"Krótka piłka". Stawka większa niż awans. Szczególnie dla Lewandowskiego. Dlatego tak ważny jest udany początek w oparach afery premiowej...

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Nie bójmy się więc klarownego sformułowania, że meczami z Czechami i Albanią reprezentacja Polski rozpoczyna etap, podczas którego RL9 będzie miał już prawdopodobnie ostatnią szansę, żeby z reprezentacją sięgnąć po medal w poważnym turnieju...
Nie bójmy się więc klarownego sformułowania, że meczami z Czechami i Albanią reprezentacja Polski rozpoczyna etap, podczas którego RL9 będzie miał już prawdopodobnie ostatnią szansę, żeby z reprezentacją sięgnąć po medal w poważnym turnieju... fot. polska press
Fernando Santosa będziemy rozliczali za wynik w finałach mistrzostw Europy, rozpoczynające się dziś eliminacje portugalski selekcjoner ma bowiem obowiązek przebrnąć z Biało-Czerwonymi bez najmniejszego problemu. Nawet jeśli rozpoczyna je w oparach pomundialowej afery premiowej. I musi od początku pamiętać, że stawka jest znacznie większa niż awans. Zwłaszcza dla Roberta Lewandowskiego.

Eliminacje Euro’24 reprezentacja Polski rozpoczyna z nowym – piątym już od 2018 roku – selekcjonerem na ławce, ale przy gęstej, spowodowanej mundialową aferą premiową atmosferze. Przeprosiny Roberta Lewandowskiego nie zakończyły tematu, który (możemy być pewni!) będzie wracał przy wszystkich przesileniach i kryzysach, jakich w zespole piłkarskim na dłuższym dystansie uniknąć nie sposób. I tylko udany, naprawdę efektowny początek batalii o przepustki do finałów ME, może ten niewygodny dla piłkarzy temat wyciszyć. Dobrze jednak, że ktoś odpowiedzialny wpadł na pomysł, aby to kapitan wziął na klatę odpowiedzialność za katarski problem. Bo to nie tylko najważniejszy, wciąż najbardziej wartościowy zawodnik Biało-Czerwonych, ale właśnie dla RL9 cykl mistrzostw Europy, którego finały zaplanowano za rok w Niemczech, będzie szczególny.

Awans na Euro to obowiązek. I nowa świecka tradycja
Fernando Santos, przychodząc do pracy w PZPN, dostał zadanie zbudowania reprezentacji, której nie będą wstydzić się kibice - grającej nowocześnie i skutecznie. Co prawda, pierwsza weryfikacja nastąpi po kwalifikacjach Euro 2024, ale chyba tylko urodzony pesymista (ewentualnie ignorant) może wątpić w awans Biało-Czerwonych do finałów Euro. Bo start w Niemczech jest po prostu obowiązkiem Santosa i piłkarzy, których wyselekcjonuje Portugalczyk. To absolutne minimum przyzwoitości, a od 2008 roku nawet nowa świecka tradycja pod naszą szerokością geograficzną...

Abstrahując od nieporażającej - określając delikatnie - siły grupowych rywali, wśród których zdecydowanie najsilniejsi są Czesi (38. pozycja w rankingu FIFA, podczas gdy Polska zajmuje 22. lokatę) i Albańczycy (66.), mamy generację zawodników - z pozostającym w roli frontmana Lewym, nawet jeśli PESEL nie jest już sprzymierzeńcem naszego kapitana - której inni europejscy średniacy mogą nam jedynie pozazdrościć. Sztuką, i to nie lada, byłoby zatem niewykorzystanie takiego potencjału. I właśnie z tego – jak zakładam – powodu sięgnął po doświadczonego i utytułowanego szkoleniowca zagranicznego; żeby wydobył z naszego zespołu więcej niż poprzednicy. To znaczy jeszcze więcej niż Michniewicz.

Gra będzie toczyć się o to, żeby Lewy nie odszedł z kadry z pustymi rękami
Oczywiście, zatrudnienie Santosa miało także aspekt PR-owy, prezes Cezary Kulesza chciał uspokoić klimat wokół kadry, i zupełnie świadomie postawił na trenera spoza naszego piekiełka, na dodatek z CV, do którego nikt nie ma prawa się przyczepić. Tyle że etap pomundialowych rozliczeń i wyciszania powinniśmy mieć już dawno za sobą, bo rozpoczął się już zupełnie nowy rozdział. Rozdział, w którym gra idzie o dużą stawkę. Nie tylko finansową, ale głównie o to, żeby Lewandowski nie przeszedł na sportową emeryturę z jałowym przebiegiem w reprezentacji. I nie został zapamiętany po występach w kadrze jedynie za spóźnione, czy wręcz wymuszone głośnym wywiadem Łukasza Skorupskiego przeprosiny za aferę premiową.

To gracz światowego formatu, zatem opowieści, że już może mieć satysfakcję, bo pobił wszystkie rekordy Włodzimierza Lubańskiego i był królem strzelców eliminacji jednego czy drugiego turnieju, można włożyć między bajki. We wczesnej, durnej i chmurnej, młodości Zbigniew Boniek udzielił kultowemu tygodnikowi „Sportowiec” wywiadu, w którym stwierdził, że facet rodzi się po to, żeby wygrywać, a nie zajmować drugie miejsca. Tymczasem w dorobku Lewego - a zatem zawodnika, który znacznie mocniej zaznaczył obecność w międzynarodowej rywalizacji klubowej od Zibiego, i nie bez racji zestawianego niemal jednym tchem w tym samym szeregu, co Cristiano Ronaldo i Leo Messi - najlepsze osiągnięcie w drużynie narodowej to ćwierćfinał Euro w roku 2016. A pojedynczymi golami z turniejów też przecież nie będzie się nikomu chwalił.

Nie bójmy się więc klarownego sformułowania, że meczami z Czechami i Albanią reprezentacja Polski rozpoczyna etap, podczas którego RL9 będzie miał już prawdopodobnie ostatnią szansę, żeby z reprezentacją sięgnąć po medal w poważnym turnieju. Zatem albo to Santos pomoże Robertowi w uzupełnieniu tak istotnego braku w CV, albo już chyba nikt…

Godnie pożegnajmy tych, dla których PESEL nie jest sprzymierzeńcem. Bo zasłużyli!
A do tego niezbędne jest nie tylko świeże – być może właśnie zagraniczne – spojrzenie selekcjonera, ale też przebudowa zespołu, która będzie się wiązać ze zmianą pokoleniową, przede wszystkim wśród liderów kadry. Grzegorz Krychowiak już został odstawiony. Jak należy zakładać – na dobre. Natomiast Kamil Glik zmaga się z urazem, ale i w jego przypadku nie jest tajemnicą, że najlepsze chwile w karierze ma już za sobą. I nie zdziwię się, jeśli nie zagra u Santosa. Tyle tylko, że akurat ci dwaj zawodnicy nie zasłużyli na jakikolwiek hejt. A nawet na niewybredne komentarze, których od dłuższego czasu są adresatami; że są hamulcowymi, i powinni dać sobie spokój. Obaj zasłużyli bowiem – identycznie jak Kuba Błaszczykowski – na eleganckie pożegnanie z reprezentacją. Dekada, liczona od 2014 roku, znaczona była przecież awansami Biało-Czerwonych do wszystkich poważnych turniejów – Euro i MŚ. A zasługa w tym Krychowiaka i Glika jest nie mniejsza niż Lewandowskiego i Szczęsnego. Byli mega skuteczni w kwalifikacjach (nawet w barażu) – co też trzeba umieć, albo po prostu być wystarczająco dobrym - i nikt im tego już nigdy nie odbierze.

W życiu wszystko się jednak kiedyś kończy, więc odejście z drużyny narodowej Krychowiaka, Glika, a po następnym cyklu mistrzowskim (albo dwóch) Szczęsnego i Lewandowskiego kibice powinni traktować jako coś naturalnego. A piłkarze – upływ czasu przyjmować z godnością. Idealnie byłoby oczywiście, gdyby sami zauważali moment, w którym warto ze sceny zejść niepokonanym – jak choćby Adam Małysz – ale rozumiem też, że począwszy od Błaszczykowskiego czekali na spektakularny moment. Co by oznaczało, że dostrzegali, iż potencjał nie został do końca wykorzystany, że ćwierćfinał Euro 2016 nie stanowił kresu możliwości tej generacji. Oby jak najszybciej do identycznego wniosku doszedł selekcjoner Santos. I właściwie natchnął reprezentantów Polski. Nawet jeśli początek jego kadencji przebiega w oparach afery premiowej…

Adam Godlewski

“Bodyguard” lekiem na hejt?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie