Niebezpieczne skażenie w Gryfinie. Będą problemy z wodą?

PAW
Chlorek rtęci znaleziono w ziemi w pobliżu ujęcia wody Tywa. Na razie woda jest zdatna do picia. W poniedziałek okaże się, czy niebezpieczna substancja dostała się do wód gruntowych.

- Woda badana jest codziennie, na razie nie stwierdzono żadnego skażenia - podkreśla Henryk Piłat, burmistrz Gryfina.

Niebezpieczną substancję - chlorek rtęci - znaleziono w ziemi w pobliżu ujęcia wody Tywa. Badania będą powtórzone w poniedziałek.

- Jeżeli złe wyniki się potwierdzą trzeba będzie podjąć szybką decyzję o wywiezieniu całego skażonego gruntu - mówi Henryk Piłat.

Na razie nie wiadomo, czy substancja przedostała się do wód gruntowych. Woda, która trafia do mieszkańców jest jednak czysta.

Badania wykazały, że im głębiej, tym stężenie niebezpiecznej substancji mniejsze. Jest więc nadzieja, że wody gruntowe pozostają czyste.

Burmistrz Gryfina zwołał dziś konferencję prasową, aby uspokoić mieszkańców.

- Niektórzy poddają się niepotrzebnej panice - powiedział i pokazał kartkę, którą znaleziono na klatce schodowej. Było na niej ostrzeżenie o skażonej wodzie. - Takiego zagrożenia na razie nie ma.

Burmistrz zapewnił, że jeśli poniedziałkowe badania wykażą, że istnieje jakiekolwiek niebezpieczeństwo, mieszkańcy zostaną o wszystkim poinformowani.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
fx

Pracowałem kiedyś w państwowej firmie. Sanepid był tam co miesiąc i zawsze coś znalazł. Właził wszędzie i zazwyczaj kończyło się mandatem, albo co najmniej protokołem do poprawki. Zakład padł na pysk, poszedłem do pracy do prywaciarza kilka ulic dalej. Tam ten sam sanepid przychodził raz na pół roku, pani wypijała kawę i szła tam, gdzie szef chciał ją zaprowadzić, pokazywała co ewentualnie poprawić, a mandatu nie było nigdy. Po trzech latach przeszedłem do pracy "w państwowym", kilka ulic dalej. I znów ten sam sanepid przychodził praktycznie co miesiąc, właził gdzie chciał i praktycznie za każdym razem było "za negatywny wynik kontroli"....

Dodaj ogłoszenie