Kobieta Przedsiębiorcza - plebiscyt. Ma więcej ikry, niż...

    Kobieta Przedsiębiorcza - plebiscyt. Ma więcej ikry, niż osoba pełnosprawna

    mdr

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    Irena Piotrowicz nie chce, by robić jej zdjęcie. Pokazuje te z Belwederu, na którym Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta za walkę

    Irena Piotrowicz nie chce, by robić jej zdjęcie. Pokazuje te z Belwederu, na którym Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta za walkę w podziemiu wręczył jej prezydent Lech Kaczyński, którego znała osobiście.

    Kolejna kandydatka w naszym plebiscycie Kobieta Przedsiębiorcza '2012 jest Irena Piotrowicz. To niezwykła kobieta o harcie ducha, którego inni mogliby tylko pozazdrościć. Wielokrotnie poszkodowana przez ludzi, a mimo to nigdy nie poddała się i pomagała innym.
    Irena Piotrowicz nie chce, by robić jej zdjęcie. Pokazuje te z Belwederu, na którym Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta za walkę

    Irena Piotrowicz nie chce, by robić jej zdjęcie. Pokazuje te z Belwederu, na którym Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta za walkę w podziemiu wręczył jej prezydent Lech Kaczyński, którego znała osobiście.

    W plebiscycie pokazujemy różne nieprzeciętne kobiety, które swą działalnością pozytywnie odbijają się w lustrze szarej codzienności. A do tych z pewnością należy pani Irena Piotrowicz (nr 43 na naszej liście).

    Nie jest typem kobiety bizneswoman. Nie robi żadnych interesów, ale z pewnością wyróżnia się na tle wielu innych pań optymizmem, chęcią niesienia bezinteresownej pomocy.

    Przed wieloma laty, gdy królował na dobre socjalizm i nikomu rozsądnie myślącemu nie przyszłoby do głowy, że może się to zmienić, samochodów prowadzony przez milicjantów przejechał panią Irenę na przejściu dla pieszych. Była wówczas młodziutką dziewczyną czynnie zaangażowaną w podziemny, katolicki ruch opozycyjny.

    Zamach nie udał się. Praktycznie miała tak wiele uszkodzonych organów wewnętrznych, że nie liczono, że przeżyje. Miała złamaną żuchwę, trzy kręgi szyjne, kość skroniową, otwarte złamanie prawej goleni, odbite i zalane krwią płuca oraz złamaną podstawę czaszki. Długo pozostawała w śpiączce. Przeżyła dzięki zaprzyjaźnionym lekarzom, którzy nie poddali się walcząc o jej życie.

    - Wówczas, przed laty, gdy wyjechałam na wózku ze szpitala i przez wiele miesięcy zagryzając wargi zmuszałam się do ćwiczeń, by móc chodzić o kulach, byłam pełna nienawiści - przyznaje. - Dzięki postawie przyjaciół z Duszpasterstwa i ojcu Hubercie Czumie, wyrzuciłam po czasie tę cholerę, co to trawiła mnie i nie dawała spokojnie żyć. To trudne, naprawdę trudne i boli, ale - jak się okazało - możliwe, gdy ma się obok siebie ludzi dobrego serca.

    To właśnie ci przyjaciel, gdy po operacji leżała w śpiączce zauważyli, że pilnujący jej funkcjonariusze SB odłączyli urządzenia podtrzymujące jej życie.

    - Dopiero później opowiedzieli mi, co się stało. Przyszła do mnie koleżanka z Duszpasterstwa, Ela Stybrych. Zobaczyła kręcących się facetów, którzy odłączali przewody urządzenia wspomagajacego oddychanie. Narobiła rabanu. Przybiegł personel szpitala. SB-ecy odgrażali się jej, że skończą z nią, tak jak ze mną. Na szczęście, nic jej nie zrobili. Po tym wydarzeniu ojciec Czuma zarządził stałe czuwanie przy mnie kolegów i koleżanek z Duszpasterstwa.

    Zmieniły się czasy, ale problemy ludzkie pozostały. Pani Irena spłaca dług wdzięczności, jak to nazywa, ludzi. Angażuje się w pomoc dla wielu osób. Mimo fizycznej ułomności (porusza się o kulach), organizuje wiele wypraw pieszych. Bodajże jako jedyna osoba w Polsce odbyła pielgrzymkę pieszą do Włoch na grób ojca Pio.

    - Kazimierz Janusz, przyjaciel i działacz ROPCiO namawiał mnie usilnie, bym napisała Białą Księgę mojego życia. Dla potomności - śmieje się i tłumaczy: - Wielu lat cierpienia, zdrady, ułomności ludzkiej natury, sprzedawczyków w naszym gronie bo i tacy byli, tego wszystkiego nie jestem w stanie przelać na papier. Nie potrafię. Od tego są historycy.

    Na co dzień nadal walczy, ale głównie z bezdusznością urzędów, z nie życiowymi przepisami i ogólnie biorąc, z obojetnością osób piastujących wysokie stanowiska.

    - Może nawet ta walka o ludzi niepełnosprawnych, nie potrafiących upomnieć się o swoje jest ważniejsza niż ta przed laty - mówi i puentuje myśl: - Życie nie zawsze bywa piękne, ale zawsze powinno być dobre. Jest zbyt krótkie, by tracić czas na nienawiść do kogoś lub czegoś.

    Na panią Irenę można głosować na nr 71466 wysyłając SMS o treści GS.KP.43.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo