MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Niektórzy tak żyją... Wyciągneliśmy mężczyznę z Pilchowa z nory

Agnieszka Grabarska
Mężczyzna, gdy go znaleźliśmy, leżał przykryty brudną kołdrą. Wokół walały się sterty śmieci i ubrań. Z sufitu zwisały kłęby pajęczyny.
Mężczyzna, gdy go znaleźliśmy, leżał przykryty brudną kołdrą. Wokół walały się sterty śmieci i ubrań. Z sufitu zwisały kłęby pajęczyny. Fot. Marcin Bielecki
Po sygnale od Czytelnika i naszej interwencji starszy, schorowany mężczyzna trafił do szpitala. Tam, gdzie mieszkał, najprawdopodobniej nie przeżyłby nocy.

Do chorego pana Jana, siedemdziesięciolatka, dotarliśmy w samą porę. W ruderze pod lasem, gdzie mieszkał, nie było prądu, wody i stałego ogrzewania. W pomieszczeniach nie było mebli ani podstawowych sprzętów gospodarstwa domowego. Ogrzewał je jedynie prowizoryczny piecyk. Temperatura powietrza na zewnątrz wynosiła w tym czasie około minus 15 st.

Na podwórku w budach mieszka sześć psów i dzik. Spod zamarzniętych zwałów śniegu widać szczątki drobiu i resztki rozszarpanego przez psy surowego mięsa.

- Te zwierzęta to cały sens życia tego człowieka - przekonywała nas jedna z sąsiadek. - On codziennie szykuje im jedzenie i dba o legowiska. Dzięki temu chyba jeszcze jakoś funkcjonuje - opowiadała kobieta. Jak ustaliśmy, w utrzymaniu zwierząt pomaga Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

Z relacji sąsiadki wynikało, że samotny mężczyzna ma zaćmę.

- Schorzenie jest na tyle zaawansowane, że nawet jak przynosimy mu jedzenie, to po omacku wyciąga po nie ręce. Niewykluczone, że potrzebna mu będzie operacja - mówiła zmartwiona kobieta.

Dlatego postanowiła, że opłaci prywatną wizytę u lekarza i zawiezie pana Jana do specjalisty.
Konsultacja była zaplanowana za kilka dni. Nas zaniepokoił jednak fakt, że leżący na łóżku mężczyzna, choć oddycha miarowo, nie odpowiada na wołanie. Skontaktowaliśmy się z odpowiednimi służbami.

- Byliśmy w tym miejscu na patrolu wczoraj - zapewnił w telefonicznej rozmowie Ryszard Szremski, komendant Straży Miejskiej w Policach.

- Ten pan nie chciał pomocy, choć namawialiśmy go na nocleg w ciepłym miejscu. Był trzeźwy, a my nie mamy możliwości, aby w takich sytuacjach na siłę zabierać kogoś do schroniska - twierdzi komendant.

Po naszej interwencji, błyskawicznie zareagował jednak Ośrodek Pomocy Społecznej w Policach.
Kilkanaście minut po rozmowie telefonicznej, na miejsce pojechał pracownik socjalny.

Nasze obawy potwierdziły się. Do mężczyzny trzeba było wezwać lekarza.

- Pan Jan przyznał, że jest przeziębiony - mówi Gabryela Doba, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Policach. - Dlatego zdecydowaliśmy się wezwać pogotowie i odwieźć go do szpitala - dodaje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński