Ktoś z policji kłamie?

Mariusz Parkitny, 6 kwietnia 2005 r.
Sensacyjny początek procesu o zabójstwo portierki na Uniwersytecie Szczecińskim - policjanci składają sprzeczne zeznania.

Ten proces odbywa się po raz drugi. W lutym ub.r. oskarżeni zostali uniewinnieni z braku dowodów. Pół roku później sąd apelacyjny nakazał ponowne rozpoznanie sprawy. Wczoraj zeznawali pierwsi świadkowie.

Najwięcej emocji wzbudziły zeznania Grażyny B., śledczej z Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie. To jej o zabójstwie miała powiedzieć Anna G., która zgłosiła się na policję sama po tym, jak funkcjonariusze zatrzymali jej byłego konkubenta Roberta K. Był on podejrzewany o szereg przestępstw na terenie Szczecina.

- Oskarżona najpierw swobodnie opowiadała o tych przestępstwach, a gdy ją delikatnie zapytałam o zabójstwo, nagle spoważniała, zaczęła płakać i powiedziała, że widzi budynek na Twardowskiego i zaczęła o tym opowiadać - zeznawała Grażyna B.

Według policjantki, Annę G. najbardziej uwiarygadniało stwierdzenie, że gdy zapukała do budynku uniwersytetu, to portierka zanim jej otworzyła drzwi poszła po klucze, które zostawiła w kantorku.

- Z doświadczenia wiem, że ludzie którzy kłamią nie mówią o takich szczegółach - zeznawała Grażyna B.

Nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego o tym fakcie opowiada przed sądem teraz, a przemilczała go podczas wcześniejszych przesłuchań i w notatce którą sporządziła zaraz po przesłuchaniu Anny G.

Wczoraj sąd znalazł jeszcze kilkanaście rozbieżności w jej zeznaniach. Grażyna B. twierdzi, że podczas przesłuchania Anny G. nie opowiadała o sprawie innym policjantom, a do pokoju przesłuchań rzadko wchodzili ("na pewno nie byli przy przesłuchaniu").

Odmienną wersję przedstawia Andrzej K., szef sekcji kryminalnej. Według niego śledcza informowała ich dwukrotnie, że Anna G. zaczyna opowiadać o zabójstwie, a potem, że "pękła".

- Wtedy poprosiłem Annę G. aby jeszcze raz o tym opowiedziała i ona to zrobiła. Byłem wtedy w pokoju razem z Grażyną B. - zeznawał wczoraj Andrzej K.

- Za dużo tych rozbieżności - podsumował zeznania policjantki sędzia Dariusz Ścisłowski. -Tu musi być konfrontacja.

Henryka K. zginęła 17 lipca 2000 r. Sprawcy skrępowali ją taśmą, bili i kopali. Kobieta umarła wskutek uduszenia. Po zeznaniach Anny G. prokuratura oskarżyła o zbrodnię trzy osoby: 33-letnią Annę G., jej byłego konkubenta 36-letniego Roberta K. oraz 39-letniego Waldemara O.

Anna G. odwołała swoje wcześniejsze zeznania twierdząc, że Grażynie B. opowiadała tylko sen. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie