Ksiądz Boniecki: Święta są, aby pomyśleć

Marta Gawina
Ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny katolickiego Tygodnika Powszechnego, odpowiada na pytanie po co są święta.

- Wielki Piątek - dzień śmierci Jezusa. Za dwa dni będziemy przeżywać jego zmartwychwstanie. O czym ksiądz myśli w takiej chwili? O czym my powinniśmy pomyśleć?

- To są święta, które dotykają najważniejszej tajemnicy wiary. My, wierzący, powinniśmy postawić sobie pytanie, które Jezus postawił po zmartwychwstaniu Piotrowi: Czy miłujesz mnie? To jest proste pytanie: Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Święta wielkanocne kierują naszą uwagę w stronę umęczonego i zmartwychwstałego Jezusa. Bez tego całe chrześcijaństwo się rozsypuje. Wszystko na tym się opiera. Można powiedzieć, że cała reszta jest bez sensu. Albo z sensem, ale tylko jakimś ludzkim, praktycznym. Święta są po to, aby o tym pomyśleć.

- A człowiek XXI wieku potrafi to zrobić?

- Nie różni się tak bardzo od człowieka z VIII, czy X wieku, czy nawet z początku chrześcijaństwa. Bo jest coś w nas, co można nazwać śladem stwórcy. Jest w człowieku taka tęsknota za Bogiem i odpowiedź na to można znaleźć w Ewangelii. I doświadczeniem, takim eksperymentem, który sam przeżyłem wiele razy, jest spotkanie z ludźmi, którzy się przygotowują do chrztu świętego. Są to ludzie, którzy często przychodzą do Kościoła ze środowisk dalekich od tradycji chrześcijańskiej. Z zachwytem patrzę, jak potrafią podejmować problemy, które dla teologów są trudne. Potrafią doskonale trafiać w sedno tego, co jest istotą wiary. To utwierdza mnie w tym, że Ewangelia mówi językiem wszystkich wieków.

- Święta zbiegają się z czwartą rocznicą śmierci Jana Pawła II. Znów wspominaliśmy pontyfikat i życie papieża Polaka. Czy o ojcu świętym powiedzieliśmy już wszystko?

- Człowiek zawsze do końca pozostanie tajemnicą. I nigdy nie można powiedzieć, żeśmy poznali, rozszyfrowali go do końca. Szczególnie, gdy mówimy o człowieku o takim bogactwie wewnętrznym jak Jan Paweł II. Książka, która niedawno się ukazała, a są to wspomnienia bardzo bliskich mu osób, pokazuje papieża Wojtyłę od strony ludzkiej, zupełnie nieznanej. Jego uczucia, bliskość z tymi ludźmi. Natomiast jest inne pytanie. Czy my nie tracimy z oczu, tego co było istotnym przesłaniem tego człowieka, tego pontyfikatu. My często zachowujemy się jak w chińskim przysłowiu: Pokaż imbecylowi słońce, a on patrzy na palec. My patrzymy na papieża, a nie bardzo umiemy spojrzeć na to, co on pokazywał. To był świadek wiary. I to jest klucz do zrozumienia Jana Pawła II. To był człowiek, który pokazał, że można żyć wiarą. On wskazywał na Chrystusa, na wszystko to, co jest przedmiotem naszej wiary. To było jego siłą.

- Za rok będzie piąta rocznica śmierci papieża, potem dziesiąta.

- Nie będziemy tak zawsze wspominać papieża. Czas, nowe pokolenia, nowe postacie, nowe bodźce sprawią, że odejdzie do panteonu wielkich postaci, które dla jednych są bardzo bliskie, dla innych są tylko wielkie, ale dalekie. My jesteśmy pokoleniem, które znało Jana Pawła II, wzruszało się pożegnaniem z nim. To jest kawałek naszego życia. Ale tak nie będzie zawsze. Nie widzę w tym żadnej tragedii, ani żadnego nieszczęścia. Tak już jest.

- Dla wielu nieszczęściem jest to, że Jan Paweł II nie jest jeszcze błogosławionym.

- Jeśli ktoś tak bardzo do tego dąży, to pewnie jest mu to potrzebne. Ja nie dążę. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Wprost przeciwnie, odczuwam pewne obawy. Jak ktoś jest nominowany do katalogu świętych, to jest tendencja, że zostaje wpisany w pewne schematy, w spis osób pozbawionych ludzkich cech. Potem trudno znaleźć tego człowieka, którego się znało. To bardzo ładne, że ludzie, szczególnie Polacy, chcieliby tak uhonorować Polaka, wielkiego człowieka. Jak już nie żyje, to niech choć będzie w panteonie świętych. Ale papież już jest święty. Jemu to nic nie doda. A co nam doda? Mnie osobiście nic, bo dla mnie jest człowiekiem świętym, którego spotkałem, który jest moim przyjacielem, orędownikiem.

- A jak polski Kościół radzi sobie bez ojca świętego?

- Papież był nam dany przez opatrzność na okres dojrzewania do wolności i zderzenia z cywilizacją zachodu. Ten proces był często równoczesny z odrzuceniem wiary, z pogardzaniem wiarą. Taka postawa przekonywania siebie do laickiej wizji świata. W Polsce chyba tak nigdy nie było. Bo przeszkadzał w tym świadek wiary, którego wszyscy szanowali. Trudno kpić z czegoś, co było ważne dla Jana Pawła II. Jego obecność sprawiła, żeśmy ten zakręt szczęśliwie przeżyli. Teraz jesteśmy dorośli. I sami musimy sobie radzić z darem wolności. Uczymy się tej wolności, uczymy się być dorośli. Jak to nam wychodzi, to każdy widzi.

- Czy tylko medialny jest podział Kościoła na łagiewnicki i toruński?

- Pomijając, czy to łagiewnicki, czy toruński nie można udawać, że się nie widzi wyraźnej polaryzacji. Że jest jedna tendencja, która w moim przekonaniu jest efektem lęku przed światem, przed konfrontacją z Europą, przed zmianami cywilizacyjnymi, które następują. I to jest takie obronne okopywanie się. Druga tendencja przyjmuje ten czas, dany nam przez opatrzność jako wyzwanie, do którego trzeba iść z Ewangelią, uczyć w języku, jakim ten świat mówi. Oczywiście po jednej i po drugiej stronie są przesadne rozmaite zachowania, czy słowa. Przykro, kiedy te ekstremy zaczynają się atakować, odmawiać sobie dobrych intencji, dobrej wiary, dyskwalifikować ludzi, którzy inaczej rozumieją misję Kościoła. To jest fatalne. W Kościele jest miejsce na rozmaity sposób przeżywania łączności z Bogiem.

- Księdzu bliżej do tej drugiej tendencji?

- Jestem księdzem Kościoła katolickiego. I do żadnych grup nie mam zamiaru się zbliżać, ani z nimi identyfikować. Kieruję się swoim sumieniem, nauką Kościoła. Nie żyję w lęku. Żyję w radości w tym Kościele, bo jest Ewangelia, bo jest wolność. Myślę, że to znajduje wyraz w piśmie, którego jestem redaktorem. Tu można znaleźć moje credo. Jestem wdzięczny Kościołowi, że godzi się na to, że pismo Tygodnik Powszechny jest w tytule katolickie. I choć niektórzy chcieliby odmówić prawa do tego tytułu, to władze Kościelne takiego kroku nie uczyniły. Bo jest zrozumienie, że w Domu Pana jest mieszkań wiele.

- Aborcja, eutanazja, in vitro.

- Kościół przez całe wieki musiał się opierać różnym prądom, falom. I zawsze będzie bronił życia, będzie bronił niewinnych, prawa człowieka do naturalnej śmierci, do szacunku dla poczęcia życia ludzkiego. Zresztą, gdy się dokładnie zbada te sprawy, to tylko w medialnym ujęciu są takie proste. Choćby in vitro. Niby takie proste, ciach, prach, jest nasionko i wszystko będzie dobrze. Ale są wątpliwości, na które do tej pory nikt nie odpowiedział. Stanowisko Kościoła przynajmniej w sprawie in vitro jest dowodem niesłychanej mądrości i odpowiedzialności, choć jest wielki nacisk zainteresowanych środowisk. Oczywiście nad tymi sprawami trzeba się pochylić, ale nie może być tak, że jest wszystko jedno.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
sycyecinianie
Christus resurrexit! Resurrexit vere!
Christos Anesti! Aleithos Anesti!
Al-Masih-Qam! Hakkan Qam!

Niech Wam będzie
Wiosennie, słonecznie, świątecznie
Niech cieszą Wasze oczy
Kolorowe pisanki i Wielkanocne Baranki
Niech się w Dyngusa woda na Was leje
A Zmartwychwstały da pokój, radość i nadzieję!
Życzymy Wam,
by na Wielkanoc robotę w kuchni odwalił zając,
baranek potem posprzątał stoły,
a Wam zostały ... sex i pierdoły!!!

Chrystus Zmartwychwstał!
a
alicja
....." patrzycie na papieza a nie potraficie patrzec na to co On Wam pokazywal ,a On pokazywal Wam na Jezusa" .....zgadzam sie z tym stwierdzeniem ,ktore powinno sie wiecej glosic w kosciolach
Dodaj ogłoszenie