Moje spotkanie z Papieżem

Redakcja
Paweł Drumlak, były piłkarz Pogoni
- Z Papieżem spotkałem się w Watykanie 3 stycznia. Wrażenia z tego spotkania ciężko wyrazić słowami... To była chyba jedna z nielicznych wizyt w tym roku, gdy Papież cieszył się dobrym zdrowiem. Zupełnie co innego czuje się, gdyby się go bezpośrednio słyszy, czy widzi w oknie, gdy jest niemal na wyciągnięcie ręki. Nas od razu przywitał: "Pasy górą!" i tymi dwoma słowami zupełnie rozluźnił atmosferę. Miał wtedy z nami możliwość i chęć porozmawiania, choć już zdrowie zaczynało dawać mu się we znaki.

Agata Ostaszewska, uczennica I LO w Stargardzie

W Watykanie byłam 19 kwietnia 2004 roku. Nigdy bym nie pomyślała, że będę mogła być tak blisko Jana Pawła II. A zdecydował o tym przypadek. Telewizja Polska zorganizowała konkurs na życzenia z okazji 25-lecia pontyfikatu. Trzeba je było wysłać SMS-em. Zostałam jedną z pięciu laureatów konkursu. Wysyłając życzenia nie wiedziałam, że nagrodą jest wyjazd do Rzymu. Podróż zorganizowała dla nas fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia". Mieliśmy wziąć udział w audiencji generalnej, ale okazało się, że będzie to spotkanie w kameralnym gronie. Gdy zobaczyłam papieża, po twarzy popłynęły mi łzy. To było niesamowite przeżycie. Patrzeć w jego oczy pełne dobroci i miłości do ludzi. Nigdy nie pomyślałabym, że tak szybko spełni się moje największe marzenie. Ojca Świętego cały czas mam w myślach. Gdy dowiedziałam się, że jest w ciężkim stanie bardzo płakałam. Moja mama również. Modlimy się, by jak najszybciej wyzdrowiał. Trudno jest pogodzić się z tym, że świat może stracić tak wielkiego człowieka.

ks. Jan Kazieczka, proboszcz Bazyliki Archikatedralnej

- Na prywatnej audiencji u papieża byłem dwa razy. Najpierw, przy okazji Roku Rodzin, jak Ojciec Święty oddał wszystkie rodziny pod opiekę Matki Boskiej Fatimskiej. Po raz drugi pojechałem z okazji 80 urodzin Jana Pawła II. Dla uczczenia urodzin papieża z Polic pobiegli do Rzymu maratończycy, ja wraz z władzami gminy, pojechałem autobusem, aby na miejscu przywitać sportowców. Na spotkaniu z Ojcem Świętym prosiłem o błogosławieństwo dla całej naszej diecezji. Zapamiętałem spokój papieża.
To nie były moje jedyne spotkania z Janem Pawłem II. Podczas jego pielgrzymki w 1987 r. zostałem przedstawiony papieżowi w szczecińskiej katedrze. Przyprowadziłem wtedy do Szczecina bosą pielgrzymkę z Choszczna. Byłem zdumiony, gdy po latach, w Rzymie, Ojciec Święty powiedział: a ja poznałem księdza w Szczecinie. Ma niesamowitą pamięć.

Barbara Warzeńska, malarka

- Spotkanie z Papieżem w Castel Gandolfo na pewno robi wrażenie na wszystkich. Miejsce, nastrój, dotyk ręki. To wszystko odbiera się inaczej. Jan Paweł II, to człowiek z niebywałą siłą wewnętrzną, która przebijała się jakby przez naszą skórę. Z Ryszardem, moim mężem spędziliśmy wtedy kilkanaście dni we Włoszech. Codziennie byliśmy w Rzymie. Mieliśmy okazję być także na mszy w Watykanie. Mieliśmy miejsca bardzo blisko ołtarza. My tacy maleńcy, a wokół ogrom dobroci i pięknej architektury. Tej doniosłości chwili, wzruszenia nie zapomnimy długo. Nasz Papież to człowiek jedyny na świecie, z niesamowitą charyzmą, siłą i wiarą w ludzi i świat.

Jerzy Kowalski, mieszkaniec Klinisk

Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć Ojca Świętego w 1979 roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie. To były lata, kiedy jego wizyty dawały nam nadzieje na lepsze jutro naszego kraju. On przywoził z sobą powiew wolności, tak wtedy potrzebny nam wszystkim. W 1984 roku pierwszy raz odwiedziłem papieża w Watykanie. Miałem to szczęście być na osobistej audiencji u Ojca z grupą goleniowian.
Jego dobroć, ciepło, uśmiech, to działa jak narkotyk. Człowiek w obecności Ojca Świętego nie potrafi pozbierać myśli, odezwać się. Nawet największy twardziel staje się miękki. Ktoś, kto nie przeżył takiego spotkania, nie zrozumie tego. Podczas pierwszej wizyty w Watykanie poprosiłem Jana Pawła II o błogosławieństwo dla wszystkich budowniczych i ludzi twórczych. Budowaliśmy wtedy kościół św. Jerzego w Goleniowie, a to były trudne czasy dla katolików i wznoszenia świątyń. Papież spojrzał na mnie i powiedział, że bardzo się cieszy, że nie proszę tylko o błogosławieństwo dla siebie i swojej rodziny, ale dla społeczności. To wspaniała postać. Kiedy jest się z nim w jednym pokoju, człowiek czuje na sobie jego przenikliwe spojrzenie, takie dalekie, ale nie ma szans, żeby przy nim skłamać, żeby go oszukać. Ma się świadomość, że wszystko wie o człowieku.

