reklama

Kozioł wśród kwiatów Lotosu

Jacek Taczalski, zekZaktualizowano 
Żona Jolanta (w środku) z synami: Konradem (z lewej) i Kamilem.
Krzysztof Koziorowicz, szkoleniowiec znad Iny, poprowadził zawodniczki z Gdyni do największego sukcesu w historii polskiej koszykówki - drugiego miejsca w najważniejszych zmaganiach klubowych w Europie

Stargardzki szkoleniowiec, Krzysztof Koziorowicz całe niemal swe dotychczasowe 45-letnie życie poświęcił koszykówce. Ukoronowaniem jego pracy jest sukces jaki właśnie osiągnął. Prowadzony przez niego żeński zespół Lotosu VBW Clima Gdynia zajął drugie miejsce w elitarnych rozgrywkach Euroligi. To koszykarski odpowiednik piłkarskiej Ligi Mistrzów. Takiego sukcesu w polskim klubowym baskecie jeszcze nie było. Przed laty Olimpii Poznań udało się dotrzeć do finału Pucharu Europy, poprzednika Euroligi. Poznanianki zajęły w nim ostatnie, czwarte miejsce. Teraz gdynianki pobiły je o dwie pozycje.
W tym roku na razie tylko Apoloniusz Tajner, trener Adama Małysza, naszego srebrnego i brązowego medalisty olimpijskiego w skokach narciarskich może przebić Koziorowicza miarą sukcesu. Popularnością stargardzianina na pewno przewyższa jeszcze selekcjoner polskiej reprezentacji piłkarskiej Jerzy Engel, choć na razie dopiero awansował do finałów mistrzostw świata i najważniejsza impreza jeszcze przed nim i futbolistami.
O miano najlepszego szkoleniowca w Polsce, w sportach drużynowych, w tym roku mogą z Koziorowiczem konkurować jedynie fachowcy od męskiej siatkówki - Ireneusz Mazur z Galaksii Częstochowa i Waldemar Wspaniały z Mostostalu Kędzierzyn Koźle. Obaj ze swoimi drużynami awansowali do finałowych turniejów europejskich pucharów z udziałem czterech drużyn. Krzysztof Koziorowicz ma nad nimi przewagę - jako jedyny polski trener doprowadził swój zespół do ścisłego finału z udziałem dwóch drużyn. Niewiele brakowało by święcił ze swymi podopiecznymi triumf w całych rozgrywkach. - Gdyby turniej rozgrywany był na neutralnym terenie mielibyśmy większe szanse - rozważał.
Finałowe zmagania odbyły się we Francji. W nich gdyński Lotos pokonał najpierw włoską Parmę 74:58, by w decydującym o mianie najlepszej drużyny na Starym Kontynencie pojedynku spotkać się z przedstawicielem gospodarzy, Valenciennes. Gdynianki przegrały 72:78, mając po meczu sporo uwag do pracy arbitrów. Jednak drugie miejsce Małgorzaty Dydek i koleżanek to i tak wielkie zwycięstwo polskiej koszykówki.
- Przez cały okres przygotowań i czas trwania imprezy towarzyszyło nam wielkie zmęczenie i stres. Trudy odczuło się jednak dopiero po zakończeniu rywalizacji. Najpierw musiałem kilka dni odpocząć, jeszcze do siebie nie doszedłem - mówi stargardzki szkoleniowiec choć minął już ponad tydzień od batalii pod koszami Francji.
Krzysztof Koziorowicz z koszykówką zetknął się już w drugiej klasie szkoły podstawowej. W stargardzkiej SP nr 3 nauczycielem wf był Roman Szuber. Pod jego okiem pierwsze kroki na parkiecie stawiało wielu przyszłych zawodników miejscowej Spójni. Jednym z nich był Koziorowicz. Jako senior grał w macierzystym klubie nad Iną i w szczecińskiej Pogoni. - Wielkiej kariery jako zawodnik nie zrobiłem - mówi skromnie. - Grałem w II lidze. Może dlatego, że w tamtych czasach, 20 lat temu zmiana barw klubowych była o wiele trudniejsza - spekuluje. Zawsze jednak należał do podstawowych graczy i słynął z pewnej ręki w rzutach z dystansu.
Po zakończeniu kariery zajął się trenowaniem. Pracował z młodzieżą, a potem z dorosłymi koszykarzami Spójni, SKK Szczecin, Prokomu Trefl Sopot i teraz z kobiecą drużyną Lotosu Gdynia. Do niedawna przeważnie był drugim szkoleniowcem. Najczęściej - asystentem trenera Tadeusza Aleksandrowicza, twórcy największych sukcesów stargardzkiej Spójni. Razem z nim zaczynał też obecny sezon w Gdyni.
Działacze Lotosu VBW Clima od kilku lat budowali drużynę, która miała być potęgą w Europie. W kraju nie ma sobie równych od dawna. W tym roku rozgrywki mistrzowskie zakończyła bez porażki. Wciąż jednak oczekiwano sukcesu na arenie międzynarodowej.
Przed obecnymi rozgrywkami sponsorzy głęboko sięgnęli do kieszeni i wyciągnęli równy milion dolarów. Zatrzymano w klubie najwyższą koszykarkę świata, mierzącą 213 cm, Małgorzatę Dydek. Ze Stanów Zjednoczonych ściągnięto Katię Smith, najlepiej rzucającą zawodniczkę tamtejszej zawodowej ligi WNBA. Ekipę wsparto solidnymi filarami w postaci znanych w Europie koszykarek: Jugosłowianki Gordany Grubin i Rosjanki Eleny Szakirowej. Skład był tak silny, że reprezentantki naszego kraju, Joanna Cupryś i Agnieszka Bibrzycka, często przesiadywały na ławce rezerwowych.
Zespół "skazany" był na sukces. Jednak początkowo w rozgrywkach Euroligi gdyniankom przytrafiały się porażki. Zrezygnowano więc z usług trenera Aleksandrowicza i powierzono tę funkcję właśnie Koziorowiczowi.
Początkowo jego oponenci podzielili się na dwa obozy. Jedni dworowali, że z takim składem to można wygrywać i bez trenera, więc na młodym, jeszcze nie doświadczonym szkoleniowcu klub zaoszczędzi trochę grosza. Drudzy powątpiewali, czy da sobie radę. Tymczasem zmiana okazał się strzałem w dziesiątkę. Zespół bez problemów przebrnął przez dwie fazy grupowe rozgrywek i w ćwierćfinale odprawił z kwitkiem włoskie Como. - Czasem potrzeba w zespole jakiejś zmiany. Konieczna jest nić porozumienia na linii szkoleniowiec zawodniczki - mówi Koziorowicz. Jemu udało się znaleźć wspólny język z koszykarkami. Z mieszaniny gwiazd zrobił dobrze rozumiejący się zespół.
Małgorzata Dydek w jednym z wywiadów powiedziała, że trener ujął je swym łagodnym podejściem. - Starałem się być opanowany. Jestem typem choleryka, z reguły reaguję spontanicznie i wybuchowo - śmieje się "Kozioł", jak nazywali go za dawnych lat koledzy z boiska. - Sukces nie przewrócił mi w głowie. Nie jestem bufonem i twardo stąpam po ziemi. Wiem, że w pracy trenerskiej można stracić posadę po stu nawet triumfach i jednej zaledwie małej wpadce - mówi.
Mimo, że jako trener mógłby skupić się wyłącznie na prowadzeniu zespołu, nie porzucił pracy w szkole. Tak bywało dawniej w Stargardzie, tak jest i teraz w Gdyni. - Maluszki są takie wdzięczne. Są dumne, że lekcje z nimi ma szkoleniowiec ich ulubionej drużyny. Same chodzą na mecze na dopingować - twierdzi.
Koszty uboczne pracy trenerskiej, do tego poza miejscem zamieszkania, płaci rodzina. W domu jest gościem z okazji świąt. Gdy wyjeżdżałem pierwszy raz dzieci były małe. Teraz to już dorosłe osoby. Udało się je wychować dzięki mojej wspaniałej żonie - chwali małżonkę Jolantę szkoleniowiec.
W nagrodę lepsza połowa nie może liczyć nawet na porządne wspólne wakacje. - Może wyrwiemy się gdzieś na kilka dni. Syna zabiorę na obóz szkoleniowy i tam będziemy dłużej razem - mówi Koziorowicz.
Taka już jest praca trenera. Sukces, sukcesem, ale trzeba myśleć już o następnym sezonie. Krzysztof Koziorowicz planuje jeszcze wypad do Stanów Zjednoczonych. Chce tam podszlifować warsztat trenerski i język angielski. Czeka na niego nowy cel - zwycięstwo w Eurolidze. - Jest o co walczyć. Przed nami kolejny próg do przeskoczenia - twierdzi.

Krzysztof Koziorowicz

Urodzony 24 marca 1957 roku. Żonaty z Jolantą. Ojciec 22-letniego Kamila, 21-letniej Agaty i 13-letniego Konrada.
Jako koszykarz grał w Spójni Stargard i Pogoni Szczecin. Boiskowy pseudonim: "Kozioł". Jako szkoleniowiec był asystentem Tadeusza Aleksandrowicza w męskich zespołach Spójni, Szczecińskiego Klubu Koszykówki i Prokomu Trefl Sopot oraz żeńskiej drużynie Lotosu VBW Clima Gdynia. Prowadził też samodzielnie wszystkie te ekipy. Właśnie w połowie sezonu przejął Lotos, doprowadzając do historycznego drugiego miejsca w Eurolidze.
Życiowe motto: "jak najdłużej pracować w koszykówce".

Sylwester przez telefon

Żona Jolanta (w środku) z synami: Konradem (z lewej) i Kamilem.

Żona Jolanta jest pracownikiem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Córka Agata ma 21 lata i jest studentką Instytutu Kultury Fizycznej Uniwersytetu Szczecińskiego. Tej samej uczelni, którą przed laty ukończył jej ojciec. Obecnie wykładowcami Agaty są koledzy ze studiów Krzysztofa Koziorowicza. Starszy syn Kamil także studiuje na AWF-ie, tyle że zaocznie i w Gorzowie. Ma 22 lat i jest na drugim roku studiów. Najmłodsze z dzieci - 13-letni Konrad kończy właśnie podstawówkę.

Jolanta Koziorowicz:
Niektórzy potrafią oddzielić pracę zawodową od spraw rodzinnych, jednak nie Krzysiek. Poznałam go 23 lata temu i już wtedy wiedziałam, że dla niego na pierwszym miejscu zawsze będzie koszykówka, a dopiero potem rodzina.
Mąż jest wymagający wobec dzieci, ale one nie narzekają z tego powodu. Tak jak w sporcie, w domu wszystko musi być poukładane, wtedy Krzysiek jest zadowolony. Poza koszykówką mąż lubi spacerować, grillować i chodzić do kina.
Przez ostatni rok Krzysiek był dwa razy w Stargardzie. Raz na święta Bożego Narodzenia, a drugi raz na Wielkanoc. Nawet Sylwestra spędziliśmy na telefon. Najbliższe wakacje także spędzimy osobno. Przez kilka dni z mężem będzie najmłodszy syn, który razem z kolegą pojedzie na obóz sportowy, na którym Krzysiek będzie wychowawcą. Ja odwiedzę go na kilka dni pod koniec wakacji, jeszcze przez rozpoczęciem nowego sezonu. Nasz kontakt opiera się przede wszystkim na rozmowach telefonicznych, potrafimy ze sobą rozmawiać po kilka razy dziennie.
Wyniki meczów zespołu Krzyśka dowiadujemy się zaraz po ich zakończeniu. Dzwoni do mnie, zanim jeszcze pójdzie na konferencję prasową. O awansie do wielkiego finału Euroligi dowiedziałam się, gdy byłam w kinie. Powiadomiła mnie o tym córka. Natomiast z informacją o tytule mistrza Polski Krzysiek zadzwonił od razu po meczu.
O sukces jest mu łatwiej, bo Krzysiek ma świadomość, że pod jego nieobecność w domu wszystko jest w najlepszym porządku. On sam może się w pełni oddać pracy.

Konrad Koziorowicz:
Ja także bardzo lubię koszykówkę i chciałbym w przyszłości uprawiać tę dyscyplinę. Teraz gram w Szkole Podstawowej nr 5. Dwa lata temu zdobyliśmy tytuł mistrza kraju, rok temu zajęliśmy drugie miejsce. Zostałem także powołany do kadry makroregionu. Chciałbym zostać koszykarzem i grać na pozycji rzucającego obrońcy. Marzy mi się, aby mieć metr dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu.

Kamil Koziorowicz:
Tata zaraził mnie koszykówką, jednak nie nauczył mnie wiele. Zawsze brakowało na to czasu. Wprawdzie bardzo dużo mi przekazał, ale raczej teoretycznie. Cały czas wpajał mi zasadę, że aby osiągnąć sukces trzeba tego bardzo chcieć. Oprócz koszykówki lubię jeździć na nartach.

Córka Agata chciałaby wyjechać na wakacje do Anglii, gdzie mogłaby podszkolić się w języku angielskim. Ułatwiłoby to jej zrobienie w przyszłości certyfikatu z tego języka.

Inni szkoleniowcy naszego regionu, którzy odnieśli w tym roku sukces poza domem

Leszek Piasecki: prowadzony przez niego zespół siatkarek Banku Pocztowego Bydgoszcz zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. Przed rokiem bydgoskie siatkarki, także po wodzą szczecinianina, sięgnęły po wicemistrzostwo kraju.

Bogusław Baniak: piłkarze Lecha Poznań awansowali właśnie do ekstraklasy. Przed kilkunastoma miesiącami, gdy szczecinianin obejmował zespół, był on poważnie zagrożony spadkiem do III ligi. W poprzednim sezonie Baniak obronił poznaniaków przed degradacją, w bieżącym zwyciężył w II lidze z ogromną przewagą. Lech zapewnił sobie powrót do grona najlepszych drużyn w kraju już na kilka kolejek przed zakończeniem rozgrywek. Przed laty Baniak wprowadził do ekstraklasy inną jedenastkę z Wielkopolski -Amikę Wronki.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3