Nie mogą jechać do Włoch

Sławomir Włodarczyk, 8 stycznia 2005 r.
Rolnicy nie mogą sprzedać bydła za granicę bez zgody lekarza weterynarii. Wszystkiemu winne przepisy unijne i brak pieniędzy na badania zwierząt.

Gospodarze za kilogram żywca wołowego dostają w skupie około 3,5 złotego. Więcej mogą zarobić u pośredników. Na przykład u tych, którzy eksportują krowy do Włoch. Ci płacą za żywiec dwa razy tyle.

Przebadane tylko 23 procent

Niestety, krowy nie pojadą na Półwysep Apeniński. By opuściły kraj, zgodę na transakcję musi wydać lekarz weterynarii. Medycy bezradnie rozkładają ręce.

- Wydanie świadectwa zdrowia zwierzęcia byłoby możliwe, gdyby wszystkie stada w regionie przebadane zostały na obecność brucelozy, białaczki i gruźlicy - tłumaczy Jerzy Jan Nałęcz, powiatowy lekarz weterynarii w Drawsku Pomorskim. - Niestety, dotąd przebadaliśmy zaledwie około 23 procent bydła. Na resztę brakuje pieniędzy. Nie mając kompletnych wyników, nie mogę wydać świadectwa. To byłoby przestępstwo.

Chora jedna na dziesięć

Skąd ta białaczka? Zdaniem weterynarzy, to spadek po pegeerach.

- Kto wtedy myślał o badaniach. Kontrole były pobieżne. Wirus rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Funkcjonowały gospodarstwa, gdzie niemal całe stado cierpiało na białaczkę. Czas pegeerów dobiegł końca, a zakażone krowy sprzedano rolnikom.

Do dziś w województwie zachodniopomorskim weterynarze wykryli i oznakowali około 10 tysięcy krów z białaczką na ponad 100 tysięcy przebadanych sztuk. Ich zdaniem, praktycznie co roku pojawiają się nowe schorzenia, które należałoby eliminować. Nie czyni się tego, ze względu na brak pieniędzy.

Najwięcej powodów do zmartwienia mają hodowcy na południu województwa, w powiatach: świdwińskim, łobeskim, szczecineckim i drawskim. Tam - zdaniem lekarzy - jest najwięcej chorych krów, tam też było najwięcej pegeerów.

Nieoznakowane trzeba zabić

Mimo, że program walki z krowią białaczką funkcjonuje już od 15 lat, to rolników i hodowców wciąż nie stać na badania i drogie lekarstwa. Ale nie tylko. W 2003 roku prowadzono akcję znakowania zwierząt. Okazuje się, że nie wszystkie sztuki zostały nim objęte, głównie wskutek zaniedbań rolników.

- Gdy podczas kontroli stada znajdę nieoznakowane zwierzę, muszę je zabić i utylizować. Sprawa trafia do sądu, gospodarz nie ma prawa do odszkodowania. Takie przypadki już miały miejsce - przyznaje doktor Nałęcz.

Z ubojem zwierzęcia sprawa też nie jest prosta. Rolnik musi uboju dokonać w rzeźni, jeśli czyni to na własne potrzeby, mięsa nie może sprzedać. Gdy lekarz weterynarii na podstawie systemu identyfikacji, stwierdzi, że liczba sztuk w stadzie się nie zgadza się, zobowiązany jest powiadomić organy ścigania.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie