Molestował Jarka, kiedy ten miał ledwie 11 lat. Piekło trwało cztery lata

Maciej Czerniak, DAN
- Nie będę o tym rozmawiał. Proszę się tą sprawą w ogóle nie zajmować. Postępowanie jest w toku - mówi Krzysztof P., który wiedzie już nowe życie, poza zakonem
- Nie będę o tym rozmawiał. Proszę się tą sprawą w ogóle nie zajmować. Postępowanie jest w toku - mówi Krzysztof P., który wiedzie już nowe życie, poza zakonem Pixabay/zdjęcie ilustracyjne
Udostępnij:
Molestował Jarka, kiedy ten miał ledwie 11 lat. Piekło trwało cztery lata. Nawet w rodzinnym domu chłopca. Była zbrodnia, nastąpiła kara. Teraz jest nowe życie - wypełnione muzyką sakralną. Ofiara została z nerwicą i uzależnieniami. Chce 2 milionów zł odszkodowania.

Jarek po raz pierwszy trafił do psychiatry w 2001 roku. W aktach sądowych sprawy, którą wytoczył przeciwko klasztorowi Franciszkanów w Pakości i przeciw (byłemu już) bratu Sewerynowi, znajduje się adnotacja z tamtego czasu - „obserwacja w kierunku psychozy”.

Nadziei szukał w kościele

Brata Seweryna poznał mniej więcej w tamtym okresie. Sam, przesłuchiwany w czasie procesu, który trwa w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy, wskazuje, że mógł to być rok 2001, ale równie dobrze 2002. W każdym razie był już ministrantem.

„Służba liturgiczna była dla niego odskocznią od problemów rodzinnych” - brzmi cytat z pozwu, który w 2014 roku został złożony w bydgoskim sądzie przez pełnomocnika Jarka.

Od dzieciństwa zresztą był bardzo religijny. Jako jedenastolatek sam wykonał niewielki ołtarzyk. Modlił się przed nim w swoim pokoju, w rodzinnym domu w Pakości. Od zawsze było tam biednie, a atmosferę przesycała przemoc i groźby. Wciąż urządzane były libacje.

- Rodzice wychowywali nas agresywnie. Był alkohol. Zawsze, kiedy ojciec przyjeżdżał, w soboty, w niedzielę oboje byli pijani - lata później zezna w sądzie.

W gimnazjum, do którego chodził, odbył się zlot Młodzieży Franciszkańskiej. Pośród młodych ludzi zgromadzonych na szkolnej sali gimnastycznej byli rzecz jasna bracia zakonni z Klasztoru i Centrum Powołania Franciszkańskiego w Pakości. Przyszedł i brat Seweryn. To imię zakonne Krzysztofa P. Został tam niewiele wcześniej przeniesiony dekretem wydanym przez o. Adama Ryszarda Sikorę OFM, ministra prowincjonalnego prowincji św. Franciszka z Asyżu w Polsce.

Spowiedź to sprawa osobista. Z reguły się o tym nie rozmawia. Ksiądz w rozmowie "Super Expressem" wyjawił jednak nieco szczegółów dotyczących spowiedzi ze współżycia. W wierze katolickiej seks nie zawsze jest dobrze oceniany. Co jest grzechem? Zobaczcie w dalszej części galerii.

Ksiądz wyjaśnia jak spowiadać się ze współżycia! Antykoncepc...

Pierwszy kontakt

„List posłuszeństwa” podpisany przez zakonnika ma w sobie coś z prostoty i czystości idei franciszkańskiej. To raptem kilka zdań opatrzonych cytatem w reguły zakonnej: „Proszę przenieść się z Poznania do klasztoru w Pakości w charakterze katechety”.

Z zeznań Jarka wynika, że to zakonnik jako pierwszy zainicjował z nim kontakt. Podszedł do chłopca stojącego wśród młodzieży na sali gimnastycznej i zapytał, czy ma na imię Jarek. - Powiedział, że ojciec Kamil mówił mu o mnie.

Chłopiec znalazł w bracie Sewerynie opiekuna i nawet pewien autorytet. Zaufał mu i opowiedział o problemach w domu.

W procesie w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy, w którym Jarek, liczący teraz 28 lat, żąda od zakonu i od byłego o. Seweryna zadośćuczynienia w wysokości 2 mln zł i wypłacanej co miesiąc renty, przesłuchano również braci zakonnych. O ich przesłuchanie przed sądem wnioskował zresztą sam pozwany.

We wniosku o powołanie na świadków współbraci w wierze i regule zakonnej znajduje się fragment: „Pozwany stanowczo zaprzecza, jakoby zakonnicy w Pakości widywali Krzysztofa P. (byłego o. Seweryna) i Jarosława (imię zmienione, red.) za zamkniętymi drzwiami w jego pokoju i tolerowali ten fakt przez wiele lat. Zaprzecza, by bracia zakonni mieli wiedzę o tym, że takie spotkania miały miejsce. Jarosław był znany zakonnikom w Pakości, wiedzieli o jego problemach rodzinnych, nadużywaniu alkoholu przez rodziców. Przychodził do P., ale nie do jego pokoju. Był w miejscach ogólnie dostępnych, w obejściu zabudowań klasztornych, pod furtą, na placu, przy kościele.”

Bo nie chciał go stracić

Rzecz w tym, że sam poszkodowany twierdzi inaczej. Według niego do pierwszego molestowania ze strony Krzysztofa P. doszło w Święta Wielkanocne „w klasztorze w Centrum Powołania Franciszkańskiego”. Po jakimś czasie Jarek zdał sobie sprawę, że to, do czego doszło, jest czymś złym. Kiedy powiedział o tym rodzicom, zbyli go. Nie chcieli mu uwierzyć, oskarżyli o zmyślanie. W aktach sądowych znajduje się wspomnienie Jarka z czasu, kiedy o „sprawie” poinformował już swoich rodziców. Mówił, że o. Seweryn przyszedł z kolędą do ich domu. Rozmawiał nawet z matką na osobności. Nic to jednak nie zmieniło.

„Molestował mnie nawet w domu rodzinnym” - zeznał Jarek. Zakonnik - jak wynika z relacji poszkodowanego, próbował odwieść chłopca od opowiadania o tej „sprawie”. Zupełnie, jakby chodziło o jakieś głupstwo. - Mówił, żebym się uspokoił, że nie chce mnie stracić”.

W opowieści chłopca nie wierzyli też franciszkanie. - To jest historia szyta grubymi nićmi - mówił nam jeden z nich. - Ten zakonnik był cholerykiem. Prędzej podejrzewałbym, że kogoś trzaśnie w twarz, niż że będzie molestował. Nie wierzę w to.

Akt odwagi nauczyciela

W maju 2005 roku Jarek trafił na obserwację do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie chorych „Dziekanka” w Gnieźnie. Z adnotacji na karcie leczenia: „Chłopiec lat 13 wcześniej leczony psychiatrycznie (w klinice w Świeciu, red.). Skierowany do szpitala z powodu zaburzeń w relacji z rodziną (agresja werbalna i czynna). Negował myśli i zamiary suicydalne.”

Dopiero nauczyciel z gimnazjum, Ryszard Kuflewicz słowa chłopca potraktował poważnie. - To jest religijny chłopiec. Jest ministrantem. Przyszedł do mnie i mówił, że nikt mu nie chce pomóc, że nie wie do kogo się zwrócić. Musiałem zareagować - opowiadał Kuflewicz. Poszedł z chłopcem do ówczesnej dyrektor Gimnazjum, Wandy Bańkowskiej. Wiosną 2007 roku zgłosili sprawę prokuraturze. Zakonnik został aresztowany jednak dopiero 8 stycznia 2008 roku.

Pismo z Watykanu

Sąd Rejowy w Inowrocławiu skazał go na cztery i pół roku więzienia za molestowanie seksualne „małoletniego” w latach 2002-2006. W 2009 roku wyrok podtrzymał Sąd Okręgowy w Bydgoszczy. Dodatkowo o. Seweryn dostał też dziesięcioletni zakaz pracy z dziećmi.

Po wyroku reakcja zakonu była natychmiastowa. 3 kwietnia 2009 roku o. Adrian Arnold Buchcik, minister prowincjonalny franciszkanów podpisał się pod aktem o treści: „W związku z wyrokiem sądowym (...) nakłada na Brata suspensę zabraniającą wykonywania wszystkich aktów władzy święceń wg. kanonu 1333.1. (...) Ponadto obowiązuje Brata zakaz noszenia stroju zakonnego”.

Na poczet kary więzienia zaliczono Krzysztofowi P. czas spędzony w areszcie tymczasowym. Wyszedł na wolność w 2012 roku.

W tym samym roku rozpoczęto procedurę wydalenia Krzysztofa P. z zakonu. Postępowanie zostało rozpoczęte stosownym dokumentem wydanym przez papieską Kongregację Nauki Wiary za czasów pontyfikatu Benedykta XVI. Podpisali się pod nim emerytowany arcybiskup Ratyzbony prefekt kongregacji Gerhard Ludwig Muller i arcybiskup tytularny Luis Francisco Ladaria.

- Podchodzimy do sprawy z całą powagą i jasno stwierdzamy, że dla tego typu zachowań nie ma miejsca u nas w zakonie - podkreśla o. Leonard Bielecki, rzecznik prasowy Kurii Prowincjonalnej Zakonu Braci Mniejszych (franciszkanów) w Polsce.

Kiedy Krzysztof P. przestał być o. Sewerynem, nie szukał już dla siebie miejsca w Pakości. Wyjechał do warmińsko-mazurskiego.

Kompozytor

Na początku grudnia 2014 roku znalazł pracę jako organista w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Jonkowie pod Olsztynem. I tam jednak długo nie zagrzał miejsca. - Przyjęliśmy go z otwartymi rękami, wiedząc co nieco o jego przeszłości - mówi ksiądz, który chce pozostać anonimowy. - Prowadził u nas chór parafialny. Odwdzięczył się za to w sposób bardzo niewybredny.

Co takiego wydarzyło się w kościele w Jonkowie? Ksiądz chce to zachować dla siebie.

P. pracuje teraz w olsztyńskiej parafii pw. bł. Franciszki Siedliskiej. Tam też gra na organach, prowadzi chór kościelny i komponuje muzykę sakralną. Zresztą partytury jego utworów do dzisiaj można znaleźć na stronie internetowej parafii, w której pracował wcześniej.

- Trzeba przyznać, że jest całkiem zdolny - mówi jeden z duchownych.

Specjalnie na dwudziestolecie olsztyńskiego chóru „Bel Canto” skomponował „Mszę jubileuszową”. Chórzyści wykonali utwór w listopadzie 2016 roku w bazylice konkatedralnej kościoła św. Jakuba w Olsztynie, a o wydarzeniu informowała nawet regionalna TVP. Występ odbył się pod batutą założyciela chóru i uznanego dyrygenta dr hab. Jana Połowianiuka, adiunkta w Instytucie Muzyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Krzysztof P. nie chce mówić o sprawie w Bydgoszczy ani o swoim wcześniejszym życiu: - Proszę się tą sprawą nie zajmować - to jego jedyny komentarz.

Milczy też pełnomocnik zakonu, adw. Agnieszka Kowalska ze Szczecina: - Obowiązuje mnie tajemnica adwokacka. Nie mam nic do powiedzenia.

O sprawie nie chce również mówić Jarek. - Nie jest jego wolą udzielanie komentarzy na temat procesu - mówi adw. Jan Montowski, który reprezentuje powoda przed sądem w Bydgoszczy.

Na potrzeby sprawy o odszkodowanie opinię dotyczącą stanu zdrowia Jarka przygotowali wspólnie prof. Aleksander Araszkiewicz, kierownik Katedry Psychiatrii w Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy i Iga Zdaniuk-Zienkiewicz.

W tej ostatniej procesowej opinii czytamy, że u Jarka stwierdzono „zaburzenia schizotypowe”. Natomiast „przebyte wykorzystywanie seksualne” poskutkowało u opiniowanego trudnościami „w nawiązywaniu i utrzymywaniu stałych związków, brakiem umiejętności wchodzenia w relacje międzyludzkie, preferowaniem życia w samotności.”

Ponadto specjaliści mówią o fakcie bycia wykorzystanym przez osobę, „którą uważał za autorytet i darzył zaufaniem”.

Sprawdź: Czy dałbyś radę żyć w celibacie? [QUIZ]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Molestował Jarka, kiedy ten miał ledwie 11 lat. Piekło trwało cztery lata - Gazeta Pomorska

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czytelnik
Pedofilia jest zbrodnią!  :angry:
 

 

A
Antyklerykał
NIE WOLNO gwałcić dzieci. Wszystko w temacie. :/
b
bluss
powinien dostać KŚ
T
Tylko CARITAS
Tak nie wolno
S
Savanarola
jest jedynym rozwiązaniem i daje pewność, że nie będzie krzywdził w przyszłości.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie