Katastrofa tramwajowa na ul. Wyszaka w Szczecinie. Minęło...

    Katastrofa tramwajowa na ul. Wyszaka w Szczecinie. Minęło już 50 lat

    Marek Jaszczyński

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    Katastrofa tramwajowa na ul. Wyszaka w Szczecinie. Minęło już 50 lat
    Do najtragiczniejszego wypadku w powojennym Szczecinie doszło w grudniu 1967 roku. Od katastrofy minęło już 50 lat.
    Katastrofa tramwajowa na ul. Wyszaka w Szczecinie. Minęło już 50 lat
    Tak o katastrofie informowała krótka depesza Polskiej Agencji Prasowej: "W czwartek w godzinach rannych miała miejsce w Szczecinie katastrofa tramwajowa. Tramwaj jadący ulicą Wyszaka wyskoczył na zakręcie z szyn i pociągnął za sobą dwa przyczepne wozy. W wyniku katastrofy zginęło siedem osób. Dalszych osiem osób zmarło po przewiezieniu do szpitala. Wszyscy ranni znajdują się w szpitalach pod troskliwą opieką lekarską."

    O tym wypadku mówiła cała Polska

    Suchy komunikat nie oddaje w pełni tragedii, do której doszło 7 grudnia 1967 roku o godz. 6.35. Wówczas cała Polska mówiła, że to był najtragiczniejszy wypadek tramwajowy jaki zdarzył się po 1945 roku. Zginęło 15 osób. Ponad 150 zostało rannych.

    - Masakra: to jedno słowo oddaje skutki tego zdarzenia - mówi Bartosz Lemke ze Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej. - W tamtych czasach to był największy wypadek tramwajowy w Europie. Skład, który ruszył z Placu Żołnierza Polskiego nie mógł się zatrzymać, niewydolny okazał się system hamulcowy. Trzy wagony były obwieszone "winogronami", czyli pasażerowie jechali również na zewnątrz, stojąc na stopniach. Na stromej trasie tramwajowej wiodącej w kierunku Odry były trzy zakręty.



    W czasie zjazdu doszło do awarii hamulców. Skład nabierał prędkości z każdą chwilą. Konduktorki w wagonach próbowały jeszcze zakręcić hamulce ręczne bez rezultatu. Pierwszy i drugi wagon wyleciały z szyn i przewróciły się na bok, ale jeszcze sunęły w dół. Trzeci wypadł w szyn.

    Wypadek podczas akcji ratowniczej

    Podczas akcji ratowniczej doszło do kolejnego nieszczęścia. W czasie podnoszenia jednego z wraków przez dźwig zerwały się liny. Efekt był straszliwy. Tramwaj spadł na rannych, a liczba ofiar znowu wzrosła. Kilka dni później zmarła piętnasta i ostatnia ofiara, przewieziona w stanie ciężkim do kliniki w Poznaniu.

    - Po wypadku rozpoczęła się modernizacja wagonów wprowadzono automatycznie zamykane drzwi. Zakazano jazdy na zewnątrz wagonu - dodaje pan Bartosz. Zlikwidowano też tory wiodące ku Odrze. Zresztą wówczas panowała tendencja rozwoju motoryzacji: stawiano na autobusy, które miały przejąć główną rolę w transporcie masowym. - Tramwaje były tratowane jako zawalidrogi, zresztą jak się patrzy na obecną sytuację w komunikacji miejskiej, to nadal pokutuje takie myślenie - twierdzi pan Bartosz.


    Za szybko jechał

    Okoliczności katastrofy badała milicja i służba bezpieczeństwa. Badania przeprowadziła komisja z ministerstwa gospodarki komunalnej. Podejrzewano nawet sabotaż. Jednak przyczyna tragedii była prozaiczna. 21 grudnia 1967 roku wydano na temat wspólnych ustaleń następujący komunikat: "Według wstępnych badań bezpośrednią przyczyną wykolejenia się pociągu tramwajowego na ulicy Wyszaka była nadmierna prędkość, jaką uzyskał on na spadku przy dojściu do łuku torowiska, w wyniku awarii elektromagnetycznego układu hamulcowego, uruchamianego za pomocą silników". Prace komisji zaowocowały konkretnymi decyzjami. Ministerstwo zobowiązało przewoźnika do przeglądu układów hamulcowych. Zakazano też doczepiania trzeciego wozu. W Szczecinie pojawiły się przegubowe jelcze, które miały odciążyć linie tramwajowe.



    Teorie spiskowe

    Wkrótce po katastrofie w materiałach tzw. drugiego obiegu, zaczęły funkcjonować teorie spiskowe, z których największą popularność zyskała hipoteza o wpływie walk frakcyjnych w PZPR na katastrofę. Rok 1967 w środowisku szczecińskim był okresem nasilonych konfliktów o podłożu antysemickim, a także walk między frakcjami Puławian i Natolińczyków w ramach Partii.

    Hipoteza podaje tych pierwszych jako inicjatorów rzekomego zamachu, w efekcie którego miało dojść do odwołania władz miasta wspieranych przez wysoko postawionych w strukturze partyjnej Natolińczyków. Zwolennicy tej teorii nie zyskali jednak poparcia ze strony rodzącej się wówczas opozycji i po krótkim czasie zaniechali działań zmierzających do wyjaśnienia okoliczności tragedii.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Polub nas na Facebooku

    Zdjęcia ze Szczecina

    Wideo ze Szczecina

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    Osobowość Roku 2018 - zgłoś swoje propozycje nominacji

    Osobowość Roku 2018 - zgłoś swoje propozycje nominacji

    Piłkarz Roku 2018. Wybieramy najlepszych piłkarzy w regionie

    Piłkarz Roku 2018. Wybieramy najlepszych piłkarzy w regionie

    MISTRZOWIE FOTOGRAFII - zobacz kto zwyciężył!

    MISTRZOWIE FOTOGRAFII - zobacz kto zwyciężył!

    SPORTOWY SUKCES ROKU | Głosowanie zakończone poznaj laureatów

    SPORTOWY SUKCES ROKU | Głosowanie zakończone poznaj laureatów