Koszalinianin dostał mandat po 9 miesiącach

Marcin Barnowski
Takich skrzynek przy drogach jest coraz więcej
Takich skrzynek przy drogach jest coraz więcej Sławomir Żabicki
Nasz czytelnik z Koszalina jest zdumiony. Wyczytał, że mandat może być wystawiony najpóźniej w 30 dniu od daty wykroczenia, a tymczasem strażnicy miejscy przysłali mu druczek po 9 miesiącach. Tyle upłynęło od daty zrobienia zdjęcia przez fotoradar. - To oni tak mogą? - pyta koszalinianin.

Problem jest frapujący. Wyjaśniając wątpliwości czytelnika ustaliliśmy, że w kwestii mandatów różne straże miejskie mają różne stanowiska. Nigdzie jednak nie jest tak, by czas na wystawienie mandatu liczono od daty popełnienia wykroczenia. Zgodnie z przepisami, 30-dniowy termin biegnie od daty ujawnienia wykroczenia. a takie sformułowanie stwarza wiele możliwości interpretacji.

W Polanowie od odczytania

I tak na przykład Straż Miejska w Polanowie w Zachodniopomorskiem za moment ujawnienia wykroczenia przyjmuje dzień, w którym zdjęcia zostały odczytane przez funkcjonariusza. Innymi słowy, to moment, w którym zostaje wszczęta procedura karania kierowcy. Najważniejszym jej elementem jest wystąpienie do warszawskiej Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców w celu zidentyfikowania właściciela sfotografowanego auta na podstawie numerów rejestracyjnych. Gdy właściciel był sprawcą wykroczenia, zwykle udaje się dochować 30-dniowego terminu.

Sprawa komplikuje się jednak, gdy właściciel twierdzi, że kierował ktoś inny. Zdarza się, że poszukiwania sprawcy wykroczenia trwają dłużej i wtedy kierowca, który faktycznie zawinił, nie ma już szans na mandat. Sprawa od razu trafia do sądu grodzkiego.

W Sianowie od ustalenia

Ale są miejscowości, gdzie strażnicy stosują inną interpretację 30-dniowego terminu. W Sianowie liczą jego bieg od ujawnienia sprawcy, który wykroczenie popełnił. - Punktem wyjścia jest dla nas moment, gdy już otrzymamy informacje z CEPiK o tym, kto najprawdopodobniej kierował pojazdem - wyjaśnia Zbigniew Stopa, komendant sianowskiej SM.

Paradoksalnie, ten sposób postępowania, na który oburzył się czytelnik z Koszalina, jest korzystniejszy dla sfotografowanych kierowców. Gdy bowiem strażnikom nie uda się dochować 30-dniowego terminu, kara się nie przedawnia. Zmienia się tylko tryb postępowania. Ponieważ brak możliwości zastosowania postępowania mandatowego, strażnicy kierują wniosek do sądu grodzkiego, właściwego dla miejsca, gdzie wykroczenie zostało popełnione. Wtedy do kary dochodzą dodatkowo koszty sądowe. No i strata czasu, bo kierowca musi być przesłuchany.
Interesu w tym nie ma także sama straż. O ile bowiem wpływy z mandatów wymierzanych przez strażników zasilają budżet gminy, dla której ci strażnicy pracują i która wypłaca im pensje, to kary wymierzane przez sądy idą do kasy państwa.

W Sianowie strażnicy w 2008 roku sfotografowali około 1 600 aut. Z tego około 60 procent załatwiono w trybie postępowania mandatowego, a do sądu grodzkiego trafiło około 20 proc. W pozostałych przypadkach, jak poinformował nas komendant Stopa, zastosowano pouczenia lub postępowania umorzono.
Sam komendant prywatnie przyznaje, że też dał się złapać na fotoradar. - Przekroczyłem prędkość o kilkanaście kilometrów - mówi Z. Stopa. - Nie robię z tego tajemnicy. Teraz ta fotka wisi w moim gabinecie.
Jeśli masz problem z władzą albo z przepisami, skontaktuj się z nami pod nr tel. 602 158 736 lub na e-mail: marcin.barnowski@gp24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie