Miller: Podobają mi się społeczne i socjalne pomysły PiS. Sami zgłaszaliśmy niemal identyczne

Dorota Kowalska
Leszek Miller: Jeśli PiS zlikwiduje OFE, to bardzo dobrze. Najwyższy czas skończyć z patologią stworzoną przez Buzka i Balcerowicza
Leszek Miller: Jeśli PiS zlikwiduje OFE, to bardzo dobrze. Najwyższy czas skończyć z patologią stworzoną przez Buzka i Balcerowicza Piotr Smoliński
O największym problemie rządu Prawa i Sprawiedliwości, Europie po Brexicie, niebezpieczeństwach, które na nas czyhają, i o tym, co uda nam się ugrać na szczycie NATO w Warszawie - mówi Leszek Miller, były premier i szef SLD.

Mam wrażenie, że podoba się Panu „dobra zmiana”.
Jeżeli ma pani na myśli zapowiedzi socjalne i społeczne, to owszem. W poprzedniej kadencji Sejmu zgłaszaliśmy jako SLD niemal identyczne postulaty. Gdybyśmy mieli większość w Sejmie, to byśmy je realizowali.

Czyli popiera Pan Prawo i Sprawiedliwość w kwestii socjalnych zmian czy ustaw, które wprowadzają?
Popieram nie Prawo i Sprawiedliwość, ale plany i pomysły, które służą ludziom. Sam wielokrotnie z mównicy sejmowej dopominałem się o nie. Żeby nie być gołosłownym: postulowałem podwyższenie kwoty wolnej od podatku, cofnięcie wieku emerytalnego, wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej, podwyższenie miesięcznej płacy minimalnej, likwidację umów śmieciowych, podwyższenie najniższych emerytur. Słyszę teraz, że takie same projekty są kierowane do Sejmu przez PiS. Jeśli twierdziłbym, że teraz mi się one nie podobają, to byłbym człowiekiem niepoważnym. Jeśli byłbym przeciw nim dla zasady, nie miałbym żadnych zasad.

A pozostałe zmiany proponowane przez nowy rząd: ustawa antyterrorystyczna, zmiany w prokuraturze, mediach, sądownictwie?
Wiele rzeczy mi się nie podoba. Na przykład jeśli chodzi o prokuraturę, to uprawnienia prokuratora generalne są zbyt daleko idące, chociaż trzeba też pamiętać, że do 2010 r. funkcje prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości były połączone i nikt nie twierdził, że są to rozwiązania niedemokratyczne. I minister Cimoszewicz był prokuratorem generalnym, i Barbara Piwnik także. Natomiast w tym przypadku chodzi nie tylko o scalenie tych stanowisk, ale o to, że obecny minister sprawiedliwości i jednocześnie prokurator generalny otrzymał dużo więcej kompetencji i uprawnień niż jego poprzednicy. Jeśli chodzi o ustawę antyterrorystyczną, to dopominaliśmy się w poprzedniej kadencji, aby ją wprowadzić, bo Polska jest jednym z niewielu państw, które takiej ustawy nie mają. Ale jak będzie wyglądało stosowanie jej w praktyce, tego nie wiemy. Trzeba poczekać, aby ocenić skutki jej obowiązywania.

Popieram nie PiS, ale plany i pomysły, które służą ludziom. Sam wielokrotnie z mównicy w Sejmie dopominałem się o nie

Uważa Pan, że spór wokół Trybunału Konstytucyjnego jest jeszcze w ogóle do rozwiązania?
Uważam, że bez pewnych zmian w konstytucji dotyczących Trybunału Konstytucyjnego nie da się go rozwiązać. Zapętliła się bardzo ta sprawa i jest ona wygodna zarówno dla opozycji, jak i Prawa i Sprawiedliwości. PiS umacnia swój wierny, twardy elektorat, a Platforma czy Nowoczesna wywierają presję na rząd nie bezpośrednio, ale poprzez instytucje europejskie. To wzmacnia ich pozycję w starciu z rządem.

I czym to się zakończy? Przecież ten spór nie może trwać w nieskończoność.
Nie wiem, czym się zakończy. Natomiast gdyby ugrupowania parlamentarne porozumiały się w sprawie zmian w konstytucji odnoszących się do Trybunału Konstytucyjnego, to można by ten problem rozwiązać, ale to mało prawdopodobne.

Jak Pan odebrał ostatnie wystąpienie prezesa Jarosława Kaczyńskiego na ostatnim kongresie PiS? Czymś Pana zaskoczył?
Jarosław Kaczyński powtórzył swoje znane już tezy, więc nie znalazłem w tym przemówieniu niczego zaskakującego. Z jednym wyjątkiem dotyczącym otwartych funduszy emerytalnych. Jeśli wypowiedź prezesa PiS oznacza zamiar likwidacji OFE, to bardzo dobrze. Najwyższy czas skończyć z patologią stworzoną przez Buzka i Balcerowicza.

Myśli Pan, że Mateusz Morawiecki to w przyszłości następca Jarosława Kaczyńskiego?
Byłbym zdumiony, gdyby tak się stało. Tym bardziej że jego plan praktycznie nie istnieje, a to, co jest, nie ma szans na realizację.

Dlaczego Pan tak uważa?
Po pierwsze, dlatego że mija już szósty miesiąc od ogłoszenia tego planu, a Morawiecki nie pojawił się jeszcze w Sejmie z pakietem ustaw, które są niezbędne, aby taki program mógł być wdrożony. A po drugie - na realizację tego programu nie ma pieniędzy. Jeżeli Morawiecki mówi, że trzeba zgromadzić około biliona złotych i prawie połowa z tego to mają być pieniądze unijno-budżetowe, to wymagałoby to, zwłaszcza po Brexicie, przebudowy już wynegocjowanej i opisanej perspektywy finansowej z Brukselą. A to mało prawdopodobne, zwłaszcza w obecnym klimacie stosunków między Polską a UE. Dalej Morawiecki zakłada, że z jakiegoś nieznanego powodu polskie firmy prywatne uruchomią 230 mld oszczędności, co wobec rosnącej niepewności i braku stabilności krajowej i międzynarodowej jest mało realne. Można więc założyć, że z owego uciułanego do programu 1 biliona złotych tak naprawdę zostanie 150 miliardów i to wcale nie prostych do pozyskania.
Prawo i Sprawiedliwość w ogóle proponuje wiele kosztownych zmian, chociażby programy „500+” czy „Mieszkanie+”. Skądś na to wszystko trzeba wziąć pieniądze, prawda?
Właśnie. Podstawowym problemem rządu Prawa i Sprawiedliwości jest to, że mnoży, słuszne zresztą, postulaty dotyczące spraw społecznych i socjalnych. Choćby odnoszące się do podwyższenie płac - Polska jest krajem, w którym średnie wynagrodzenie jest trzy razy mniejsze niż w krajach Unii Europejskiej. Więc - z jednej strony - pada wiele słusznych postulatów i segment wydatkowy w rządzie jest bardzo aktywny, ale drugie skrzydło, a więc ten segment rządu, który powinien zarabiać pieniądze, tworzyć warunki do szybszego wzrostu gospodarczego, lepsze warunki dla polskiej przedsiębiorczości, jest bardzo pasywny. Sytuacja jest taka, że padają kolejne zapowiedzi wydatków, ale nie padają kolejne propozycje pozyskania pieniędzy na te wydatki.

Ostatnio usłyszałam od prof. Bugaja, że tak jak kiedyś nie było alternatywy dla Platformy, tak teraz nie ma dla Prawa i Sprawiedliwości, bo opozycja jest słabiuteńka.
To nieprawda, zawsze jest jakaś alternatywa. Problem leży w jakości tej alternatywy. Można powiedzieć, że dzisiaj alternatywa dla Prawa i Sprawiedliwości jest taka sobie, ale pamiętajmy, że to początek kadencji i wiele rzeczy może się jeszcze zdarzyć.

A jak Pan ocenia opozycję? Platforma i Nowoczesna cieszą się mniej więcej podobnym poparciem, zdobywają około 18 proc., lewicy w ogóle nie ma.
Lewica jest, ale nie w Sejmie. Milion sto tysięcy obywateli, którzy głosowali na nią w ostatnich wyborach, przecież nie zniknął, nie wyjechał. Przy najbliższych wyborach ci ludzie będą mieli okazję się ujawnić, a od SLD zależy, czy będzie ich więcej, czy mniej. Natomiast to, że Sojuszu nie ma w Sejmie, to poważny kłopot, także związany z dostępem do mediów.

Wspomniał Pan o Brexicie, spodziewał się Pan takiego rozwoju sytuacji?
Nie, spodziewałem się, że zwolennicy pozostania w Unii Europejskiej zwyciężą niewielką większością.

Co, Pana zdaniem, oznacza Brexit dla Unii Europejskiej?
To się dopiero okaże, a na razie można kreślić różne scenariusze. Myślę, że ten najbardziej prawdopodobny to taki, że główni liderzy Unii Europejskiej wybiorą kurs na ściślejszą integrację. I to będzie integracja wokół strefy euro, co oznacza, że państwa, które są dzisiaj w tej strefie, będą stanowiły jądro Unii Europejskiej. Co więcej, będzie to integracja nie tylko ekonomiczna, ale też polityczna, do istniejącej już unii gospodarczej dojdzie jeszcze unia polityczna. Bardzo możliwe, że ta strefa będzie miała własny budżet, o takiej ewentualności przebąkiwano już jakiś czas temu, a może nawet własny parlament. Krótko mówiąc - to wszystko będzie zmierzało w kierunku Europy dwóch prędkości albo dwóch jakości. Będzie pierwszy sort i pozostała reszta.

Czyli my.
Tak, czyli my, bo Polska znajdzie się w tej gorszej reszcie. Polska, która od 2005 r. rządzona przez dwie prawice - platformerską i pisowską - nie zrobiła nic, aby wejść do strefy euro, mimo że składano różne zapowiedzi. Pani wicepremier Gilowska mówiła, że 2009 r. to najlepszy czas, aby wejść do strefy euro, a Donald Tusk co chwila rzucał datami, a to 2010 r., a to 2011, a to 2012. Tymczasem nie zrobiono nic, aby do strefy euro przystąpić. Ten czas jest stracony. To tym bardziej przygnębiające, że na dziesięć państw, które razem z Polską wchodziły do Unii Europejskiej 1 maja 2004 r., siedem jest w strefie euro, tylko trzy pozostają na zewnętrz: Polska, Węgry i Czechy.

Ale wielu ekspertów podnosi, że to wejście do strefy euro teraz byłoby bardzo niekorzystne.
Wiele osób mówi, że w ogóle nie powinniśmy wstępować do strefy euro, zapominając, że takie zobowiązanie poparte w referendum jest zapisane w traktacie akcesyjnym, który podpisaliśmy w 2003 r. Nie ma w tym zobowiązaniu konkretnej daty, bo ta kwestia leży w kompetencjach państwa polskiego, ale deklaracja leży na stole. Dla wielu ludzi wygodnie jest tak, jak jest. Tymczasem po Brexicie jeszcze wyraźniej widać, że wejście do strefy euro to nie tylko kwestia ekonomiczna, ale także polityczna. Po prostu: jeśli nie będziemy w euro, znajdziemy się na peryferiach i tyle. Jeśli ktoś tego nie rozumie, nie powinien zajmować się polityką.

Bardzo wiele dzieje się w Wielkiej Brytanii, jest rzesza osób niezadowolona z wyniku referendum, krąży nawet petycja o jego powtórzenie. Pan sobie wyobraża taką sytuację?
Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Brytyjczycy wypowiedzieli się w tej sprawie, nikt nie podważa wiarygodności referendum, nie tak jak w Austrii, gdzie podważono wynik wyborów. W Wielkiej Brytanii takich głosów nie ma. Referendum jest ważne i tyle. Natomiast należy pamiętać, że w systemie obowiązującym w Wielkiej Brytanii takie referendum nie jest wiążące. Parlament może uwzględnić jego wynik lub nie. I jest pytanie, co się na Wyspach w tej sprawie wydarzy. Bo - teoretycznie rzecz biorąc - można sobie wyobrazić, że brytyjski rząd i parlament powiedzą, że - owszem - taki jest wynik referendum, ale oni nie zamierzają go wykonać. I premier Wielkiej Brytanii nie zgłosi oficjalnie na spotkaniu Rady Europejskiej wniosku o wyjście z Unii Europejskiej, a zgodnie z prawem unijnym dopóki szef brytyjskiego rządu tego nie zrobi, Wielka Brytania jest członkiem Unii Europejskiej.
Niektórzy sugerują, że jest możliwy podział Zjednoczonego Królestwa, bo tak Szkocja, jak Irlandia Północna chcą pozostać w UE, rozważają więc referenda wolnościowe.
To jest możliwe. Być może Cameron będzie tym premierem, który rozpoczął demontaż dwu unii: europejskiej i brytyjskiej. Jeśli teraz Szkoci czy inni będą chcieli z niej wychodzić, to będzie także problem dla Camerona, który nie musiał przecież robić referendum. Przeprowadził je dla potrzeb wewnętrznych, chciał umocnić swoją pozycje w partii. Bronisław Komorowski też w czasie kampanii prezydenckiej wpadł na pomysł, aby zrobić referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych.

A rozumie Pan, dlaczego Nigel Farage, który namawiał Brytyjczyków do wyjścia z UE, zrezygnował w przewodzenia brytyjskim eurosceptykom?
Bardzo możliwe, że przetasowania, które teraz mają miejsce, bo pozostaje pytanie, kto zostanie premierem po rezygnacji Camerona…

Chyba nikt się do tego nie pali, nie uważa Pan?
To się może brać stąd, że najważniejsi gracze nie chcą przejmować odpowiedzialności w połowie kadencji, tylko czekają na nowe wybory. Chcą mieć pewność, że po wyborach będą mieć przed sobą pełną kadencję. Ale pewnie jest też sporo zamieszania, bo zwłaszcza przeciwnicy Unii nie wiedzą, co teraz robić. Zwyciężyli, ale nie bardzo wiedzą, jak posuwać się dalej.

Dla mnie to niepojęte: przez całe miesiące politycy, czy pewna ich część, namawiają Brytyjczyków do wyjścia z Unii i kiedy wreszcie cel osiągają, okazuje się, że nie wiedzą, co robić. Jak to możliwe?
Okazuje się, że możliwe, bo planu nie mają i dlatego rozumiem europejskich liderów, którzy naciskają na Camerona, aby szybko złożył wniosek o wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Takie sprawy powinny być załatwiane bez zbędnej zwłoki. Jeżeli Cameron nie będzie chciał tego zrobić, podobnie jego następca, to będzie sytuacja przedziwna: wszyscy będą wiedzieli, że większość Brytyjczyków chce wyjścia z UE, ale rząd Wielkiej Brytanii nie będzie składał odpowiedniego wniosku, wobec tego Wielka Brytania pozostaje w UE. Natomiast to, że Brexit miał miejsce na Wyspach, nie jest zaskoczeniem, bo niewątpliwie z największych państw Unii Europejskiej to Wielka Brytania była najbardziej eurosceptyczna. Wywalczyła sobie zresztą wiele przywilejów. Margaret Thatcher wywojowała tzw. rabat brytyjski, czyli specjalne zwolnienie z wysokości składki, potem jej następcy wywalczyli protokół brytyjski ograniczający stosowanie Karty Praw Podstawowych, Polska się do tego przyłączyła, zupełnie niepotrzebnie. Na Wyspach zawsze wyczuwalny był swoisty dystans do kontynentu. Nawiasem mówiąc, Wielką Brytanię też blokowano, bo dwukrotnie Francja, a konkretnie prezydent Charles de Gaulle, wetowała wnioski Wielkiej Brytanii o wstąpienie do UE. Brytyjczycy wstąpili do UE dopiero w 1973 r. Małżeństwo Unii Europejskiej z Wielką Brytania nie było płomienne, raczej nacechowane wzajemną rezerwą. Cameron wielu irytował, działał na nerwy, a Wielka Brytania była kotwicą, która trzymała UE na uwięzi, jeśli chodzi o głębsze zamiary integracyjne. Teraz ta kotwica się zerwała. Więc europejscy liderzy będą chcieli przyśpieszyć, będą naciskać na Camerona, aby zgłosił formalny wniosek o wyjście z Unii, co umożliwi im kolejne działania integracyjne i tworzenie Europy dwóch prędkości czy - jak kto woli - dwóch jakości. Nawiasem mówiąc, mam nadzieję, że Bruksela zerwie ostatecznie z poprawnością polityczną i powie wyraźnie, że Turcja i Ukraina nie zostaną przyjęte do Unii Europejskiej.

Myśli Pan, że na szczycie NATO osiągniemy to, co chcemy?
Coś tam pewnie osiągniemy, ale jeśli słuchać niektórych wypowiedzi, na przykład Niemców czy Francuzów, którzy mówią, słusznie zresztą, że warszawski szczyt w żadnym wypadku nie powinien mieć charakteru konfrontacyjnego wobec Rosji, to nie będzie szczyt spełniający wszystkie oczekiwania rządzącej w Polsce ekipy. Nie bez powodu zaraz po szczycie NATO zaplanowano spotkanie Rosja - NATO. Więc spełnienia wszystkich oczekiwań Macierewicza bym się raczej nie spodziewał, choć szczyt w Warszawie zostanie ogłoszony jako wiekopomny sukces.

A jak Pan w ogóle ocenia ministra Macierewicza? Platforma złożyła właśnie wniosek o wotum nieufności wobec szefa MON. Wniosek oczywiście przepadł, a minister Macierewicz będzie miał swoje pięć minut podczas szczytu.
To jest pomyłka, niestety. On nie ma predyspozycji do pełnienia tego typu urzędu. Jego wypowiedzi są niesłychane. Pamiętam, jak mówił, że Polska jest bezbronna. Minister obrony narodowej mówi o kraju będącym w NATO, że jest bezbronny? Podważa takimi słowami nie tylko siłę militarną swojego kraju, ale całego NATO. Bo okazuje się, że można być w NATO i można być bezbronnym. Albo wprowadzenie do apelu poległych nazwisk ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Albo opowieści, że Rosja wypowiedziała nam wojnę. To wszystko przypomina klimat „Lotu nad kukułczym gniazdem”.

Ale pozycja ministra Macierewicza wydaje się niezagrożona.
W tym rządzie jest na pewno niezagrożona. Macierewicz używa betonowej i wojennej retoryki, która na pewno podoba się liderom Prawa i Sprawiedliwości, ale czy podoba się liderom NATO? Raczej wątpię.

Wideo

Materiał oryginalny: Miller: Podobają mi się społeczne i socjalne pomysły PiS. Sami zgłaszaliśmy niemal identyczne - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Ale czy monsieur Miller nie czyni podstawowego błędu? Jak można samego siebie całe życie policzkować? Gdzie jest lewicowiec, który ma w poszanowaniu lewicowego monsieur Millera. I nie wspominając nic o tym, że owi lewicowi nie wydają cienia atencji wobec lewicowych wyborców. Za to są wśród nich, i lewicowych z nazwy, całe zaciągi z rodzaju: wypachniony Tobacco Vanille, miast Przemysławką. Wciśnięty na jagnięcy welur w Chevrolet, miast w Fiat Bambino, itp. Gdyby było nieco inaczej, wówczas ten dzisiejszy program PiS byłby już wprowadzony przez lewicę z 20 lat wcześniej.

Kawiorowo-jaguarowa lewica, nie mówmy o nazwiskach, poczyniła z lewicowości przysłowiowy sklep samoobsługowy.
Ile do niego towaru wrzucono, zaraz sami wszystko zagarnęli, zapominając o nakarmieniu tych, którzy towar produkują.
Po czym na dokładkę porobili się, i w swoim TVN, samorodnymi autorytetami. I cóż od wszystkiego i dla wszystkich, brr!

Ta właśnie lewica, a innej nie było, poczyniała z wyborców baranów, a partię SLD rozmyła na jednosobowe Spółki z o.o.
A kiedy PiS wygrał - po 25 latach lewicowego obżarstwa, rwania wszystkiego co się da na notarialną własność i konto - lewicowy establishment, samozwańczy, wyległ masowo z czeluści i wprost do swojego TVN z gładkim oratorstwem g.Gazeta & Co, pt.: „Cuda nad Wisłą, lud zwariował, ogólnoświatowy kataklizm”. No, prawdy nie mogli napisać, i też jej nie napiszą. I choćby takiej, że właśnie nastąpiła dziejowa właściwość, że lud zmądrzał. I gdzie na lewicy jest taki ktoś, który by powiedział: „Miało być żytko, a wyszło proso, bo nasiona pomieszano. Zasiano azjatyckie, miast holenderskich.

Jeśli PiS jest niezniszczalnym, i takim już pozostanie, wówczas przynajmniej charyzmatyczny polityk lewicy Miller powinien zaopatrzyć się w osobisty program, więc w charyzmatyczny i stały. Oto jego krótki wycinek:

-popieram PiS, bo służy ludziom i krajowi! PiS nie jest perfekcyjnym i nie będzie, jak zresztą każdy inny z nas
-firmie jednorodnej jest potrzebne nowatorstwo i świeże zastępy myślicieli. W innym razie one karłowacieją, vide SLD
-stanie się nowatorstwem, jeśli stworzy się kooperację z PiS. W założeniu powołanie neo lewicy, pt.: „Miller i Młodzi”
-leciwy SLD, i który bez żadnej możliwości jego renowacji, niech przejdzie w stan wypoczynku i daleko poza media

Zakładamy, że powstał organ lewicowy „Miller i Młodzi” (MiM). Z kolei jakie wystąpią korzyści i tendencje w wyborach 2019 roku? Ooo, jest i stosunkowo łatwym do przewidzenia. Więc niektóre z nich i jakie są całkiem realnymi do osiągnięcia:

-Miller i Młodzi - 12 do 14 proc.
-SLD - 6 proc.. I co wówczas, jak zostanie ustawiony na pozycji: cichy kibic „MiM” i bez szpanu gwiazd o nikłym image
-PO - 8 do 10 proc. I co w przypadku, jeśli wymienią w niej CEO na postaci, za którą nie trza się wstydzić i chować
-KOD - 4 proc. Alimenty popłacono, twardogłowy resort PZPR & GW przechodzi na wysłużone w PRL emerytury
-N - 4,99 proc. I owszem, bo już z wliczonym błędem statystycznym. Sam Petru na kontrakcie u banksterów z NYC
-KORWIN - 2 proc. Albowiem ten w dalszym ciągu zapomniał, jak w zwyczaju, o typowym programie wyborczym
-PiS - 38 do 42 proc.

PS. Jest prawdą, zastęp Monsieur Millera głosował przeciwko projektowi POPSL: „Niewolnictwo Polaka mija od 70-tki”
Artykuł z Monsieur Millerem przeczytano z zainteresowaniem, dziękuję za uwagę, miłego Weekend!
H
Hans bleib do
a kto im to wmówił że są zdolni wykształceni i kreatywni?
skoro się nadają tylko do zamiatania Londynu i podcierania d.p starym SSmanom w Rajchu
p
podatnik
Ten członek zabierający głos jest przykładem,że Naród godzi się na to, żeby PRL bis w dniu 8 lipca 2016 był bardziej kolonią niewolniczą , stworzoną przy stole zwanym okrągłym i podczas pijackich libacji w Magdalence pod polityczną mafię, kolesiów, przekrętów, złodziejstwa i niespotykaną arogancję władzy! Bardziej miejsce dla kombinatorów, gdzie zwykły człowiek jest niczym, a przestępców się chroni niż krajem. Zwykły człowiek nie odczuwa że to "jego kraj", gdzie miliony młodych, zdolnych, wykształconych, kreatywnych ludzi wyjechało za przysłowiowym chlebem? Gdzie przyzwoity człowiek nie ma szans na pracę, bo ją po znajomości dostają kolesie, gdzie na badania czy operację czeka się kilka lat. Tak wygląda z bliska obalenie komunizmu a dokładniej sprywatyzowanie PRL'u czyli jedyną karą jest uspołecznienie majątku SB'ków, towarzyszy i członków, aktualnych posłów, senatorów a nie to śmieszne posunięcie z obniżką emerytur byłym UB'kom!
ś
św.NH
Szumowiny LSD ciągle gdaczą jak kury po zniesieniu jaka Lenina!
H
Hans bleib do
Żółnierzy Wyklętych, którzy takim komunistom jak ty strzelali w łeb hehe
Dodaj ogłoszenie