Konflikt ze związkami w PŻM. Dwie strony barykady

Marek Rudnicki
Panie komisarzu, Pawle Brzezicki, my jesteśmy cały czas gotowi do współpracy dla dobra PŻM. Spór omówi na początku czerwca Rada Dialogu Społecznego, na której ma być min. M.Gróbarczyk.

Na opublikowaną w „Głosie” 7 maja rozmowę z zarządcą komisarycznym PŻM, Pawłem Brzezickim zareagowaliście dość alergicznie.
Paweł Kowalski, przewodniczący Solidarności w PŻM: Jesteśmy zaskoczeni, że o działaniach zarządcy komisarycznego, Pawła Brzezickiego dowiadujemy się z mediów, a nie od niego. Jest to dla nas sytuacja nie do przyjęcia. Stroną społeczną w firmie są związki zawodowe i we wszystkich sprawach, dotyczących pracowników, a związanych z programem naprawczym PŻM powinien rozmawiać ze związkami.

Audyt w PŻM robiło ministerstwo gospodarki morskiej. Dopiero po nim komisarz może przedstawić program naprawczy. Może jeszcze nie zna wyników tego audytu?

P.Kowalski: Komisarz ma już ten audyt, w ubiegłym roku się zakończył. Teraz robiła to firma audytorska Ernst & Young pod kątem banków. My nie chcemy uczestniczyć w tych rozmowach, to jest wyłącznie sprawa pana komisarza i ministra Gróbarczyka. Natomiast chcemy, aby zysk operacyjny, o którym wspomina w swoim wywiadzie pan komisarz, był realny. Przede wszystkim musi nastąpić wzrost wpływów. A niestety w dalszym ciągu jest zapaść na rynku światowym i tego zysku nie można w tym roku osiągnąć. Nawet po cięciu wszystkim płac.

W wywiadzie dla „Głosu” komisarz powiedział, że „błaga związki zawodowe o litość nad firmą”.

Jacek Dubiński, przewodniczący Związku Zawodowego Marynarzy PŻM w Szczecinie:

W sensie rzeczywistych negocjacji, żadne się nie odbyły. Nie odbyła się też prezentacja programu naprawczego, który miałby wyprowadzić PŻM na prostą. My po części dowiadujemy się z mediów, jakie cięcia czy inne bolesne ruchy powinny dotknąć PŻM, natomiast do dziś nie otrzymaliśmy ani założeń programu naprawczego ani planowanego ruchu w kwestiach dotyczących załogi. Oczywiście były spotkania z panem komisarzem na różnych szczeblach i w różnych konfiguracjach, ale były to rozmowy bardziej ogólne, nie dotyczące programu. Wystosowaliśmy parokrotnie pisma, że chcemy choć w części poznać program i wiedzieć, jak wygląda audyt przedsiębiorstwa. Nie w sensie cyfr, które niekoniecznie powinny być ujawniane ze względu na tajemnicę finansową, ale jakie są czy będą żądania przyszłych kredytujących w stosunku do obowiązujących dziś układów zbiorowych. Wszelkiego rodzaju sprawy dotyczące układu zbiorowego, zmiany siatki płac czy kwestii socjalnych muszą być negocjowane i uzgadniane ze związkami zawodowymi.

Podważacie to, co mówił komisarz o zarobkach marynarzy: „my płacimy o 13 proc. więcej”?

Jacek Dubiński: To, co pan zarządca komisaryczny mówi, że jesteśmy przewartościowani na te 13 proc., to nie jest tak. Kwestie płac na rynku, na masowcach, których dziś jest gros w PŻM, są różne. Jeśliby porównać do płac Filipińczyków czy Indonezyjczyków, to tak, natomiast gdy porównać do płac otrzymywanych przez Europejczyków, to nie. Podam na swoim przykładzie jako starszego mechanika. W PŻM na masowcu otrzymałbym płacę kompletną 6557 dolarów. Na takim samym stanowisku pływałem u niemieckiego armatora „Oldendorff Carriers” i moja pensja wynosiła 8500 dolarów. To kto ma wyższe płace, PŻM czy Oldendorff? Szwedzi i Niemcy zarabiają jeszcze więcej. A stawka 600 dolarów, jest to minimalna płaca na morzu ustalona w roku 2006 na konwencji Międzynarodowej Konwecji Pracy, jako minimalna bazowa i o takiej stawce nikt nie mówi, bo nikt na takiej stawce dziś nie pływa, nawet kadeci.

Zarzucacie komisarzowi, że chce zwalniać również ludzi na morzu. On zaś twierdzi, że nie chce nikogo zwalniać, a jedynie ograniczyć przerosty w administracji.

Paweł Kowalski: To prawda, wiemy, że jest przerost na lądzie. I chcemy o tym rozmawiać. Nie wiem natomiast, skąd ta niechęć komisarza do związków zawodowych. Siedem zarządów komisarycznych za SLD, obroniliśmy firmę. Za PO dwukrotnie były próby komercjalizacji, obroniliśmy. Związki zawodowe są tu po to, abyśmy wspólnie z komisarzem doszli do porozumienia i znaleźli sposób, jak z tej sytuacji wybrnąć. Marynarze mają na bieżąco przekazy od rodzin, mają internet, śledzą te przekazy. I dostajemy cały czas pytania: Co wy w tej sprawie robicie? Rozmawiałem po komisji morskiej w sejmie z ministrem Gróbarczykiem. Mówiłem mu, że chcemy rozmawiać. Chcemy, ale nie poprzez media. Panie komisarzu Pawle Brzezicki, my jesteśmy cały czas gotowi do współpracy dla dobra PŻM i pracowników. Wróćmy do stołu, siądźmy i rozmawiajmy.

Gdy funkcjonowała jeszcze Rada Pracownicza, w której związki zawodowe uczestniczyły, kondycja finansowa PŻM z roku na rok malała, firma miała coraz większy deficyt. Na początku armator miał ponad 100 statków, dziś ma tylko połowę z tej liczny. Nie widzieliście tego? Wówczas nie protestowaliście, dopiero teraz, gdy komisarz chce wprowadzić program naprawczy?

Paweł Kowalski: Od dwóch lat sprzeciwialiśmy się polityce zarządu. Zamawiano statki od siedmiu lat, gdy już nie było wpływów, gdy była już katastrofa shippingowa. Zadawaliśmy pytania, jak można zamawiać statki biorąc kredyt w jenach? Jak statek miał kosztować około 50 milionów, to teraz kosztuje około 70-ciu. To było nieodopowiedzialne szaleństwo. A zakup następnych 18 statków to było w ogóle nie do przyjęcia. Na moje pytania na radzie, skąd firma weźmie pieniądze, te 500 mln, bo przecież trwa kryzys światowy, dyrektor finansowy odpowiadał: „My mamy 500 milionów, możemy kupić za gotówkę”. Oświadczyłem, że to jest kłamstwo, jawne oszustwo, bo tych pieniędzy praktycznie nie ma. A wynik był taki, że przeciwko decyzjom zarządu i tak głosowało nas tylko dwóch czy trzech.

Jacek Dubiński: Związki zawodowe na Radzie Pracowniczej mogły tylko mówić, ostrzegać, wręcz protestować i w praktyce tylko tyle. To tak jak z tym kabaretowym kołem, które jest zepsute. I odpowiedzią: Nie mów, że zepsute, bo traktor ma jeszcze trzy dobre, a że nie pojedzie, to nieistotne. I tak było w PŻM. A dziś czasami słyszymy, że związki nie protestowały. To nieprawda.

Jest szansa na konstruktywną rozmowę z komisarzem?

Kowalski, Dubiński: - Oczekujemy, że usiądziemy razem do stołu i będziemy rozmawiać uczciwie o firmie. Program naprawczy nie może odbyć się poza związkami zawodowymi. Jesteśmy cały czas gotowi do niej, ale do rozmowy potrzebne są dwie strony, a nie jedna.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
flaga

Związki strajków nie robiły, gdy pan Szynkaruk robił wariackie posunięcia zadłużające firmę. Dziś Brzezicki nie może, choć pewnie chciałby, zmienić układ zbiorowy bez zgody związków. Banki mają gdzieś obie strony sporu i chcą robić dobry interes w mętnej wodzie. Dawna rada pracownicza, to był skład mniejszości kapitanów i większości urzędników prezesa. Jakoś to trzeba poskładać do kupy, bo ludzie na morzu mogą się wkurzyć i zwyczajnie przejść do obcych. dziś tego nie robią, bo wolą być w polskiej firmie, choć może gorzej płatnej.

m
majk

kiedy wkoncu p kowalski przejdzie na swoja emeryture jest mu taf dobrze przy korycie

P
Portowiec

Jak już związki zawodowe prowadzą kłótnie z komisarzem na łamach prasy, to spodziewam się szybkiego wykopania z firmy tego szkodnika, którego narzuciło ministerstwo. Oby - coraz więcej osób z załogi nie może patrzeć i słyszeć o komisarzu - porażka!

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie