Marsz narodowców we Wrocławiu rozwiązany. Są ranni, wśród...

    Marsz narodowców we Wrocławiu rozwiązany. Są ranni, wśród nich policjant. Dutkiewicz: Brak wsparcia policji. Ta odpowiada: Był pan tam?

    Zdjęcie autora materiału

    Malwina Gadawa

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Skandalem zakończył się niedzielny marsz narodowców we Wrocławiu. Został rozwiązany przez urząd miejski. Decyzja zapadła jednak dopiero godzinę po tym, gdy w stronę ludzi poleciały butelki, petardy i race. - Nasi obserwatorzy zostali wypchnięci poza marsz. Nie mogliśmy przekazać organizatorom informacji o jego rozwiązaniu. Mimo próśb, nie dostaliśmy wsparcia policji - alarmuje prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Policja odpowiada: "Nie było tak jak mówi Dutkiewicz". A prezydentowi odpisuje: "Nie wiemy czy Pan tam był, bo policjanci byli na pewno."
    Marsz narodowców we Wrocławiu rozwiązany. Są ranni, wśród nich policjant. Dutkiewicz: Brak wsparcia policji. Ta odpowiada: Był pan tam?
    1/67
    przejdź do galerii

    ©fot. Malwina Gadawa/Paweł Relikowski

    Według policji, w marszu wzięło udział 9 tysięcy osób. Ale choć trzy osoby zostały ranne, a w stronę ludzi poleciały butelki, petardy i race, policja nie reagowała. - Nie doszło do zbiorowego naruszenia porządku i ładu - uważa Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji.

    Minister Brudziński za rannych obwinia wrocławski ratusz

    Już kilka minut po starcie urzędnicy polecili wstrzymać marsz, bo w tłumie odpalono race, a jest to zabronione. Organizatorzy obiecali, że się to nie powtórzy i ostatecznie pozwolono im iść dalej.
    Ale słowa nie dotrzymali. Na ulicy Kazimierza Wielkiego, w okolicach dawnego przejścia Świdnickiego w stronę ludzi poleciały butelki, race i pochodnie. Trzy osoby, w tym policjant, zostały ranne. Ale marszu nie przerwano. Stało się to dopiero podczas przemówień, gdy demonstranci byli już na Rynku.

    Zobacz galerię

    Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, twierdzi że już po pierwszych incydentach na Kazimierza Wielkiego polecił pracującym na miejscu urzędnikom, by przerwali marsz. Zrobili to jednak dopiero godzinę później. Dlaczego? Bo decyzję tę musieli przedstawić organizatorowi, a policja nie chciała im pomóc się do niego dostać.
    - Obserwatorzy będący na miejscu zostali wypchnięci poza marsz. Pomimo próśb kierowanych do policji o wsparcie, nie otrzymali na czas eskorty funkcjonariuszy. Z uwagi na brak wsparcia policji, informacja o rozwiązaniu nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi - ostro stwierdza Dutkiewicz.
    Policja odpowiada: to co mówi prezydent to nieprawda. A na Twitterze odpowiada dosadniej. Komenda Główna odpisuje Dutkiewiczowi: "Nie jesteśmy odpowiedzialni za organizację pracy Pana i podległych urzędników", zaś dolnośląska policja stwierdza: "Panie prezydencie, nie wiemy czy Pan tam był, bo policjanci byli na pewno. To właśnie oni osobiście towarzyszyli Pani Obserwator, gdy informowała o rozwiązaniu zgromadzenia. Nie wiemy jakie jeszcze wsparcie Pan miał na myśli.

    NASZA RELACJA Z MARSZU NARODOWCÓW NA ŻYWO NA GAZETAWROCLAWSKA.PL
    Zobacz jak minuta po minucie relacjonowaliśmy wydarzenia we Wrocławiu.

    Zobacz galerię

    PONIEDZIAŁEK
    Dolnośląska policja w przesłanym nam komunikacie przekonuje, że już wcześniej uprzedzała prezydenta Rafała Dutkiewicza, że w okolicach dawnego przejścia Świdnickiego może dojść do niebezpiecznych sytuacji. Ale nie zareagował

    "Do incydentu doszło w miejscu, które już wcześniej Prezydentowi Wrocławia wskazywali policjanci. Funkcjonariusze w piśmie przesłanym do prezydenta zwracali uwagę na to, że prezydent wyraził zgodę na na organizację kolejnego zgromadzenia bezpośrednio przy trasie przemarszu. Ta sytuacja niesie za sobą zagrożenie dla bezpieczeństwa. Pismo skierowane do prezydenta pozostało bez odpowiedzi, dlatego policjanci z własnej inicjatywy przeprowadzili w newralgicznym miejscu dodatkowe zabezpieczenie techniczne i osobowe. Dzięki temu, nie doszło do bezpośredniej konfrontacji pomiędzy uczestnikami obu zgromadzeń" - pisze rzecznik dolnośląskiej policji Paweł Petrykowski.

    "Na wrocławskim rynku obserwator z ramienia urzędu miasta podjął decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia. Wbrew przekazywanym przez prezydenta informacjom, obserwatorowi podczas przekazywania informacji, towarzyszyli policjanci. Bezpieczeństwo obserwatora nie było zagrożone w żadnym momencie. Po rozwiązaniu przez urząd miasta zgromadzenia, część jego uczestników opuściła miejsce zgromadzenia, a wobec pozostałych policjanci podjęli czynności w kierunku ustalenia ich danych personalnych. Łącznie funkcjonariusze wylegitymowali blisko 250 osób. Wobec tych którzy nie zastosowali się do polecenia rozejścia, będą kierowane do sądu materiały w związku z wykroczeniem. Dotyczy to również organizatorów zgromadzenia.

    Podczas marszu policjanci ujawnili też dwa banery z zakazanymi treściami. W tej sprawie zatrzymano 6 podejrzewanych. Obecnie policjanci analizują dalej materiał zarejestrowany podczas przebiegu zgromadzenia, w celu identyfikacji osób, które m.in. odpalały race. Funkcjonariusze wyjaśniają też sprawę dotyczącą zranienia dwóch osób i funkcjonariusza. W tej sprawie prowadzone jest postępowanie przygotowawcze. Już na chwilę obecną wytypowano osobę podejrzewaną o rzucenie niebezpiecznymi przedmiotami w kierunku zranionych osób".

    Policja przedstawiła też wizerunek mężczyzny, który miał rzucać niebezpieczne przedmioty w kierunku ludzi. Za pomoc w ustaleniu jego nazwiska wyznaczono 5000 zł nagrody.



    - To co stało się w niedzielę na wrocławskim Rynku i w okolicach nie powinno się wydarzyć. Tysiące mieszkańców i turystów mają prawo do spokojnego świętowania w niedzielne popołudnie i wieczór. Centrum miasta znowu opanowały siły budzące strach. Trzy ranne osoby, latające butelki i petardy, lżenie prezydenta, hasła i wrzaski pełne nienawiści. Od paru lat jest to standard - uważa senator Barbara Zdrojewska. - Uważam, że powinno odbyć się specjalne posiedzenie nowej rady miejskiej na ten temat, z udziałem wojewody, policji i prokuratury. Wrocławskie szkoły powinny zorganizować zajęcia potępiające to co się stało. Czas skończyć z tymi ekscesami, nie można pozwolić by stały się normą - dodaje Zdrojewska.

    NIEDZIELA
    Godz. 21.50
    Policja odpowiada na zarzuty Rafała Dutkiewicza. - Komentarz prezydenta jest dla nas niezrozumiały. Od początku do końca policjanci byli w stałym, bezpośrednim kontakcie z obserwatorami z urzędu. Policjanci towarzyszyli też obserwatorowi podczas rozwiązania marszu. W żadnym momencie nie było tak, że urzędnicy nie mieli wsparcia funkcjonariuszy – twierdzi Paweł Petrykowski, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu w rozmowie z portalem GazetaWroclawska.pl. Dodaje, że policjanci zatrzymali sześć osób, które podczas marszu trzymały banery z treścią mającą znamiona mowy nienawiści.

    - Marsz się zakończył, ale cały czas trwają prace policji. Analizujemy bardzo obszerny materiał i jesteśmy w trakcie legitymowania uczestników marszu, którzy nie zastosowali się do polecenia o rozwiązaniu zgromadzenia, co stanowi wykroczenie – dodaje Paweł Petrykowski.

