Miss Polski Pomorza Zachodniego o przyszłości konkursów piękności i o własnej karierze. Zobacz ZDJĘCIA

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Małgorzata Molik, Miss Polski Pomorza Zachodniego, studentka prawa, a zawodowo starszy agent ds. wyważania samolotów, wbrew wszelkim hejterskim komentarzom udowadnia, że uroda i rozum nie wykluczają się. Wręcz przeciwnie, są swoim dopełnieniem. A każdy, kto jeszcze tego nie zrozumiał, powinien w końcu rozejrzeć się dookoła, bo nawet w konkursach piękności nie chodzi tylko o wygląd.

Kiedyś tytuł Miss określał tę najpiękniejszą reprezentantkę regionu lub kraju. Czy nadal jest to aktualne, czy w konkursie chodzi jedynie o urodę?

- Osobiście nie postrzegam tytułu Miss jedynie przez pryzmat urody. Patrząc na konkursy piękności, nie tylko regionalne, ale też te międzynarodowe, szybko można się zorientować, że wszystkie uczestniczki są tak piękne, że jury nie jest w stanie wybrać „tej jednej” na podstawie wyglądu. Pamiętam, że w trakcie prób sama miałam duży problem, żeby wskazać, która z nas ma największe szanse na zwycięstwo. Byłyśmy zupełnie różne. Właśnie, dlatego tytuł Miss musi być połączeniem piękna zewnętrznego z pięknem wewnętrznym. Poza tym uroda w końcu przeminie, nie można się do niej przywiązywać za bardzo (uśmiech).

ZOBACZ TEŻ:

Jednak to właśnie uroda ściąga spojrzenia publiczności na kandydatki na Miss i same Miss. Wiąże się to nie tylko z komplementami i zachwytem, ale też hejtem i szufladkowaniem. Jak sobie z tym radzić?

- To problem dotyczący nie tylko uczestniczek konkursów piękności. Jeszcze kilka lat temu pracowałam jako modelka. Chyba każdy zna ten stereotyp - ładna, głupiutka blondynka, co tylko uśmiechać się potrafi. Uwagi rzucane pod kątem wyglądu są przykre, ale nie można się nimi przejmować. Sama staram się je ignorować i iść dalej. Dyskusje z autorami złośliwych, hejterskich komentarzy są bezcelowe. Szkoda nerwów, bo każdy kto choć trochę zna specyfikę pracy w modelingu, wie że stereotypy, to tylko stereotypy. Dziewczyny bardzo o siebie dbają, są dobrze wykształcone, często studiują na odległość, zdobywają kolejne tytuły naukowe. Do tego pracują z daleka od domu i swoich bliskich. To nie jest łatwe.

Za zwiastun pozytywnych zmian na tym polu bierze się decyzję organizatorów konkursu Miss Ameryka - koniec występów w bikini. Czy to rzeczywiście coś zmieni?

- Oczywiście! Uważam, że występy przed jury i publicznością w bikini to zupełnie niepotrzebna konkurencja. Cieszę się, że tak duży konkurs jakim jest Miss Ameryka, zrezygnował z tego. Każda z dziewczyn ma inne ciało. Jedna czuje się z nim lepiej, druga trochę mniej. Jedna nie ma problemu z pokazywaniem ciała szerokiej publiczności, a druga ma i to bardzo duży. Narzucanie kobietom prezentacji w samej bieliźnie jest uprzedmiotawiające. Bo tak naprawdę, co sylwetka ma do tytułu Miss? Zwyciężczyni powinna godnie reprezentować region czy kraj, z którego pochodzi, angażować się w akcje charytatywne, szerzyć świadomość na temat najbardziej palących problemów, a nie się rozbierać.

Czy uczestniczka mogłaby się zbuntować i powiedzieć - w tym nie wystąpię?

- Niestety, ale mam wrażenie, że nie ma tu za dużego pola do dyskusji. Odmowa występu w jednej z kategorii najprawdopodobniej wiązałaby się z dyskwalifikacją. Dlatego nowy standard zaproponowany przez Amerykę powinien być przykładem dla innych. Trzeba wiedzieć, że czym innym jest pokazanie się w pięknej sukni, makijażu i fryzurze, a czym innym rozebranie się przed publicznością. Rozumiem, że dziś nagość jest powszechna - telewizja, filmy, magazyny, reklamy to wszystko kipi od tego. Tylko, że modelki promujące bieliznę albo stroje kąpielowe pracują w zupełnie innych warunkach. Na pewno nie muszą paradować przed tłumem, epatując swoim ciałem.

W konkursie, którego jest Pani zwyciężczynią, ta kategoria również Panią ominęła.

- Tak to prawda, nie musiałyśmy prezentować się w bikini podczas finałów. Bardzo się z tego ucieszyłam.

A jak wyglądały Pani przygotowania do konkursu?

- To był mój pierwszy konkurs piękności. Wcześniej dostałam kilka sugestii, że może powinnam spróbować swoich sił w podobnych wydarzeniach czy nawet w programach telewizyjnych, ale nie czułam, żeby było mi z tym wtedy po drodze. Szczerze mówiąc, nie przygotowywałam się szczególnie do decyzji o udziale w konkursie Miss Polski Pomorza Zachodniego. Do zgłoszenia namówiła mnie pani Ewa Kawka, stylistka fryzur z Choszczna, z mojej rodzinnej miejscowości. Pani Ewa była też członkinią jury. Stwierdziłam - dlaczego nie? Brzmi to jak fajna przygoda, a ja lubię przygody (śmiech). Wysłałam zgłoszenie, dostałam odpowiedź, a reszta potoczyła się własnym torem.

Teraz czas na kolejny etap konkursu w drodze do korony Miss Polonii. Czy coś zaczęło się już dziać w tej sprawie?

- Pierwszy termin ćwierćfinałów został odwołany przez wprowadzenie ograniczeń dotyczących zgromadzeń na obszarze Warszawy. Obecnie czekam na kolejne informacje. Wszyscy znaleźliśmy się w nowej i trudnej sytuacji, nie wiadomo czy konkurs odbędzie się zgodnie z planem, czy zostanie przeniesiony na przyszły rok. Póki co, skupiam się na obowiązkach Miss Polski Pomorza Zachodniego (uśmiech).

A należy do nich?

- Nie mam listy, którą muszę odhaczyć (śmiech). Moim zadaniem jest promowanie Pomorza Zachodniego w kraju. Na co dzień mieszkam w Warszawie, więc przychodzi mi to łatwiej. Niestety. obecnie nie ma zbyt wielu wydarzeń, w których mogłabym brać udział. Dlatego staram się podejmować inicjatywy na własną rękę. Jakiś czas temu pojechałam do Choszczna, gdzie zaangażowałam się w zbiórkę pieniędzy na operację dla potrzebującej dziewczynki.

Praca na pełen etat i obowiązki Miss nie kolidują ze sobą?

- Czasem trzeba się z kimś zamienić dyżurem, ale jeśli wcześniej się to zgłosi, kierownik nie robi kłopotu.

Koledzy i koleżanki z pracy byli zaskoczeni pani udziałem w konkursie? Jest pani kolejną Miss związaną z branżą lotniczą.

- Wszyscy bardzo ciepło przyjęli wiadomość o moim zwycięstwie. Dostałam mnóstwo gratulacji. Jedna z koleżanek wspierała mnie szczególnie mocno kiedy tylko dowiedziała się, że się zakwalifikowałam. Rzeczywiście, pracuję w branży lotniczej, ale nie jestem stewardessą. Pracuję jako starszy agent do spraw wyważania w firmie LS Airport Services na Lotnisku Chopina w Warszawie. To moja pierwsza etatowa praca i jestem z niej bardzo zadowolona. Z firmą jestem związana od ponad trzech lat. Do moich zadań należy planowanie załadunku oraz przygotowanie dokumentacji wyważeniowej dla samolotów, które wylatują z Warszawy, a także niektórych powracających do Warszawy. To odpowiedzialne zadanie, czasem trochę stresujące, ale bardzo to lubię.

Co teraz ma pani w planach?

- Jestem otwarta na wszelkie propozycje współpracy. Nie wiem jeszcze, co przyniesie przyszłość. Pierwszy raz spotkał mnie taki zaszczyt i mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się zrobić jak najwięcej dla innych.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Znane szczecinianki. Poznaj kobiety ze Szczecina, które osiągnęły prawdziwy sukces

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Borsq

Wygląda o wiele lepiej w lekkim makijażu, niż w tej ciężkiej konkursowej tapecie. Jest w niej naturalne piękno!

Dodaj ogłoszenie