Przemysław Fenrych, wicedyrektor Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej

- Miałem okazję wiele razy spotkać papieża, ale szczególnie pamiętam dwa spotkania. Jedno miało miejsce w roku 1983, krótko po tym, jak wyszedłem z więzienia po internowaniu. Na Jasnej Górze papież spotkał się z wiernymi diecezji szczecińsko-kamieńskiej. Pamiętam, że mówił wyraźnie o "Solidarności". Akurat tak się stało, że poproszono mnie o wręczenia daru Ojcu Świętemu. To był witraż. Wraz ze mną dar wręczali Wojciech Gołąb, prawnik i Mieczysław Ustasiak, który też był świeżo po internowaniu. Biskup Kazimierz Majdański powiedział papieżowi o nas parę słów i papież każdego z nas przez dłuższą chwilę tulił do serca. Czułem się niemal jak Jan, tulony przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy.
Drugie spotkanie z papieżem odbyło się jesienią 1987 r. Po raz pierwszy od lat zostałem wtedy wypuszczony z kraju, dostałem paszport i pojechałem na staż do Rzymu. Bardzo zależało mi na zaproszeniu na mszę w papieskiej kaplicy. Ucieszyłem się, gdy je dostałem. Oprócz Ojca Świętego, w małej kaplicy, było jeszcze tylko kilku biskupów węgierskich, którzy właśnie przyjechali z wizytą, i domownicy. Po mszy papież z każdym rozmawiał. I to nie były żadne rozmowy o wielkich sprawach Kościoła, tylko takie zwykłe, ludzkie. Zapytał mnie o rodzinę. Gdy powiedziałem, że mam pięć córek, roześmiał się i powiedział: no, to teraz czeka pana pięciu zięciów.

Teresa Domardzka, ze Świnoujścia

- Gdy dotknęłam dłoń Papieża, poczułam niezwykłe ciepło. Gardło miałam ściśnięte, a z oczu poleciały mi łzy. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam płakać. To było coś nie do opisania. Dziś wiem, że przeżyłam najpiękniejsze chwile w moim życiu. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. A o wszystkim sprawił zwykły przypadek, a raczej wielkie szczęście. Wracaliśmy akurat z wczasów we Włoszech. To było w październiku 1996 roku. Postanowiliśmy po drodze zajechać do Rzymu, żeby zwiedzić Watykan, zobaczyć Bazylikę.
Nawet w najśmielszych marzeniach nie myśleliśmy o tym, że będziemy tak blisko Ojca Świętego. To był środek tygodnia. Zwykły dzień. Nawet nie byliśmy z żadną wycieczką czy pielgrzymką. Więc absolutnie nie liczyliśmy na spotkanie Papieża. Nawet, żeby chociaż z daleka zobaczyć Go w oknie. A tu nagle dowiadujemy się, że właśnie za chwilę zaczyna się oficjalna audiencja i możemy tam być! Czy to nieprawdziwe szczęście?!
Kilka godzin później okazało się, że to nie jedyne szczęście, jakie przytrafiło nam się tego dnia. Pod koniec audiencji wszyscy rzucili się do przodu, aby być jak najbliżej Jego, aby móc go dotknąć. My zostaliśmy z tyłu. A wtedy okazało się, że papież ruszył właśnie do tych, którzy zostali w tyle. Przejechał tuż obok nas i dotknęłam Jego dłoń. Byliśmy tak zaskoczeni, że mąż dosłownie w ostatniej chwili zdążył uwiecznić ten moment na zdjęciu. Wszystko trwało pięć godzin. W każdej chwili można było wyjść, ale przez ten cały czas nikt nie ruszył się z miejsca.

Andrzej Jęrzejewski, burmistrz Kamienia Pomorskiego

-Byłem u papieża dwukrotnie.Te spotkania będę pamiętał jako jedne z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Tym bardziej, że wypadły w okresie przełomowym w moim życiu osobistym. Wspominam Ojca Świętego jako bardzo ciepłego człowieka, szczerze zainteresowanego sprawami wiernych. Pierwszy raz pojechaliśmy do Watykanu w kwietniu 2001r. jako delegacja samorządowców z Kamienia. Okazało się, że nie mieliśmy dla papieża decyzji o honorowym obywatelstwie Kamienia.
Postanowiliśmy naprawić ten błąd. Dwa dni po powrocie miałem poważny wypadek samochodowy. Przez wiele miesięcy byłem w szpitalu. Jadący ze mną znajomi nie przeżyli. Wiele osób mówiło potem, że życie zawdzięczam wizycie i błogosławieństwu papieża. Gdy doszedłem do zdrowia zaczęliśmy szukać związków papieża z Kamieniem. Okazało się, że Karol Wojtyła jeszcze jako kardynał był w Kamieniu Pomorskim.
Radni podjęli decyzję o nadaniu Ojcu Świętemu tytułu honorowego obywatela miasta. I zawieźliśmy ten dokument papieżowi. Wziął go w ręce i uniósł wysoko jakby chciał się pochwalić, ze go dostał. Pytał też o nasze miasto. Obie wizyty trwały po kilka minut. Ale na wszystkich zrobiły ogromne wrażenie. Od kilku lat wysyłamy do papieża życzenia z okazji świąt i ważnych rocznic. Jan Paweł II odpowiada nam na nie. Ostatnie otrzymaliśmy kilkanaście dni temu z okazji Wielkanocy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie