Marcin Król: Trzeba pogłębić demokrację. Albo zrobić krok wstecz, w kierunku umiarkowanych tyranii

Agaton Koziński
Marcin Król: Europa potrzebuje alternatywnego pomysłu na siebie. Alternatywną koncepcję proponuje PiS - ale fatalną
Marcin Król: Europa potrzebuje alternatywnego pomysłu na siebie. Alternatywną koncepcję proponuje PiS - ale fatalną Piotr Smolinski
Europa musi jasno zdefiniować swojego wroga. Jest nim islam. I musi zacząć inaczej definiować podstawowe terminy jak tolerancja, prawa człowieka. Bez tego nie uda się odzyskać poczucia bezpieczeństwa - mówi prof. Marcin Król.

Cztery lata temu wydał Pan książkę „Europa w obliczu końca”. Czy ostatnie zamachy w Brukseli to kolejne potwierdzenie tezy zawartej w tym tytule?
Akurat moja książka nie dotyczyła problemów, jakie Europa ma z migrantami.

Ale pisał Pan o słabościach Europy, w tym jej braku umiejętności podejmowania trudnych decyzji, czy tworzenia wizji rozwoju. Ostatnie zamachy są tego konsekwencją.
Zamachy są tragedią Europy - chcę to wyraźnie podkreślić. Podobnie zresztą jest nią napływ migrantów. A na to wszystko nakłada się kompletny brak pomysłu, jak na te zjawiska należy reagować. Czy należy z nimi walczyć, a zamachowców i migrantów zabijać? A może należy ich przyjmować, traktować jako element naszej współczesnej rzeczywistości? Trudno jest połączyć wojnę z humanizmem. Pomieszanie idei jest tak całkowite, że staliśmy się bezradni.

Pan Profesor idzie teraz w europejskiej awangardzie, mówiąc o możliwych rozwiązaniach. Europa na razie utknęła na poziomie dyskusji o samej definicji problemu. A skoro nie ma definicji, to rozwiązań nie będzie tym bardziej.
Na razie wszystkim się wydaje, że wystarczy zastosować jedno z tych rozwiązań, które kiedyś zdawały egzamin i w ten sposób rozwiąże się nasze problemy. Bruksela próbuje działać w starym stylu - poprzez negocjacje. Za ich pomocą próbuje się dogadać z Turcją, żeby ta przejęła część migrantów, drugą stara się rozdysponować między kraje UE. Ale tak się nie da.

A jak się da?
Jeszcze długo nie będziemy wiedzieli jak. Dlatego najważniejsze jest, by rozpocząć dyskusję o tym, w jaki sposób wybrnąć z problemu, bowiem obecna sytuacja stała się nieznośna.

Trudno za znośną uznać sytuację, w której w każdej chwili każdy Europejczyk może paść ofiarą zamachu.
To nie jest tylko kwestia bezpieczeństwa - tym bardziej, że patrząc na liczby nie da się powiedzieć, że Europa ma jakiś wyjątkowo duży z uderzeniami terrorystów.

Ale zamachów jest coraz więcej, a terroryści coraz lepsi - potrafią uderzać coraz celniej, mimo że policja stara się uprzedzać ich kroki.
Ale z drugiej strony od 11 września zamachów było bardzo mało. Zaczęło ich przybywać dopiero teraz. Oczywiście, jest to związane z Państwem Islamskim, ale też taka konstatacja nie zamyka tematu. Spójrzmy szerzej. Co na przykład w sprawie terroryzmu ma do powiedzenia Donald Trump.

Niewiele.
Ale jego słowa są znaczące. On chciałby wszystkich zniszczyć, zdeptać - mimo że przecież Ameryka po 11 września właściwie problemu z terroryzmem nie ma. Europa nie może sobie natomiast na taki ton pozwolić, mimo że w ostatnich miesiącach dużo częściej pada ofiarą dżihadystów niż USA. Europa ma wpisany w siebie historiozoficzny optymizm, gdy od niego odejdzie, zniknie. Europejski optymizm może być mniej lub bardziej umiarkowany, ale musi zostać, bo to nasz fundament. Na pewno nie jest nim idea wojny, ona jest Europie zupełnie obca. Tymczasem teraz jesteśmy wciągani w wojnę religijną.
Raczej próbujemy być wciągnięci. Bo żeby była wojna religijna, to po dwóch stronach muszą stać wyznawcy własnego boga. Tymczasem Europa od wiary się odcina.
Jednak będę się upierał przy tym twierdzeniu. Jeśli jedna strona walczy pod sztandarami religijnymi, to ten termin pasuje.

Trafniejsze wydaje się określenie: wojna światopoglądowa. Swoją drogą Europie łatwiej byłoby prowadzić prawdziwą wojnę religijną, bowiem wtedy nie miałaby tylu problemów ze zdefiniowaniem wroga, które ma teraz.
No dobrze, mówmy o wojnie światopoglądowej. Ale światopogląd liberalny, który od tak dawna obowiązuje w Europie, nie lubi wojny. Za każdym razem, gdy wybuchały na kontynencie jakieś wojny, liberałowie się chowali. Wojnę zawsze traktowali jako zaprzeczenie wszystkich wartości, które wyznawali.

Problem w tym, że liberalna Europa stworzyła wizję świata, wobec której nie było alternatywy. I gdy ona się nagle pojawiła - w postaci dżihadystów - nikt nie wie, jak na nią zareagować. Nie ma do tego ani pomysłu, ani narzędzi.
Wiadomo, że najłatwiej byłoby się schować, zamknąć, nie wpuścić - tyle, że to nie jest żadne rozwiązanie. Potrzebna jest zmiana sposobu myślenia. Musi zajść na wielu płaszczyznach: politycznych, administracyjnych, obywatelskich. Z drugiej strony nie widzę w Europie zaczynu intelektualnego, który pomógłby zmienić nastawienie. A bez tego będzie coraz gorzej.

Europa musi zacząć szukać alternatyw. Czy za przykład takich działań uznałby Pan rządy PiS w Polsce?
Alternatywa to jest - ale fatalna. W tych rządach nie widzę nic nowego, a jedynie odwołania do świetnie znanych tradycji, to mieszanka rozwiązań, które znamy z przeszłości. Zamiast budować system odporny na nowe zagrożenia mamy powrót do czasów despocji. Na razie ta despocja jest bardzo umiarkowana, na pewno nie ma nic wspólnego z tym, co choćby się w Polsce Piłsudskiego po przewrocie majowym, takie analogie się nie nadają. Natomiast mamy wyraźny powrót do ręcznego sterowania krajem, trochę w stylu obowiązującym w XIX wieku. Obecna władza stara się ustawić Polskę jako kraj leżący trochę z boku, autarkiczny, zdolny samodzielnie zapewnić sobie potrzebne mu dobra. Ale tak naprawdę trudno w tym wszystkim dopatrzeć się głębszej koncepcji, wygląda to wszystko dość bezmyślnie. Nie widzę w tym żadnego pomysłu.

W naszym poprzedniej rozmowie określił Pan styl rządów PiS jako rewolucję.
Tak, ale bardziej chodziło o to, w jaki sposób ta partia władzę przejmuje - a teraz mówimy o tym, jak ją sprawuje. Bo co właściwie PiS chce osiągnąć w ten sposób sprawując władzę? Czy dzięki temu gospodarka będzie sprawniej działała? Czy uda się w ten sposób znaleźć lepszych ludzi? Odpowiedź brzmi: nie.

Bez względu na to, jaki efekt końcowy przyniosą rządy PiS, mają one jedną korzyść: wyrywają nas z bezalternatywnej rzeczywistości. Albo one same okażą się alternatywą, albo zmuszą nas do poszukania innej. Powrót do status quo będzie niemożliwy.
Teoretycznie taka sytuacja może pobudzić nowe myślenie, wymusić zmiany. Tyle, że nawet jeśli w Polsce uda się taki eksperyment, to trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której przejmuje go cała Europa. A gdy z kolei zaczniemy go wprowadzać w pojedynkę, nic z tego nie wyjdzie.
Chyba, że inne kraje europejskie zaczną szukać alternatywy równie intensywnie jak Polska teraz.
Tyle, że ja dziś kompletnie nie widzę, kto tę nową jakość miałby wprowadzić. I w Polsce, i w Europie. Kto w naszym kraju miałby nową propozycję przedstawić? Platforma? Nie sądzę. Nowoczesna? Oni ładnie mówią, ale też nie widzę niczego takiego u nich. Może ta nowa partia Razem? To też nie jest oferta zmiany demokracji. Dziś widzę dwa wyjścia. Albo trzeba pójść dalej w demokracji, pogłębić ją - albo zrobić krok wstecz, w kierunku umiarkowanych tyranii w ramach państw narodowych, które będą sobie nawzajem niechętne.

Teraz Pan zaczyna dyskusję o kierunku zmian. Tyle, że ja mam wrażenie, że do tego poziomu w debacie jeszcze nie doszliśmy. Słuchając sporu choćby rozgrywającego się wokół Trybunału Konstytucyjnego - pozostawmy na chwilę z boku kwestie ustrojowe - nie słychać refleksji na temat tego, że trzeba zmiany sposobu funkcjonowania. Skoro nie ma ogólnego przekonania, że zmiana jest potrzebna, to trudno debatować o jej charakterze.
Trudno się dyskutuje o Trybunale Konstytucyjnym, bowiem wcześniej rozdęliśmy jego rolę do niebywałych rozmiarów, zapominając, że on jest po prostu jednym z trybów demokratycznego państwa prawa. Dziś nikt nie wyobraża sobie innego systemu niż funkcjonowanie w takim systemie. Tymczasem wyraźnie widać, że ten etap się skończył - i trzeba zacząć szukać nowych rozwiązań.

My na razie grzęźniemy w kolejnych zawiłych łamańcach prawno-logicznych, podczas gdy terroryści mają pomysł jasny i klarowny. W efekcie oni uderzają coraz skuteczniej, a my nie wiemy, jak na to odpowiedzieć.
Proszę pamiętać, że przez 70 lat w Europie - a przynajmniej na Zachodzie - żyło się stosunkowo dobrze. Teraz jednak ten świat się kończy. Za kilka tygodni na półki księgarni trafi moja najnowsza książka, którą zatytułowałem „Lepiej już nie będzie”.

Ale jakoś być musi. Jak?
Trzeba wrócić do tego, czym dysponujemy, czyli do tradycji europejskiej. Niczego innego nie wymyślimy, nie uda nam się odkryć niczego nowego, trzeba więc testować stare lekarstwa i sprawdzać, które z nich pomoże uporać się z nowymi chorobami. Tyle, że takie testowania to nic miłego. Czekają nas trudne, złe lata.

Jedną z głównych przyczyn słabości Europy są źle funkcjonujące instytucje. To, że one zawodziły w Polsce, dało PiS-owi zwycięstwo w ostatnich wyborach. Zamachy terrorystyczne w Europie bardzo wyraźnie dowodzą słabości tamtejszych policji i służb. Absolutnym priorytetem powinna stać się poprawa jakości instytucji publicznych. Tylko jak tego dokonać?
Na pewno nie poprzez dyskusję o tych instytucjach. Czeka nas przede wszystkim dyskusja filozoficzna o tym, jaki model zmiany wybrać. Bo dziś wszyscy chcą jednocześnie zachować prawa człowieka, maksymalną wolność, a jednocześnie mieć gwarancję 100-procentowego bezpieczeństwa, świata bez bezrobocia i pełną opieką medyczną. Tyle, że tego wszystkiego nie da się pogodzić. Nie ma cudów, to jest po prostu niemożliwe. Musimy więc wrócić do dokonywania wyborów podstawowych. Nie przypadkiem filozofia Thomasa Hobbesa jest tak popularna ostatnio. On przedstawiał bowiem rozwiązanie, może niezbyt przyjemne, ale za to skuteczne.

Hobbes w „Lewiatanie” przestrzegał przed konsekwencjami prawa naturalnego, które doprowadza do bezwzględnej kontroli silnych nad słabszymi.
I proponował instytucję suwerenów, którzy będą w stanie zapanować nad sytuacją. Tyle, że najłatwiej by było znaleźć kogoś, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność za nasze losy - przy okazji zresztą naginając prawo i reguły.
W sytuacji, gdy Europejczycy boją się o własnej bezpieczeństwo, łatwo się kreować na silnego lidera, który zapanuje nad sytuacją. Zresztą taki lider miałby silny mandat do tego, żeby gruntownie przebudować system.
Doraźnie reakcje zamordystyczne są możliwe i pewnie się pojawią - ale trudno uznać to za długofalowe rozwiązanie. Dlatego kluczowa jest przebudowa świadomości Europejczyków. Jeśli oni dalej będą chcieli żyć w luksusie, wolności, które będą iść w parze z bezpieczeństwem, to będą coraz głębiej wjeżdżać w ślepą uliczkę. Trzeba inaczej układać rzeczywistość. Kiedy atakowana jest nasza forma egzystencji, musimy się bronić. Gdy widzimy nieprzyjaciela, to trzeba z nim zrobić porządek. Musimy z nim wygrać.

Ale przecież Europa nie ma ani jednego nieprzyjaciela. Nikt nigdy nawet nie spróbował takiego zdefiniować. Unia z definicji ma wokół siebie tylko partnerów i przyjaciół, ani jednego wroga. Nawet nie było dyskusji o tym, czy kogoś można określić tym mianem.
Trzeba to zmienić, trzeba uznać istnienie nieprzyjaciela i zacząć się bronić, bronić swoich wartości, stylu życia. Jestem wrogiem ustępowania ze świata, który uważam za dobry, właściwie ułożony.

Kto miałby być tym wrogiem?
Islam, oczywiście.

Europa nigdy tego nie powie - choćby z tego powodu, że kilkanaście milionów Europejczyków wyznaje tę religię.
Ale znaleźliśmy się teraz w sytuacji konfrontacji. Nie wojny, tylko konfrontacji - chcę to wyraźnie powiedzieć. To wymaga redefinicji znaczeń takich terminów jak tolerancja, prawa człowieka. Wielu wybitnych filozofów pisało, że świat liberalny jest ograniczony do pewnego terytorium, a poza nim obowiązują inne zasady. Trzeba to przyjąć do wiadomości. Z jednej strony musimy pamiętać o chrześcijańsko-liberalnej tradycji Europy, bo innej mieć nie będziemy. Z drugiej musimy elastycznie reagować po to, by móc skutecznie tej tradycji bronić. A w pewnym momencie być gotowym podjąć walkę przy jej obronie. Jeśli natomiast się poddamy przemocy, którą stosują inni, doprowadzimy się do stanu bezsensownego - za taki uważam powrót do systemu rządów opartego na państwach narodowych.

Mocnych słów Pan używa. W Polsce w ten sposób mówi właściwie tylko PiS- a wiem, że jeśli Pana zapytam o tę partię, nie będzie się Pan wyrażał o niej pochlebnie. Jak Pan więc godzi tę sprzeczność?
Tylko rzecz polega na tym, że Jarosław Kaczyński formułuje tę myśl w kategoriach całkowicie anachronicznych. Tymczasem my dziś potrzebujemy całkowicie nowy typ suwerena, umowy społecznej. Błędem zasadniczym, wręcz pierworodnym, jest to, że on nie umie myśleć o przyszłości. Dobrze definiuje teraźniejszość, ale nie proponuje kroku do przodu.

Słuchając innych polityków w Polsce, czy w Europie nie słyszę nawet prawidłowej definicji teraźniejszości - także pod tym względem Kaczyński i tak ich wyprzedza.
Tyle, że prawidłowa definicja teraźniejszości bez wizji przyszłości nie jest wiele warta. I w Polsce, i w Europie dramatycznie brakuje odwagi w myśleniu o przyszłości. A odpowiedź na pytanie, jaka powinna być nasza przyszłość, znajdziemy tylko w studiach nad przeszłością Europy.

Wideo

Materiał oryginalny: Marcin Król: Trzeba pogłębić demokrację. Albo zrobić krok wstecz, w kierunku umiarkowanych tyranii - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
XYZ

który wie wszystko więc napisał książkę pt. "Lepiej już nie będzie".
Skoro tak, to mogę doradzić temu panu aby się utopił - jak się tylko
trochę ociepli - aby przy tej okazji się nie przeziębił!
Z tego tekstu wynika daleko posunięte zarozumialstwo tegoż profana wiedzy. Wszystko co trąci PiS-em jest fe, fe.
Tenże prof. ignoruje fakt, że wyborcy zdecydowanie opowiedzieli
się za tą partią - do tego stopnia że partia ta ma bezwzględną
większość. PiSu można nie kochać ale nie można ignorować
woli wyborców. Zadziwiające, że ten profesor widzi tylko dwie
możliwość: "pogłębiana demokracja i umiarkowana tyrania" jakby
już nic po środku nie było - a jest panie profesorze jest rozsądek
- szczególnie w obecnej sytuacji!
No cóż, Kaczyński "nie umie myśleć o przyszłości" ale za to p. Król
wie, że "Lepiej już nie będzie" - jak zatytułował swoją najnowszą
książkę. Z dwojga złego wybieram tego pierwszego, bo nie muszę
się topić!
PS. Nie jestem członkiem PiSu i nie wierzę ślepo w to co oni mówią w przeciwieństwie do pana profesora, który mógłby
okaza trochę więcej umiarkowania w swoich wypowiedziach i zachowaniu.

s
szczecininin

Co to za propagandysta? A wiecie że w 35 w europie twierdzono że największym zagrożeniem dla europy są żydzi?  Tak, tak. Rzesza miała zatrudnioną armię propagandystów do tworzenia opinii publicznej. Nagrywano nawet filmy i słuchowiska radiowe a artykuły jak ten, były na porządku dziennym. Hitler nigdy nie dokonałby swoich zbrodni, gdyby nie miał poparcia ludności, nienawidzącej żydów i obwiniających ich o całe złotego świata. Widzicie tu pewną analogię do czasów współczesnych?

Pan, pożal się boże, publicysta już w pierwszym akapicie stawia tendencyjną tezę że"islam jest zagrożeniem dla Europy" - co jest oczywiście wierutną bzdurą. Terroryści są zagrożeniem, ekstremiści, fanatycy czy nawet nawiedzeni kapłani sączący swój jad w uszy wiernych. Ale nie religia, która nawet nie jest jednolita. To tak jakby powiedzieć że chrześcijanie są złem i zagrożeniem bo Ludobójstwo dokonane przez ultrakatolickich Chorwatów w latach 1941- 45

jest dowodem że wszyscy chrześcijanie są źli, nawet te pacyfistyczne, miłujące pokój odłamy restoracjomalistyczne jak przykładowo Anabaptyści.

 

Tak jak różne odłamy chrześcijaństwa, reprezentują różne wartości, tak w islamie frakcje znacząco się różnią i tylko kilka jest ekstremistycznych, anty chrześcijańskich. Większość żyje i od wieków żyła w pokoju z innymi religiami nawet współdzieląc obiekty wiary jak Bazylika grobu pańskiego w jerozolimie, czy chrześcijańsko-muzułmański klasztor Mar Musa w Syrii. 

 

Szyici (dominujący odłam islamu) - wyznają wiarę że wszystkie "religie księgi" chwalą tego samego Boga, który w różnych regionach objawił się pod inną postacią żeby narody mogły łatwiej pojąć. W państwach szyickich muzułmanie żyją wespół z chrześcijanami w zgodzie i przyjaźni.

 

Wiem że felietonista może pisać co mu się żywnie podoba gdyż felieton jest wyrażeniem opinii autora. Chciałbym jednak żeby autor zrozumiał że jego wizja daleka jest od prawdy(kolokwialnie mówiąc w d*** był i g**** widział) ale jest przy tym niezwykle niebezpieczna i zaraźliwa dla podatnych umysłów, a to historia(w latach 30-40) pokazała niezwykle dobitnie do czego prowadzi. Więc Panie Autor - po pierwsze niech pan się dowie czym jest islam zanim się na jego temat wypowie, po drugie Niech Pan przestanie propagować nienawiść religijną bo robi pan wielką szkodę dla wszystkich i jeśli wybuchnie wojna religijna,będzie Pan za nią i miliony jej ofiar WSPÓŁODPOWIEDZIALNY, mam nadzieje że będzie miał Pan po tym spokojny sen.

s
say69mat

@pthet.pl:
Marcin Król: Trzeba pogłębić demokrację. Albo zrobić krok wstecz, w kierunku umiarkowanych tyranii

say69mat:
Czyli ... danse macabre ustroju społecznego. To może od razu hop na drzewka???

a
abcd

Europa musi jasno zdefiniować swojego wroga. Jest nim islam. Nie należy nic robić.

p
pelagia

Dziennikarz nie napisał, że po zadaniu tego pytania, podniósł do góry Koran. Odważny ten Koziński nie jest.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3