Mateusz Łęgowski z Pogoni Szczecin: Wiara jest i będzie w nas do końca

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Mateusz Łęgowski (99.) debiutował w PKO Ekstraklasie w sierpniu 2021, a do tej pory rozegrał 17 spotkań. Cztery razy wychodził w podstawowym składzie
Mateusz Łęgowski (99.) debiutował w PKO Ekstraklasie w sierpniu 2021, a do tej pory rozegrał 17 spotkań. Cztery razy wychodził w podstawowym składzie Andrzej Szkocki
Udostępnij:
Piłka nożna. Wierzymy, że wszystko się jeszcze może zdarzyć. Każdy wie, jak specyficzna jest polska ekstraklasa - mówi Mateusz Łęgowski, pomocnik Pogoni.

Po porażce z Rakowem sytuacja Pogoni w tabeli znacznie się pogorszyła, atmosfera „siadła”. Wygrana z Legią nie wzmocniła szans Pogoni na mistrzostwo (statystycy wyliczyli, że Portowcy mają maksymalnie 2 procent szans na złoto), ale pozwoliła poprawić nastroje w środowisku.

Kto największą pracę wykonał po spotkaniu z Rakowem Częstochowa, by Was podnieść na duchu przed meczem z Legią?
Mateusz Łęgowski: Mam wrażenie, że my wszyscy właściwie zareagowaliśmy. Nasza ambicja jest na tyle wysoka, że ta porażka nas mocno zabolała. Wiedzieliśmy, że z Legią trzeba pokazać wszystko, co najlepsze, a interesowało nas tylko zwycięstwo.

Mocno bolała ta porażka?
Tak. To był bardzo ważny mecz, ale przecież nie mogliśmy tego długo rozpamiętywać. Od czwartku musieliśmy się przestawić i skupiać na pracy i przygotowaniach do Legii.

Kto w szatni najmocniej mobilizował na Legię?
Mamy grupę liderów w zespole, więc oni wykonali największą robotę, by nasza dyspozycja na Legię była jak największa. Ale w Pogoni wszyscy wiedzą, co mają grać i po prostu staramy się robić to, co do nas należy na boisku.

Nie było obaw przed Legią, która wiosną dobrze wyglądała w lidze?
Punktują dobrze, są w czołówce wiosny i widać, że podnieśli się po trudnym dla nich okresie. Legia to Legia – zawsze mobilizuje przeciwników, ale my już też jesteśmy takim klubem przed którym każdy ligowy przeciwnik musi mieć pewne obawy, bo czy gramy u siebie czy na wyjeździe to zawsze walczymy o trzy punkty i staramy się grę prowadzić.

Czy po pierwszej bramce strzelonej Legii złe emocje nagromadzone po Rakowie ulotniły się?
Ta bramka dodała nam dodatkowej, dobrej adrenaliny. Zyskaliśmy na pewności siebie i graliśmy trochę na większej swobodzie.

Legia wyrównała po samobójczym trafieniu. Nie było obaw, jak to się może skończyć?
Nie. Zawsze trzeba wierzyć w pozytywne zaskoczenie. Podchodzę do tego tak, że jak mocno wierzysz w sukces to przeważnie go osiągniesz.

Zagrał Pan od początku II połowy. Zadaniem było przejęcie kontroli w środku boiska czy inne dostał Pan zadania?
Generalnie wiedziałem, co mam robić na boisku, bo dużo czasu poświęcamy na to w trakcie treningów. Jeszcze przed samym wejściem usłyszałem kilka drobnych uwag, bo wiedziałem, że w pewnych momentach trzeba będzie mocniej zagrać.

Po czerwonej kartce Benedikta Zecha nie było wskazówki, by się cofnąć i pilnować remisu i poszukać jednej kontry?
Nie. Nie było takiego pomysłu, a raczej każdy wiedział, że trzeba jeszcze mocniej podkręcić grę, bo chcieliśmy przecież wygrać to spotkanie. Każdy musiał się mocniej do tego zaangażować. Ta czerwona kartka pozytywnie więc na nas wpłynęła.

Wygraliście i cały czas jest szansa na mistrzostwo Polski. Wierzycie w to czy po Rakowie zapomnieliście?
Wiara jest i będzie w nas do końca. Wierzymy, że wszystko się jeszcze może zdarzyć. Każdy wie, jak specyficzna jest polska ekstraklasa, więc my skupiamy się na sobie. Wiemy, że musimy wygrać trzy ostatnie spotkania i zobaczymy, jak się to skończy.

Miejsca na wpadkę już nie ma.
Wiemy. Trzeba wygrywać wszystko do końca sezonu i liczyć, że inni będą mieli mniej szczęścia.

Gdzie się potknie Lech, a gdzie Raków?
Nie wiem, ale jest to cały czas możliwe. W naszej lidze każdy może wygrać z każdym. My jednak skupiamy się na swojej robocie.

We Wrocławiu będziecie sobie radzić bez Konstantinosa Triantafyllopoulosa i Benedikta Zecha.
Tak, ale w składzie są jeszcze Igor Łasicki i Mariusz Malec. Kadra jest szeroka i mocna, więc zupełnie nie obawiam się naszej gry bez chłopaków pauzujących za kartki.

Wrócił Pan do podstawowego składu. Czemu wcześniej brakowało miejsca dla Pana w „11”?
Ja staram się pokazywać najlepszą dyspozycję na treningach, by później grać w lidze. Wiem, że nie zawsze mi to dobrze wychodzi, ale cały czas próbuję utrzymać się w najlepszej formie. Koniec końców to trener podejmuje decyzje, a my – młodzieżowcy – walczymy o skład. Konkurencję mam mocną, bo zarówno Maciek Żurawski i Mariusz Fornalczyk to naprawdę bardzo dobrzy zawodnicy.

Ale po meczu z Legią pomyślał Pan sobie „teraz znów ja jestem nr 1 wśród młodych”?
Nie. Po Legii cieszyłem się ze zwycięstwa, a będziemy mieli teraz przerwę w lidze i czas na odpowiednie przygotowania na Śląsk. Wiem, że nikt nie ma obiecanej gry, więc trzeba się pokazać trenerowi.

Ta przerwa się przyda czy wolelibyście grać już w tym rytmie cotygodniowym?
Trzeba szukać pozytywów. Można coś jeszcze ulepszyć w naszej grze, nad czym popracować. Ta przerwa nam nie powinna zaszkodzić, a wręcz może nas jeszcze pomóc.

Rozmawiał Jakub Lisowski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie