Morze wyrzuciło butelkę z listem, który zrozpaczony ojciec napisał do zmarłej córki! Znaleźli go turyści na plaży w Łebie

Robert Gębuś
Robert Gębuś
To miała być zwyczajna, urlopowa wycieczka rowerowa po plaży, a stała się spotkaniem z dramatem rodzica przepełnionego rozpaczą po śmierci dziecka. Para odpoczywająca w Łebie znalazła na piasku wyrzuconą przez morze butelkę z poruszającym listem ojca do córki, napisanym dwa miesiące po jej śmierci.

Zakorkowana, przezroczysta butelka w kwiatki jest w doskonałym stanie. Wewnątrz zwinięta w rulon kartka z napisanym odręcznie listem również nie wygląda na starą. Wszystko wskazuje na to, że została wrzucona do morza niedawno. Wypoczywająca w Łebie para turystów znalazła butelkę podczas rowerowej wycieczki plażą do Lubiatowa. Zauważył ją Andrea, Włoch i pokazał swojej przyjaciółce, Elżbiecie.

– Butelka leżała na piasku, wyrzucona przez morskie fale. Początkowo pomyśleliśmy, że to liścik włożony do butelki dla zabawy przez nastolatkę. Kiedy to zaczęłam czytać, moje serce niemal pękło. Nie mogłam powstrzymać się od łez. Nie byłam w stanie się opanować – wspomina pani Ela.

Morze cierpienia

List wewnątrz butelki okazał się poruszającą korespondencją z ojca z córką Wiktorią, która zmarła prawdopodobnie 15 maja. Pisze w niej o bólu, tęsknocie i pustce, której nie potrafi niczym zapełnić. Słowa mężczyzny, napisane drobnym, ale równym i czytelnym charakterem pisma, zajmują obie strony zwiniętej w rulon kartki.

"15 lipca mijają dwa miesiące od Twojej śmierci.(...) Czekam, kiedy przyjdziesz do mnie, przytulisz się do mnie i uspokoisz, mówiąc, że jest Ci już dobrze. Wtedy może mój ból osłabnie i nadejdzie ukojenie. Dlatego czekam tego dnia, kiedy zobaczę Cię znowu uśmiechniętą. Na tym kończę mój list do Ciebie. Powierzam go morzu, a Tobie córeczko mówię: żegnaj i do zobaczenia. Twój na zawsze kochający Tato. P.S. Kocham Cię Wiktorio."- pisze ojciec dziewczyny. Na końcu listu narysował serce.

Przez przezroczyste szkło butelki przebijają się tylko fragmenty listu. Nie wiadomo kim jest Wiktoria, w jakich okolicznościach odeszła. Nie wiadomo, w którym miejscu jej ojciec powierzył morzu swoją zamkniętą w butelce rozpacz. Ale można się domyślić, że nie chciał, by została otwarta. Jego pragnieniem było, by butelka pozostała w morzu.

Dlatego znalazcy postanowili przekazać ją Jarosławowi Stachewiczowi, kapitanowi jednostki "Hunter" z Łeby, która wypływa w morze wraz z turystami i wędkarzami morskimi.

W sobotę kapitan wrzucił butelkę do morza w odległości 36 mil morskich od brzegi Łeby. Podał też współrzędne GPS miejsca, w który butelka ponownie trafiła do morza.

– Długo pływam, ale pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy butelkę z listem wrzucam do morza. To bardzo poruszająca historia – przyznaje Jarosław Stachowicz.

Morze przyjęło ojcowskie cierpienie, wielkie jak ono same. Oby morze ten ból pochłonęło, a mężczyzna znalazł ukojenie.

Pentagram z krzyżem, listy sprzed lat, tajemne znaki – zapiski dawnych mieszkańców docierają do współczesności. ZOBACZ GALERIĘ i poznaj pomorskie ślady sprzed wieków >>>

Odkrycia na Pomorzu. Pentagram z krzyżem, listy, tajemne zna...

Kryzys klimatyczny, kryzys demograficzny?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Emi
Smutna historia... i wzruszająca :(

Dziękuję Wam za szacunek i poświęcenie swojego czasu w czasach, gdzie nikt nie ma na nic czasu..
Dodaj ogłoszenie