakl „Malala. Dziewczyna z kulą w głowie” jest realizowany właśnie w ramach tego projektu. Czy dorosły widz odnajdzie się na widowni?

- Wszystko jest kwestią wrażliwości. Spektakl jest skierowany do młodzieży, ale obowiązkiem dorosłego widza jest go zobaczyć, żeby wiedzieć o czym ten młody człowiek może myśleć, co może czuć. Poza tym to szybsze pulsowanie krwi, przyspieszone bicie serca charakterystyczne dla nastolatków, a obecne w spektaklu, na pewno pozytywnie udzieli się starszym widzom.

Żeby zasiąść na widowni warto zacząć od poznania Malali. Kim jest dziewczyna z kulą w głowie?

- To postać inspirowana Malalą Yousafzai, dziewczyną, która w wieku 17 lat dostała Pokojową Nagrodę Nobla. Kiedy o tym usłyszałem, zadałem sobie pytanie - dlaczego akurat ona? Szybko znalazłem odpowiedź. Jej historia jest pełna cierpienia, ale też heroizmu. Malala w wieku 11 lat zaczęła świadomie walczyć z opresyjnym systemem jaki talibowie wprowadzili na granicy z Pakistanem w dolinie Swat. Jej celem było uzyskanie prawa do edukacji dla dziewczynek w kraju. Swoje starania relacjonowała na blogu, opisując przy okazji, jak wygląda życie pod okupacją.

Historią Malali szybko zainteresowały się światowe media.

- Tak, zaczęło się od reportażu stacji BBC. Malala zyskała popularność i zaczęła zabierać głos publicznie. Z jednej strony jej walka była bardzo skuteczna, z drugiej strony niebezpieczna. Dziewczynka stała się groźna dla talibów. Na ich reakcję nie trzeba było długo czekać. Została postrzelona w głowę w drodze ze szkoły i... przeżyła. To najbardziej niesamowita część tej historii. To cud, przez który człowiek zaczyna się zastanawiać - przeznaczenie czy przypadek?

Czy nasze społeczeństwo jest w stanie w pełni zrozumieć postawę Malali?

- Tworząc ten spektakl zastanawiałem się, na ile my Europejczycy, na ile nasza młodzież byłaby w stanie podjąć walkę o idee i złożyć z siebie ofiarę na rzecz wyższych celów. Zależy mi, aby dotrzeć z tą refleksją do jak największej liczby osób w Polsce. Chciałbym historią Malali pobudzić i zainspirować młode osoby, zarazić ich autorytetem tej dziewczyny.

Spektakl nie jest jednak biografią. Czego widzowie powinni się spodziewać?

- Autorką scenariusza jest Ela Chowaniec, która zaproponowała historię Malali jako punkt wyjścia do pokazania opowieści o naszym świecie. Pojawiają się w niej wątki bliskie naszej kulturze i naszej geografii. Oprócz Malali, pojawi się też postać amerykańskiego chłopca i myśliwego. To, co ich łączy, to broń, a raczej kula - w rozumieniu dosłownym i przenośnym. W ten
sposób spektakl staje się opowieścią nie tylko o Malali, ale przede wszystkim o młodych ludziach.

Czy spektakl dla młodzieży ma inną formę, niż spektakl dla dorosłego widza?

- Spektakl dla młodzieży ma inną dynamikę, inny rytm, inny język. Stylistyka odpowiada współczesności. Jednak przede wszystkim chodzi o treść, ponieważ młody widz mierzy się z innymi problemami. Sedno tego, co może zainteresować młodzież, to pewien impuls, energia płynąca ze spotkania. Myślę, że tworząc Malalę, udało nam się uzyskać ten efekt. Zaprosiłem do spektaklu bardzo ciekawych twórców, m.in. Hankę Podrazę, projektującą odważne kostiumy, Katarzynę Proniewską-Mazurek, tworzącą minimalistyczną scenografię oraz Marcina Dymitera, komponującego muzykę elektroniczną. Połączenie tych form daje bardzo świeży i współczesny kształt.

Słyszałam, że pojawiają się również eksperymenty muzyczne, częściowo realizowane na żywo przez aktorów. Będzie dużo improwizacji?

- Będą mikrofony, będą nagrania, będzie muzyka puszczana z rekordera. Zostawiliśmy też trochę miejsca na improwizację, ale spektakl ma zamkniętą formę. Muzyki na pewno będzie bardzo dużo. Jej funkcja będzie różnorodna, przestrzenna, ciekawa.

Są też przemycone elementy edukacyjne. O jakich treściach mowa?

- Mówimy o treściach uniwersalnych, będących drogowskazami tego, jak poruszać się po świecie. Dotykamy takich tematów, jak edukacja czy miejsce kobiet w społeczeństwie. To problemy zawsze aktualne. Kobieta w krajach muzułmańskich jest w zupełnie innym położeniu, niż w krajach europejskich. I nie chodzi tu o wskazanie - kto ma lepiej, a kto gorzej, bo jedna i druga kultura ma korzenie patriarchalne. Dziś mija 100 lat od momentu przyznania kobietom w Polsce praw wyborczych. Warto o tym pamiętać, bo świat w jakim żyjemy nie był nam dany od wieków. Myślę, że spotykając się z Malalą dostaniemy okazję przejrzenia się w lustrze świata muzułmańskiego i wyciągnięcia wniosków. Ale są tu też inne ważne kwestie - otwartości, tolerancji, problem przemocy czy fascynacji militariami.

Wyciąganiu wniosków przysłużą się również warsztaty w ramach cyklu „Dorosłość”. Czy zajęcia już ruszyły?

- Tak naprawdę cykl warsztatów ruszył już od naszych pierwszych prób. Na początku spotkaliśmy się z młodzieżą. Przeczytaliśmy fragmenty naszego scenariusza w ich obecności. Rozmawialiśmy o sprawach, z którymi spotkają się podczas spektaklu. Było to dla nas bardzo wartościowe, ponieważ dostaliśmy jasną odpowiedź, że to, co robimy trafia w ich zainteresowania. Do tego wiele osób otworzyło się, podjęło z nami rozmowę o własnych problemach w domu, w szkole, w internecie.

Warsztaty są też skierowane do nauczycieli?

- Praca z nauczycielami na pewno będzie trochę inna. Chcemy ich zachęcić do twórczego podejmowania problemów, pokazać jak można pracować z młodzieżą, jak ją otworzyć na różne tematy. To spotkanie ma przede wszystkim sprzyjać nawiązywaniu relacji nauczyciel - uczeń.

Przyjechał Pan do Szczecina po kilku latach, czy to miasto to dobre miejsce na taki projekt?

- Jestem o tym przekonany. Teatr Współczesny to jeden z najlepszych teatrów w Polsce. Nie ukrywam też, że przyjeżdżając tu towarzyszyły mi duże emocje. W 2005 roku pracowałem jako asystent przy sztuce „Wyzwolenie” Anny Augustynowicz. Możliwość powrotu tu, to dla mnie ogromne wyróżnienie. Ale muszę też wspomnieć, że realizowałem także spektakl „Wodna opowieść” w Teatrze Pleciuga, który spotkał się z bardzo dobrym odbiorem na festiwalach w Polsce. Tak więc bardzo lubię Szczecin. Podoba mi ta przestrzeń, szerokość ulic, oddech, który można tu złapać i oczywiście ta bliskość morza (uśmiech).