    Godz. 20.00
    Piotr Rybak zakończył marsz. "To było wspaniałe wydarzenie" - stwierdził.
    Zgodnie z kodeksem wykroczeń, Rybak może mieć teraz kolejne problemy z prawem. Zgodnie z przepisami, kto przewodniczy zgromadzeniu po rozwiązaniu go, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

    Godz. 19.50
    Prezydent Rafał Dutkiewicz tłumaczy, skąd taka późna decyzja o rozwiązaniu marszu.
    - Poleciłem obserwatorowi urzędu, żeby wydał decyzję o rozwiązaniu marszu. Z uwagi na brak wsparcia policji, informacja o rozwiązaniu nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi - tłumaczy Dutkiewicz. - Obserwatorzy będący na miejscu zostali wypchnięci poza marsz. Pomimo próśb kierowanych do policji o wsparcie, obserwatorzy nie otrzymali na czas eskorty funkcjonariuszy. W końcu, w obecności dowódcy zabezpieczenia, zakomunikowano organizatorowi informację o rozwiązaniu marszu.

    Dutkiewiczowi na Twitterze odpowiedziała Komenda Główna Policji. - Choć nie jesteśmy odpowiedzialni za organizację Pana pracy i podległych pracowników, to właśnie nasi policjanci przeprowadzili przedstawiciela urzędu do organizatora zgromadzenia, aby mógł poinformować o Pana decyzji - czytamy na oficjalnym profilu policji.

    Sonda

    Czy po tym, gdy policja nie poradziła sobie z marszem narodowców, jej komendant powinien podać się do dymisji?









    Godz. 19.50
    Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji oficjalnie potwierdza, że podczas marszu trzy osoby zostały ranne. Wśród nich jest policjant. Dlaczego zgromadzenie nie zostało rozwiązane wcześniej? - Nie doszło do zbiorowego naruszenia porządku i ładu. Cały czas pilnowaliśmy porządku - mówi Petrykowski. Z pytaniem o przyczyny tak długiej zwłoki w decyzji o rozwiązaniu marszu odsyła do ratusza. Oficjalnym powodem przerwania marszu była pojawiająca się podczas niego "mowa nienawiści"




    Godz.19.35
    Przedstawicielka urzędu miejskiego zdecydowała o rozwiązaniu marszu narodowców we Wrocławiu. Jego uczestnicy zostali wezwani do rozejścia się. Nie posłuchali jednak. Na Rynku trwają przemówienia.

    Policja zapowiada, że uczestnicy manifestacji będą teraz legitymowani i będą wobec nich wyciągane konsekwencje.
    Dlaczego decyzja o rozwiązaniu marszu zapadła tak późno, skoro już przed blisko godziną w stronę ludzi poleciały race i butelki i ranna została pierwsza osoba? Nie wiadomo. Urzędniczka pełniąca rolę obserwatora marszu nie chciała z nami rozmawiać.

    Godz. 19.25
    Jest druga osoba ranna podczas marszu narodowców we Wrocławiu.




    Godz. 19.00
    Czoło marszu zbliża się do Rynku. Tymczasem w okolicach dawnego przejścia Świdnickiego wciąż dochodzi do awantur między narodowcami, a kontrdemonstrantami. Odpalane są kolejne race. A my pytamy prezydenta Wrocławia: Co z deklaracjami, że miasto przerwie marsz, gdy tylko pojawi się na nim choć jedna raca?



    Godz. 18.50
    Butelka rzucona w tłum raniła człowieka - to Anglik. Jest opatrywany. Policja przygląda się awanturze.




    Godz. 18.35
    Czoło marszu zbliża się do dawnego przejścia Świdnickiego. Tu spotka się z grupką kontrmanifestantów związanych z Obywatelami RP i Obywatelskim Strajkiem Kobiet. Mają ze sobą transparent z hasłem "Nacjonalizm to nie patrioryzm". Policja obawia się szarpaniny.
    W stronę kontrmanifestacji lecą petardy i race. - Faszyści, marsz nielegalny - słychać w odpowiedzi.







    Godz. 18.25
    Narodowcy wchodzą na ul. Kazimierza Wielkiego. Słychać petardy, wśród uczestników padają hasła „Islam pierd..”. Marsz nie zostaje jednak przerwany.

    Czytaj dalej na kolejnej stronie (kliknij)


    1 »

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    NAUCZYCIEL i SZKOŁA NA MEDAL  Głosowanie zakończone, poznaj laureatów

    NAUCZYCIEL i SZKOŁA NA MEDAL Głosowanie zakończone, poznaj laureatów

    ŚWIĄTECZNE GWIAZDECZKI  Głosowanie zakończone

    ŚWIĄTECZNE GWIAZDECZKI Głosowanie zakończone

    SPORTOWIEC ROKU | Zgłoś najlepszego sportowca!

    SPORTOWIEC ROKU | Zgłoś najlepszego sportowca!